MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Górnik - Widzew. Kibice obrażali rodzinę piłkarza Widzewa. Gest Hanouska. Co się wydarzyło? FILM

Dariusz Kuczmera
Dariusz Kuczmera
Fot. PAP
Mecz Górnika z Widzewem to już historia. O kibicach Widzewa i Górnika mówili po meczu trener Janusz Niedźwiedź i obrońca łódzkiego klubu Serafin Szota.

Janusz Niedźwiedź:

- Nie weszliśmy w to spotkanie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. W pierwszej połowie mieliśmy sporo prostych strat, które nie wynikały z pressingu Górnika, tylko z naszych błędów. Pomimo paru dobrych akcji, tych strat było za dużo, a konsekwencją jednej z nich była stracona bramka. Po niej potrzebowaliśmy chwili, żeby wrócić do swojej gry, powinniśmy zareagować dużo szybciej. Później zyskaliśmy przewagę, w przekroju całego spotkania to my dyktowaliśmy warunki i stworzyliśmy więcej sytuacji. Z jednej strony zasługiwaliśmy na więcej, a z drugiej gratulacje dla drużyny za to, że walczyła do samego końca i zdobyła bramkę w doliczonym czasie gry. Dobrze zapracowaliśmy na tego gola. Cieszy mnie fakt, że w drugim spotkaniu z rzędu na listę strzelców wpisał się Jordi Sanchez. Gratuluję też Dominikowi Kunowi, który zagrał setny ligowy mecz w barwach Widzewa, a do tego nosił opaskę kapitańską. To dla niego ważny dzień.
Żałujemy tego, że w Zabrzu nie mogło być naszych kibiców. Mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach taka sytuacja się nie powtórzy, a fani będą mogli jeździć z nami i nas wspierać - zakończył trener Niedźwiedź.

Serafin Szota:

Radość z tego jednego punktu jest duża, bo pierwsza połowa nie ułożyła się po naszej myśli. Przegrywaliśmy 0:1, ale pokazaliśmy w drugiej części, że potrafimy tworzyć mnóstwo sytuacji i czekaliśmy na tą upragnioną bramkę. Chcieliśmy ten mecz wygrać, pokazaliśmy, że Widzew gra do końca. I ta bramka zdobyta w ostatnich minutach jest nagrodą. Obie drużyny były skupione na grze defensywnej. I Górnik, i my nie chcieliśmy stracić bramki. Górnik miał też przed tym spotkaniem najdłuższą passę jeśli chodzi o niestraconą bramkę, a to pokazuje, że w defensywie są mocni.
Po zakończeniu meczu podszedłem na chwilę do rodziców na trybunach, a fani Górnika zaczęli wyzywać moją mamę i rodzinę. Niepotrzebnie się zagrzałem, ale takie sytuacje się zdarzają. Emocje i adrenalina po spotkaniu jeszcze we mnie siedziały, podobnie jak u kibiców Górnika - zakończył Serafin Szota.
Cytaty za widzew.com.

Po meczu Górnik Zabrze - Widzew Łódź na środku boiska doszło do dużego zamieszania, a oba zespoły wdały się w przepychankę - pisze dziennikzachodniu.pl. Co było iskrą zapalną?
- Jeden z widzewiaków pokazał obraźliwy i prowokujący gest wobec naszych kibiców. Nie mogliśmy pozwolić, żeby na naszym stadionie dochodziło do zachowań lekceważących naszych fanów, my też jesteśmy z nimi na dobre i na złe - opowiadał później Sebastian Musiolik.

Łodzianie nie przyznawali się do podobnych zachowań. Ich trener Janusz Niedźwiedź widział całą sytuację z bliska.
- Na boisku i ławkach jest w sumie z 60 facetów, w których buzują emocje. Chyba chodziło o Serafina Szotę, ale znam go, to porządny facet, nie widziałem tam żadnego prowokacyjnego zachowania i nie byłoby to w jego stylu. Nie wydarzyło się nic wielkiego - zapewniał szkoleniowiec.
Jan Urban pytaniem o pomeczowe zwarcie był zdziwiony.
- Mnie już wtedy nie było, poszedłem od razu bokiem boiska do szatni... - stwierdził trener Górnika Jan Urban.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Mbappe nie zagra z Polską?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki