MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Anna Midera, prezes łódzkiego lotniska: Na świecie już wiedzą, że Łódź nie jest przedmieściem Warszawy

Sławomir Sowa
Sławomir Sowa
Anna Midera: - Doskonale wiemy, że nie wyjdziemy na zero w ciągu kilku najbliższych lat, bo to nie jest możliwe. Nie ukrywam, że zniwelowanie tej straty to dla nas duże wyzwanie. Ale  już w tym roku ta strata będzie dużo mniejsza.
Anna Midera: - Doskonale wiemy, że nie wyjdziemy na zero w ciągu kilku najbliższych lat, bo to nie jest możliwe. Nie ukrywam, że zniwelowanie tej straty to dla nas duże wyzwanie. Ale już w tym roku ta strata będzie dużo mniejsza. Robert Pastryk
– Jeśli Boeing zrealizuje wszystkie zamówienia Ryanaira na samoloty zgodnie z oczekiwaniami, to powiedziałabym, że baza Ryanaira w Łodzi powinna powstać na 99 procent w 2026 roku – zapowiada dr Anna Midera, prezes łódzkiego portu lotniczego. A straty lotniska, które w 2023 roku sięgnęły 40 mln zł? - Doskonale wiemy, że nie wyjdziemy na zero w ciągu kilku najbliższych lat, bo to nie jest możliwe - nie ukrywa Anna Midera.

Udało się Pani pobić w ubiegłym roku dwa rekordy za jednym zamachem. 356 tysięcy pasażerów to rekord w Pani karierze na stanowisku prezesa łódzkiego lotniska i drugi rekord to 40 mln zł strat lotniska. Aż strach pomyśleć, jakie będą straty, gdy wzrośnie liczba pasażerów.

Muszę od razu sprostować, że te 40 milionów złotych straty to nie jest rekord. W 2016 roku, zanim jeszcze zostałam prezesem łódzkiego portu lotniczego, to było około 60 milionów. W wyniku naszych działań w latach późniejszych ta strata się zmniejszyła o ok 30 mln.

Natomiast jeśli chodzi o wzrost liczby pasażerów, to oczywiście cieszy i już w ubiegłym roku zapewnił nam bardzo wysokie przychody, które wrosły o 41 proc. względem 2022 roku.

Więc skąd tak wysoka strata?

To efekt sytuacji na rynku i decyzji podjętych wiele lat temu w trakcie przygotowań do uruchomienia lotniska. Niestety kiedy wzrosły nam przychody, „zderzyliśmy” się z wysoką inflacją i wzrostem cen. Dochodzą też koszty związane z prowadzeniem działalności - sama amortyzacja to prawie 12,5 mln zł, koszty obsługi obligacji zaciągniętych kilkanaście lat temu na budowę lotniska to 5 mln zł rocznie. Dodać jeszcze można konsekwencje okresu pandemii, w której jako lotnisko nie posiadające udziałów skarbu państwa, nie otrzymaliśmy, w przeciwieństwie do pozostałych lotnisk, żadnej pomocy finansowej.

Kiedy kończy się spłata obligacji?

W czerwcu 2027 roku. Jak więc widać, prawie połowa straty to zobowiązania wynikające z wcześniejszych decyzji. Kolejne 20 milionów, to koszty działalności podstawowej, które generują media - prąd, ogrzewanie i wynagrodzenia pracowników. Koszt mediów wzrósł o 40 procent (!) w porównaniu do poprzednich lat, musieliśmy też podnieść minimalne wynagrodzenia, co wynika ze zobowiązań ustawowych.

Jednorazowym wydatkiem mającym też wpływ na nasz wynik finansowy była nasza wspólna decyzja, czyli miasta Łódź, Łódzkiej Organizacji Turystycznej i lotniska o organizacji największego w Europie Forum Routes Europe w ubiegłym roku. Łączny koszt tego przedsięwzięcia to około 3,5 mln zł, z czego 1,5 mln zł pozyskaliśmy od sponsorów. Był to jednorazowy wydatek, którego efekt natychmiastowy, czyli rozpoznawalność Łodzi jest już widoczny wśród przedstawicieli branży lotniczej i turystycznej, a ten długofalowy, czyli rozwój połączeń i turystyki powoli już realizujemy. Dalsza jego ewolucja w najbliższych latach z pewnością zadowoli naszych pasażerów.

Doskonale wiemy, że nie wyjdziemy na zero w ciągu kilku najbliższych lat, bo to nie jest możliwe. Nie ukrywam, że zniwelowanie tej straty to dla nas duże wyzwanie. Ale trzeba też pamiętać, że lotnisko przynosi korzyści, które trudno przełożyć na papier, tak jak tę wspominaną stratę. To tzw. efekt katalizatora gospodarki regionalnej, na przykład napływ inwestorów i inwestycji, wzrost liczby świadczonych usług, wzrost miejsc pracy, czy wspomniany już przeze mnie rozwój turystyki lokalnej powodującej wzrost przychodów hoteli, restauracji i innych podmiotów świadczących podobne oferty,
Poza tym już w tym roku ta strata będzie dużo mniejsza.

Jerzy Kropiwnicki, kiedy był prezydentem Łodzi, też podkreślał, że nie wyobraża sobie, aby takie miasto jak Łódź mogło funkcjonować bez lotniska.

I tu się zgadzam z prezydentem Kropiwnickim, wcale nie dlatego, że jestem prezesem lotniska. W Polsce jest 15 lotnisk, z czego 14 to porty regionalne. Z tej grupy tylko pięć lotnisk osiąga dodatni wynik finansowy. Reszta to lotniska deficytowe. Po prostu nie przekraczają półtora miliona pasażerów rocznie. Jest to dość powszechne zjawisko. 70 procent lotnisk w Europie jest deficytowych.

Do niedawna mówiło się, że aby lotnisko wyszło na zero, powinno rocznie obsługiwać przynajmniej milion pasażerów, ale niedawno stwierdziła Pani w jednym z wywiadów, że ze względu na rosnące koszty taki zerowy bilans jest możliwy przy 1,5 miliona podróżnych. Kiedy w takim razie łódzkie lotnisko może wyjść na zero, a nie przynosić straty?

Wpływ na to ma bardzo wiele zmiennych, m.in. jacy przewoźnicy latają z danego lotniska, na jakich kierunkach, ile inwestowane jest w działania marketingowe itp. Dlatego trudno w tej chwili określić jakąś konkretną datę. Myślę, że osiągnięcie progu miliona pasażerów na łódzkim lotnisku jest możliwe w 2028 roku i nie jest to hurraoptymizm. Naszym celem jest utworzenie na łódzkim lotnisku bazy Ryanair, co pozwoli nam bardzo szybko zwiększyć liczbę pasażerów, ale jesteśmy też w trakcie rozmów z innymi przewoźnikami, czego nie uwzględniam w tych kalkulacjach. Zależy nam również na dywersyfikacji przewoźników. Dla linii lotniczych rozpoczęcie działalności na nowym lotnisku, to zawsze ryzyko i dlatego mijają dwa, trzy lata, a czasami nawet więcej, od momentu rozpoczęcia negocjacji do podjęcia decyzji i rozpoczęcia operowania z nowego dla siebie portu.

Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę same finanse, to lotnisko może zarabiać nie tylko na pasażerach, ale też na innej działalności takiej jak Cargo i na przykład serwisowanie samolotów tzw. MRO. Cargo funkcjonuje u nas od ponad 10 lat i z roku na rok przynosi wyższe przychody. Natomiast na temat tej drugiej kwestii prowadzimy w tej chwili rozmowy z zewnętrznymi partnerami. Jest kilka zainteresowanych podmiotów, mamy teraz wolną powierzchnię ok. 26 ha z przeznaczeniem m.in. na ten cel.

A z którymi liniami prowadzi Pani teraz rozmowy?

Ze wszystkimi.

To sporo…

Proszę mi wierzyć, że naprawdę prowadzimy rozmowy ze wszystkimi liczącymi się przewoźnikami. Wszyscy oni zresztą odwiedzili Łódź w ubiegłym roku i prowadzili z nami rozmowy biznesowe. Mamy wiele bardzo pozytywnych sygnałów, jesteśmy proszeni o uzupełnianie informacji, ale w tym momencie nie mogę jednak ujawnić szczegółów.

Ryanair jest jedynym regularnym przewoźnikiem na łódzkim lotnisku, co nie jest komfortową sytuacją. Jaka jest szansa, że w ciągu dwóch, trzech lat pojawi się inny przewoźnik?

To jeden z naszych głównych celów, oprócz tego, aby lotnisko zarabiało na siebie. Zdaję sobie sprawę, że dywersyfikacja jest konieczna i w tym kierunku zmierzamy. Współpraca z Ryanair układa się bardzo przyzwoicie. Rozmawiamy bardzo rzetelnie i po partnersku. Razem szukamy możliwości rozwoju i kierunków, które możemy uruchomić.

Robert Makowski, dyrektor handlowy łódzkiego portu, mówił mi kilka miesięcy temu, że baza Ryanaira w Łodzi mogłaby powstać latem 2025 roku i to od razu na dwa samoloty, bo jest to bardziej opłacalne. To w praktyce przełożyłoby się na kilkanaście nowych połączeń. Czy ta baza Ryanaira w przyszłym roku jest realna?

Wszystko zależy od sytuacji na rynku i floty Ryanaira, a sytuacja jest bardzo dynamiczna. Jeśli Boeing zrealizuje wszystkie zamówienia Ryanaira na samoloty zgodnie z oczekiwaniami, to powiedziałabym, że baza Ryanaira w Łodzi powinna powstać na 99 procent w 2026 roku, choć w razie przyspieszenia dostawy samolotów lub relokacji floty przez samego przewoźnika, możliwy byłby również przyszły rok i pewnie to brał pod uwagę Robert. Gdyby tak się stało, efektem będzie skokowy wzrost liczby kierunków z łódzkiego lotniska już w 2025 roku, jednak na tę chwilę bardziej realny wydaje się rok 2026.

Sporo zamieszania wzbudziła ostatnio wypowiedź prezesa Polskich Portów Lotniczych o włączeniu Łodzi do grupy czterech lotnisk, które miałyby obsługiwać pasażerów w czasie zmniejszonej przepustowości Okęcia i wydłużonego oczekiwania na CPK. Brzmi to bardzo miło, ale nie padły żadne konkrety i właściwie nie wiem, co miałoby wynikać z tej deklaracji. Pani wie?

Cóż, rozmawiałam ostatnio na ten temat z panem Andrzejem Ilkowem, Prezesem Polskich Portów Lotniczych, ale zobowiązałem się, że do momentu oficjalnej informacji PPL nie będę się na ten temat wypowiadać. Mogę tylko powiedzieć: bardzo dobrze, że Łódź została zauważona na mapie lotnisk centralnej Polski. I nie jest to tylko efekt zmiany władz w tej spółce, które mają bardziej otwarty stosunek do innych portów lotniczych, ale też skutek tego, że łódzkie lotnisko jednak rośnie, że umiemy współpracować, a wyniki pokazują, że tu też jest rynek dla pasażera. Ale również to, że w ubiegłym roku, w ramach wspominanych przeze mnie Routes Europe, Łódź odwiedziła cała branża lotnicza z Europy i części świata - ponad 1200 kluczowych osób dla tego biznesu.

Dzięki takim południowym kierunkom jak Alicante, Malaga czy Bergamo, wykreowaliśmy nową kategorię pasażerów korzystających z naszego lotniska. To osoby, które nie poleciałyby z innego portu. Z naszych badań wynika, że są to osoby w wieku około 60 i więcej lat, głównie kobiety. Podróżują w kilkuosobowych grupach, nie mają już pod opieką dzieci i chcą korzystać z życia. Nie latają z innych lotnisk, obawiając się dojazdów i wszystkich związanych z tym uciążliwości. Na lotnisko w Łodzi mogą podjechać taksówką lub komunikacją miejską, a po powrocie są właściwie od razu w domu. To daje im poczucie bezpieczeństwa, spokój i dlatego zaczynają latać.

Swoim działaniem pokazaliśmy, że łódzkie lotnisko nie jest niepotrzebne, o czym mówił kiedyś premier Marek Belka, który zresztą leciał kilkakrotnie z tego lotniska i z którym mam nawet wspólne zdjęcie na płycie lotniska zrobione przy okazji jednej z jego podróży. Czas pokazał, że i jemu też to lotnisko było potrzebne.

Nie mówił, że mu trochę wstyd za tamto „… wie komu potrzebne”?

Nie. A ja nie dociekałam, bo przecież to była prywatna rozmowa. To osoba z olbrzymim poczuciem humoru i dużym dystansem. Zgodził się zatem, żebyśmy wykorzystali to zdjęcie w mediach społecznościowych, ale z jakimś sympatycznym podpisem. I tak zrobiliśmy. Daliśmy podpis: „A jednak potrzebne!”

A wracając do wypowiedzi prezesa PPL, to nasz potencjał został dostrzeżony, co może być bardzo pomocne przy podejmowaniu decyzji o przyszłości CPK, właściwie nie z CPK, bo to już jest tylko nazwa spółki.

Nie słyszałem, żeby zapadła decyzja o rezygnacji z CPK.

Nie ma już przecież projektu CPK. Stowarzyszenie w „Tak dla CPK” powinno to zrozumieć. Wraz z decyzjami o rezygnacji z tzw. „szprych” oraz rozbudowie lotniska Chopina projekt CPK zniknął. Będzie nowy. A być może w przyszłości Nowe Lotnisko Chopina - WAW - w innej niż dzisiaj lokalizacji. CPK przeszedł do historii i ku pamięci przeszłości pozostaje wyłącznie jako nazwa spółki. Faktycznie nie została jeszcze podjęta decyzja co do nowego lotniska, natomiast padła deklaracja o rozbudowie Okęcia. A skoro tak, to z pewnością spowoduje perturbacje w ruchu pasażerskim. Nie można zmusić linii lotniczych, aby lądowały nie w Warszawie, tylko w Łodzi, ale w przypadku modernizacji lotniska, jego operator może podjąć decyzję, by na czas remontu podzielić ruch lotniczy z wykorzystaniem potencjału lotniska w Łodzi, tak jak miało to miejsce kiedyś w Modlinie.

Coś Pani przypomnę. Kiedy rozbudowywał się Modlin, Łódź przejęła część połączeń i w 2012 roku osiągnęła rekordową liczbę prawie 463 tysięcy pasażerów. Modlin ruszył pełną parą i liczba pasażerów w Łodzi natychmiast zaczęła spadać.

Dlatego zawsze powtarzam, że ten rekord z 2012 roku był rezultatem jednorazowym, efektem chwili, a nie osiągnięciem wynikającym z systematycznego wzrostu.

Ale to jest ta sama pułapka. Na Okęciu skończy się remont i przewoźnicy znów porzucą Łódź. Podobnie zresztą może być z Modlinem, który w przyszłym zaczyna rozbudowę, która ma potrwać dwa lata. Może się okazać, że po modernizacji Okęcia i Modlina, Łódź znów nie będzie już nikomu potrzebna.

Żeby była jasność: ja w swoich planach wzrostu liczby połączeń i pasażerów na łódzkim lotnisku nie uwzględniam ruchu, który mógłby wynikać z czasowej modernizacji portów w Warszawie, czy Modlinie. Powiedzmy, że to będzie swego rodzaju „przystawka”. Liczę na „danie główne”. Pewnie część z przekierowanego ruchu wróci do swoich macierzystych lotnisk, ale z drugiej strony my w tym czasie będziemy w stanie pokazać innym przewoźnikom jak zarządzamy ruchem, że mamy dobrą ofertę i w ten sposób skłonimy ich do pozostania w Łodzi, albo przynajmniej podzielenia swoich połączeń między Łódź a Warszawę.

Wszystkie dostępne analizy pokazują, że rynek lotniczy w Polsce będzie rósł, że będziemy coraz zamożniejsi, choć może nie każdego będzie stać na własny odrzutowiec, o czym ostatnio dudniły media, głównie społecznościowe.

Tu dochodzimy do dostępności lotniska. Jednym z minusów Modlina jest słaba dostępność komunikacyjna, ale jest już projekt podciągnięcia tam linii kolejowej. Czy do łódzkiego lotniska zostanie dociągnięta linia kolejowa?

To nie jest dla nas priorytet. Chociaż szkoda, że takie plany nie zostały zrealizowane. Myślimy raczej o poprawie infrastruktury drogowej.

Na czym chce Pani oprzeć przyszłość łódzkiego lotniska: ruch regularny czy czartery?

Nie przyjmuję sztywnych proporcji. Dbamy o wszystkich pasażerów. W ubiegłym roku tylko 15 procent wszystkich pasażerów to byli pasażerowie czarterowi, 85 procent to pasażerowie kierunków rejsowych. W tym roku spodziewamy się ich 80 tysięcy na pół miliona, a więc na podobnym poziomie.

Łódzkie lotnisko wyróżnia się tym spośród innych portów regionalnych, że praktycznie pozostaje w rękach miasta. Samorząd wojewódzki ma zaledwie 4,5 procent udziałów. Czy wybór nowego marszałka to szansa na większe zaangażowanie finansowe samorządu wojewódzkiego w regionalne przecież lotnisko?

