Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kolonie w Kolumnie, wczasy na wsi, czyli urlopy łodzian dawniej i dziś

Anna Gronczewska
Łodzianie, którzy zostają w mieście mogą wypocząć nad Stawami Jana lub w Arturówku
Łodzianie, którzy zostają w mieście mogą wypocząć nad Stawami Jana lub w Arturówku Grzegorz Gałasiński
Dziś łodzianie na wypoczynek najchętniej wyjeżdżają nad morze, ale nie wszystkich na to stać, tak jak jak na wczasy w Egipcie. Pozostają więc im działki oraz łódzkie parki, naturalne kąpieliska, jak Arturówek. Przed wojną wielu łodzian spędzało urlopy urodziny na wsi.

Od kilku dni dzień Bożeny Kamińskiej z Łodzi wygląda podobnie. Wstaje rano, je śniadanie, potem pakuje koc, kanapki, wodę mineralną, bierze psa Aresa i idzie na łódzki Lublinek. Tam, w niewielkim zagajniku koło stawu rozkłada koc i wypoczywa.

- Tak spędzam swój urlop - śmieje się pracownica jednego z łódzkich hipermarketów. - I wcale nie narzekam. Przez te kilka dni było słońce, pogoda. Na Lublinku czułam się jakbym była na Lazurowym Wybrzeżu lub w Egipcie. Może kiedyś się dorobię i tam też pojadę?

Pani Bożena przyznaje, że nie ma pieniędzy, by wyjechać na wczasy. Dobrze, że udało się jej załatwić tanie kolonie dla 10-letniej córki, którą sama wychowuje.

- Działki nie mam, więc zostaje mi Lublinek - dodaje kobieta. - Ale mieszkam na Retkini więc na swoje "wczasy" nie jeżdżę autobusami lub tramwajami. Wystarczy 15-minutowy spacer...

300 metrów kwadratowych i altanka

Tak jak pani Bożena urlopy spędza wielu łodzian. Dla części największą atrakcją jest urlop na działce. Jedni mają działki pod Łodzią, innym musi wystarczyć 300 metrów kwadratowych i altanka w rodzinnych ogródkach działkowych na terenie miasta.

- Nie narzekam! - twierdzi Lucyna Kowalczyk, emerytowana księgowa. - Mam działkę koło Zdrowia, codziennie tam jeżdżę. Nieraz przenocuję i jestem szczęśliwa, gdy patrzę na kwiaty, które sama posadziłam i posiałam. Spoglądam na krzewy, które sadził mój mąż Nie żyje już trzy lata. Gdy patrzę jednak na posadzoną przez niego tuję, to zaraz widzę i jego... Rano słucham śpiewu ptaków i jestem szczęśliwa. Córka chciała mnie zabrać nad morze, ale powiedziałam, że nie pojadę. Na wczasy wyjeździłam się, gdy dzieci były małe. Teraz wolę działkę...

Choć dziś wielu łodzian narzeka, że nie stać ich na wyjazdy na wczasy, to i tak mają lepiej niż ich przodkowie żyjący przed wojną. Przede wszystkich teraz mogą znacznie dłużej wypoczywać. W okresie międzywojennym zgodnie z ustawą z 1919 roku tygodniowy czas pracy robotnika wynosił 46 godzin. Jeśli przepracował rok u jednego pracodawcy, to dostawał 8 dni urlopu. Po 3 latach pracy jego urlop wydłużał się do 15 dni, ale pod warunkiem, że pracował cały czas w tym samym miejscu.

Gdy miał kilka lub kilkanaście dni urlopu, najczęściej spędzał go w domu. W Łodzi też można było się zabawić. Zabrać do koszyka prowiant, koc, rodzinę i czas spędzić nad wodą. Dużą popularnością cieszyły się znajdujące się w Rudzie Pabianickiej Stawy Stefańskiego czy leżące na Chojnach Stawy Jana. Nieco bogatsi robotnicy wyjeżdżali na dzień poza miasto. Mieszkańcy Chojen najczęściej wybierali się tramwajem do tuszyńskich lasów. Ci, którzy mieszkali w centrum jechali pociągiem do Gałkówka, Żakowic, Bedonia czy Wiśniowej. Kursowały nawet specjalne składy, które zapewniały bezpłatny powrót z takich wypadów... Ci, którzy mieszkali na północy miasta wybierali Las Łagiewnicki, a łodzianie z Kozin, Karolewa - Las Mania, czyli dzisiejsze Zdrowie.

Okazuje się, że przed wojną łodzianie też wyjeżdżali na wczasy. W "Echu" z lat 30. XX wieku znaleźliśmy list napisany do redakcji przez kilku łódzkich robotników przebywających na wywczasach organizowanych przez Stowarzyszenie Wywczasów Pracowniczo-Robotniczych w Kocieszowej pod Radomskiem. "Cieszymy się, że możemy spędzić okres wypoczynkowy w tak pięknej okolicy i w tak niskiej cenie" - napisali do redakcji "Echa" robotnicy z Łodzi.

Jak nie wycieczka,to chociaż pielgrzymka

Kto chciał i miał pieniądze mógł spędzić urlop na wycieczkach lub pielgrzymkach. Na przykład Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej organizował na 15 sierpnia tradycyjną pielgrzymkę pociągową do Krakowa, Wieliczki i na Jasną Górę w Częstochowie. Robotnicy i inni łodzianie mogli też pojechać na jednodniową pielgrzymkę zorganizowaną przez parafię Opatrzności Bożej na Marysinie II.

"W pielgrzymce weźmie udział orkiestra dęta, chóry, asysta i wszystkie organizacje społeczno-kościelne ze sztandarami" - zachęcano w "Echu" do wzięcia udziału w tej jednodniowej pielgrzymce. Osoby starsze za taki wyjazd płaciły 6,90 zł, a dzieci do lat 10 - 4,90.

Przypomnijmy, że przed wojną średnia pensja łodzianina wynosiła 120 zł. Oczywiście robotnicy fabryk zarabiali znacznie mniej, około 80 zł. Urzędnicy dostawali zaś pensje znacznie wyższe. Po opłaceniu wydatków na jedzenie, mieszkanie, inne opłaty, na rozrywkę łodzianom pozostawało średnio około 20 procent wynagrodzenia. Tak więc bogatsi łodzianie mogli zafundować sobie wycieczkę morską do Helsinek za 90 zł, trzytygodniowe wczasy nad Morzem Czarnym w Bułgarii za 170 zł lub wycieczkę statkiem do Palestyny, Grecji, Turcji za 370 zł.
Kto chciał mógł też zwiedzać Polskę . W wielu gazetach pojawiały się nawet hasła zachęcające do krajowej turystyki. Jak to z lipca 1938 roku: "Urlop jest krótki, podróż za granicę długa, lepiej Polskę zwiedzaj". Za tym zaraz szły ogłoszenia biur podróży. Oferowały na przykład 10-dniową wycieczkę autokarową do Gdyni za 190 zł. Można było też pojechać nad morze na własną rękę. Biura podróży zachęcały do kupowania biletów na pociąg do Gdyni za 12 zł i 80 gr...

Na kolonie do Kolumny i Wiśniowej Góry

Jak zaznacza prof. Stanisław Liszewski, były rektor Uniwersytetu Łódzkiego i dyrektor Instytutu Geografii Miast i Turyzmu, po drugiej wojnie światowej Polska przeszła na rozwój tzw. turystyki masowej, czyli socjalnej.

- Zwłaszcza w Łodzi były popularne wyjazdy kolonijne, wczasowe - zauważa prof. Stanisław Liszewski. - W okolicach miasta było kilka takich kolonijnych ośrodków jak Kolumna, Wiśniowa Góra, Grotniki. Inna sprawa jest z ośrodkami wczasowymi. Początkowo łódzkie zakłady nie miały pieniędzy na ich tworzenie. Zamożne branże, jak górnictwo, hutnictwo stosunkowo szybko wybudowały sobie własne ośrodki wypoczynkowe. W Łodzi było z tym znacznie gorzej, ale powstał Fundusz Wczasów Pracowniczych. W 1948 roku Bolesław Bierut przekazał robotnikom dawną rezydencję prezydencką w Spale. Oznaczało to, że cały majątek przejął FWP. Powstawały tam nowe ośrodki wczasowe, na przykład dla nauczycieli czy tramwajarzy. Po 1956 roku, po odnowie ZHP, zaczęto organizować liczne obozy harcerskie, na których wypoczywała dorastająca młodzież.

Wokół Łodzi zakłady pracy budowały swoje ośrodki wczasowe i kolonijne. Powstawały między innymi w Teofilowie, Spale, Sulejowie. Wiele zakładów budowało je wokół tzw. miast - ogrodów, czyli specjalnie wytyczonych miejscowości wypoczynkowych.

Wiesław Golik, 52-letni pracownik magazynu, urlop ma jeszcze przed sobą. Wiele wskazuje, że spędzi go w Łodzi. W ubiegłym roku udało się mu zabrać rodzinę, czyli żonę i 15-letnią córkę do Egiptu. W tym roku już nie będzie miał na to pieniędzy.

- Wzięliśmy z żoną kredyt na ubiegłoroczne wakacje i do tej pory go spłacam - przyznaje pan Wiesław. - Tak więc siedzimy w tym roku w domu.

Pan Wiesław cieszy się, że córka pojechała do koleżanki, na jej działkę pod Łódź. On z żoną będą musieli zagospodarować sobie czas. Mieszkają na Bałutach, więc pewnie odwiedzą Las Łagiewnicki, Arturówek.

Nad trzema stawami w Arturówku

W Arturówku znajduje się najpopularniejsze łódzkie naturalne kąpielisko. To część Lasu Łagiewnickiego. Na początku XIX wieku Łagiewniki należały do Augusta Zawiszy. Później majątek kupił łódzki król wełny Juliusz Józef Heinzel. Do niego należały znajdujące się w Arturówku stawy. Przed wojną ich teren był ogrodzony do ul. Żuczej. Nad stawy mogli tylko przychodzić zaproszeni przez Heinzlów goście. Terenu pilnowali strażnicy ze strzelbami.

Po wojnie teren upaństwowiono. Każdy dziś może tu wejść. Trzy stawy w Arturówku mają 8,5 hektara powierzchni i powstały u źródeł Bzury. Przy jednym z nich znajduje się przystań, z wypożyczalnią kajaków, łódek i rowerów. Przy drugim jest kąpielisko z piaszczystą plażą. Trzeci najmniejszy staw, od strony ul. Wycieczkowej, zbudowany został na przełomie lat 50. i 60. Kiedyś było tam kąpielisko, wyspa. Po którymś remoncie wyspę zlikwidowano, kąpielisko też.

Kilka lat temu studenci Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego pod kierunkiem dr Anny Kacperczyk zbadali jak czas wolny spędzają łodzianie. Okazało się, że dwie trzecie wybiera wycieczki krajowe. Co trzeci badany łodzianin wyjeżdża nad morze, co piąty w góry, co ósmy nad jeziora. Przeszło 40 procent z nich wyjeżdża na okres do dwóch tygodni. Zaledwie jedna na czterdzieści osób wyjeżdża na okres dłuższy niż 14 dni. Podczas tych wyjazdów połowa mieszka w domach prywatnych, a co dziesiąty łodzian w wynajętych przyczepach kampingowych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki