Ile jest mięsa w mięsie, a chleba w chlebie? Rolnicy ostrzegają!

Monika KaczyńskaZaktualizowano 
"Wyrób mięsopodobny", jeśli mięsa jest mniej niż 80 proc. - takich oznaczeń żądają rolnicy. Jeśli chodzi o dodatki do żywności, prawie nie ma ograniczeń. Ważne, by uwzględnić je na etykiecie.

Wyraźna informacja "wyrób mięsopodobny", jeśli zawartość mięsa jest niższa niż 80 proc. - to postulat Walnego Zgromadzenia Delegatów Wielkopolskiej Izby Rolniczej zawarty w przyjętym stanowisku na temat rynku trzody chlewnej. Jego bezpośrednim celem nie jest jednak wpływanie na sytuację producentów trzody.
- Wszyscy jesteśmy też konsumentami - mówi Anna Majer, delegatka na Walne Zgromadzenie z Wągrowca, inicjatorka zapisu. - Uważamy, że obowiązujące dotąd przepisy chronią nas, kupujących mięso i wędliny, w niewystarczającym stopniu.

Skład po uważaniu
Zwłaszcza że w Polsce, podobnie jak w całej Unii Europejskiej, nie ma norm określających jakość poszczególnych wyrobów (nie tylko mięsnych). - Obecnie to, co jest na przykład w kiełbasie śląskiej czy białej, zależy od producenta - podkreśla Jacek Marcinkowski z Cechu Rzeźników, Wędliniarzy, Kucharzy. - Ma jedynie obowiązek podać skład na etykiecie.

DODATKI DO MIĘSA

Teoretycznie klient ma więc pełny dostęp do informacji. Z etykiety dowie się bowiem, ile w produkcie jest mięsa, ile np. skrobi grochowej, karagenu, soi, żelatyny czy nawet... kaszy manny (patrz grafika). W praktyce bywa różnie.

O ile w przypadku produktów paczkowanych, kupowanych w sklepach samoobsługowych, sprawa jest jeszcze relatywnie prosta, o tyle klient kupujący wędlinę na stoisku jest już w trudniejszej sytuacji. Może co prawda poprosić ekspedientkę o pokazanie etykiety zbiorczego opakowania kiełbasy czy szynki, ale reakcje innych kupujących na studiowanie jej przy ladzie łatwo sobie wyobrazić.
Tym niemniej informacja, że w wędlinie jest 30 proc. mięsa powinna raczej do zakupu zniechęcić.

Ile mięsa w mięsie
-
Zawartość mięsa w wędlinie to ważne kryterium, ale nie jedyne - podkreśla Tomasz Kor-bik z Zakładów Mięsnych "Bystry". - Najważniejsza jest jakość surowca. Proces produkcji wymaga dodatku wody - dzięki temu wędliny zyskują sprężystość i spoistość, poza tym woda, podobnie jak tłuszcz, jest nośnikiem smaku. Co innego jednak wilgotność, co innego pompowanie wędlin wodą - dodaje.
Popiera jednak propozycję rolników.

- Klient ma prawo wiedzieć, co je - mówi. - Uważam, że trzeba by ją nieco dopracować i nie wrzucać do jednego worka kabanosów i szynek, ale jestem za tym, żeby określić granicę, od której mamy do czynienia z wyrobem mięsopodobnym - podkreśla.

W tradycyjnym procesie produkcji z kilograma mięsa można uzyskać od 0,7 do około 1,2-1,3 kilograma wędlin. Mniej - suchych jak kabanosy, więcej miękkich jak szynki, parówki czy pasztetowa.
Jednak dodatek substancji wiążących wodę zwiększa wydajność drastycznie. Rekordziści z kilograma mięsa z dodatkiem substancji wiążących wodę, wypełniaczy jak soja czy skrobia ziemniaczana, potrafią stworzyć nawet 1,9 kg wędlin. Zwłaszcza, gdy w składzie znajduje się MOM. Mięso Oddzielane Mechanicznie, wbrew nazwie, mięsa zawiera tylko połowę. Reszta to kości, chrząstki, głowy, kopyta, a nawet... pióra. Wbrew nazwie, MOM nie jest uważany za mięso.

Wydawałoby się, że kupując nieprzerobiony kilogram mięsa, jesteśmy bezpieczni. Nic bardziej mylnego. Kąpiel w fosforanach, czyli peklowanie zatrzymuje wodę, która bez tego zabiegu wyciekłaby z mięsa. Peklowanie to metoda stosowana od stuleci. Sęk w tym, że kupując kawałek schabu czy karkówki, często nie wiemy, że zostały poddane takiej obróbce. I waży o kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt deko więcej.
Nie ma co robić sobie złudzeń, że rezygnacja z mięsa i jego przetworów automatycznie uwolni nas od jedzenia chemicznych i naturalnych wzmacniaczy smaku, substancji zagęszczających, barwiących, słodzących.

Chleb i ser pod lupą
Sporo jest ich w pieczywie. Guma guar, karmel, skrobia ziemniaczana to tylko niektóre dodatki. Zawiera je nie tylko pieczywo paczkowane , ale także to, które kupujemy w marketach jako świeżo wypiekane na miejscu. Skąd w marketowej kromce tak wiele substancji, oprócz wody i mąki?

- Oczywiście, że chodzi o cenę. Ale nie wyłącznie - mówi Piotr Koperski, piekarz. - Konkurencja na rynku jest bardzo duża i klienci szukają najtańszej oferty. Ale w przypadku chleba sprzedawanego w marketach czy dyskontach pod własną marką lub pod marką marketu chodzi także o czas. Piekarnia produkująca chleb tradycyjnie po przerwie urlopowej potrzebuje na wznowienie produkcji 72 godzin. Dodatek substancji ulepszających sprawia, że wystarczą trzy - tłumaczy Koperski.

Dodatki chemiczne pozwalają także na długotrwałe przechowywanie zamrożonego ciasta.

- Wtedy firma współpracująca z marketem może się elastycznie dostosowywać do zamówień, nie ponosząc strat. Że dzieje się to kosztem jakości? Cóż, klient ma wybór. Najważniejsze, żeby wiedział, co kupuje - komentuje Piotr Koperski.

Z tym, także w przypadku pieczywa, jest problem.

- Jeśli produkt jest jasno zdefiniowany w przepisach krajowych lub unijnych, jak to się dzieje np. w przypadku dżemów i konfitur, sprawa jest dość prosta. Kontrolując produkt, porównujemy to, z czym mamy do czynienia, z definicją. W przypadku pieczywa na ogół tych definicji nie ma - poinformowano nas w Wielkopolskim Wojewódzkim Inspektoracie Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. - Wtedy pozostaje nam opierać się na deklaracjach producentów i normach zwyczajowych.

Zgodnie z nimi producent, który określa swoje pieczywo jako żytnie, nie musi wykorzystywać mąki z tego zboża w 100 proc. Polska norma, dziś już nieobligatoryjna, dopuszczała obecność do 10 proc. mąki pszennej. Dziś, aby chleb mógł zostać nazwany żytnim, wystarczy jej więcej niż 50 proc. Oczywiście o pozostałych składnikach producent musi także poinformować.

Nie zawsze tak się dzieje. W czasie kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rol-no-Spożywczych dość często okazuje się, że zawartość chleba odbiega od deklaracji. Zdarza się, że w pieczywie znajduje się karmel (którego można używać jedynie do barwienia chleba słodowego, w przypadku innych gatunków pieczywa jest zakazany).

- To dlatego, że klienci są przekonani, że ciemne pieczywo to zdrowe pieczywo - komentuje Koperski. - Nie wiedzą jednak, że nawet pieczywo z mąki razowej nie jest ciemnobrązowe. Nie mniej problemów stwarzają żółte sery. Tu jednak w sukurs przychodzą definicje. Jeśli produkt ma w nazwie słowo "ser", musi być wyprodukowany wyłącznie z mleka. Gouda, Edam, Morski - bez sera w nazwie prawie na pewno zawierają w składzie tłuszcze roślinne.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Materiał oryginalny: Ile jest mięsa w mięsie, a chleba w chlebie? Rolnicy ostrzegają! - Głos Wielkopolski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3