Bardzo na to liczę. Przecież gros naszych pasażerów to nie tylko łodzianie, ale i osoby z regionu łódzkiego. W rękach marszałka są duże środki na promocję regionu, a lotnisko ma w tym zakresie ogromne możliwości. Wiem, że nowa pani Marszałek doskonale zna nasze lotnisko i jego potencjał. I z pewnością umiejętnie wykorzysta ten potencjał i zasoby naszego lotniska do promocji regionu łódzkiego poza granicami Polski. To mogłoby iść również w parze ze zwiększeniem udziałów samorządu wojewódzkiego w spółce. Myślę, że temat ten będzie jednym z istotnych, które powinny być przedmiotem dyskusji udziałowców w najbliższym czasie.

Jesteśmy też lotniskiem międzynarodowym i udział marszałka, jak i państwa w łódzkim lotnisku byłby jak najbardziej wskazany. Gdyby udziałowcami łódzkiego portu lotniczego było miasto, samorząd wojewódzki i przedsiębiorstwo Polskie Porty Lotnicze, to byłaby dla nas wszystkich optymalna struktura własnościowa.

PPL mógłby zostać współwłaścicielem?

Tak sądzę. Być może taki kierunek wskaże firma doradcza, która ma pomóc w szukaniu inwestora dla lotniska. PPL jako współudziałowiec łódzkiego portu mógłby zrobić dla lotniska znacznie więcej niż teraz, gdy nawet przy największych chęciach, pozostaje jednak podmiotem zewnętrznym.

Mija rok od targów Routes Europe w Łodzi. Czy widać już jakieś efekty?

Na pewno wzrosła rozpoznawalność Łodzi i wiedza o tym, czym miasto dysponuje i to zarówno wśród przewoźników, jak i operatorów turystycznych. Lotnisko raz na zawsze pojawiło się na mapie lotniczej Europy, jest rozpoznawalne w branży. Z przewoźnikami, którzy byli w Łodzi spotkaliśmy się później na World Routes i ostatnio w kwietniu na Routes Europe w Danii.

Rozpoczynając rozmowy nie musieliśmy już się pytać, czy wiedzą coś o Łodzi, albo gdzie jest położona Łódź, nie musieliśmy im też tłumaczyć, że nie jesteśmy przedmieściem Warszawy, tylko dużym miastem ze swoją historią i tożsamością. Oni to doskonale wiedzieli, bo byli u nas przez te kilka dni w maju 2023 roku i niejednokrotnie powtarzają, że planują tu wrócić prywatnie.

Dlatego o atrakcjach Łodzi i okolic, hotelach oraz na ile Łódź może być magnesem. choćby na city-break, już nie musimy wspominać, dzięki temu pozostaje nam teraz więcej czasu na bardzo konkretne rozmowy o współpracy. A te konkrety pojawią się. Jak już powiedziałam, przewoźnicy dość ostrożnie podchodzą do inwestycji w nowe lotniska, ale myślę, że w ciągu dwóch, trzech lat targi Routes Europe zaowocują nowymi połączeniami.

Warto dodać też, że ten efekt promocyjny naszego miasta, ma też drugie dno, przedstawiciele innych portów lotniczych po wizycie w naszym mieście chętniej chcą rozmawiać o uruchomieniu połączeń do Łodzi. Przewoźnik trochę inaczej patrzy na sytuację, gdy wyłącznie my zgłaszamy swój pomysł i swoją ofertę na konkretny kierunek, a inaczej, gdy zainteresowanie wychodzi również z drugiej strony. Powiedzmy sobie szczerze: lotnisko jest dworcem, przyjmiemy i obsłużymy każdego, ale dla podróżujących liczy się to, co miasto i region ma do zaproponowania.

Skoro jesteśmy przy pieniądzach. Lotnisko dopiero co przystąpiło do Business Centre Club. Czytałem, że roczna składka to prawie 10 tysięcy złotych plus VAT. Ja wiem, że to niewiele w stosunku do 40 milionów złotych strat, ale jednak…

Nawet nie byłam świadoma, że aż tyle. Ale być może ma Pan rację. Prawdopodobnie są różne warunki dla różnych podmiotów i ich roli w rozwoju gospodarki polskiej. Powiem tylko, że nam ta współpraca się bardzo opłaca.

Na koniec: będzie w tym roku pół miliona pasażerów? W 2017 roku zapowiadała Pani, że będzie tyle w 2022 roku, ale wiadomo – pandemia.

Plany zaburzył nam trochę Wizz Air wstrzymując, z racji problemów z silnikami swoich samolotów, na jakiś czas loty do Londynu Luton, ale trzeba być dobrej myśli – będzie pół miliona.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grecy będą pracować 6 dni w tygodniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki