Konflikt na wschodzie zagraża małym łódzkim firmom

Piotr Brzózka
Przebadani przez bank Pekao SA przedsiębiorcy z Łodzi i regionu z optymizmem patrzyli na to, co może przynieść rok 2014. Nikt nie przewidział jednak kryzysu na Ukrainie. Czy nasza gospodarka znów może ucierpieć na załamaniu handlu ze Wschodem?

Optymizm - pojęcie rzadko w ostatnich latach słyszane w kręgach gospodarczych, wróciło do codziennego słownika. Czy nie na krótko? Trudno od tego pytania uciec w świetle doniesień zza naszej wschodniej granicy, pierwszych danych na temat spowolnienia eksportu na Ukrainę i do Rosji, czy wreszcie relacji samych przedsiębiorców utrzymujących relacje handlowe ze Wschodem. A przecież Łódzkie to region, w którym wciąż żywa jest trauma spowodowana dwukrotnym załamaniem sprzedaży wyrobów naszej gospodarki na Wschód - najpierw w 1989 roku, a potem w roku 1998.

Czy jednak sytuacja w roku 2014 jest tożsama? Na pewno nie, bo strukturę gospodarczą regionu udało się zdywersyfikować. Nie grozi więc powtórka z historii, co więcej, gros przedsiębiorców wciąż może z optymizmem patrzeć w przyszłość, jeśli tylko nie dojdzie do nieprzewidzianej eskalacji konfliktu na szerszą skalę i tąpnięcia w całej światowej gospodarce. Co nie zmienia faktu, że będzie też duża grupa takich, którzy mocno dostaną po kieszeni. Mimo zachodzących zmian, Łódzkie wciąż silne jest w tych branżach, które dużo eksportują na Wschód i które tracą więcej niż inne na konflikcie ukraińskim, takich jak przemysł rolno-spożywczy czy obecny pod postacią tysięcy małych firm przemysł lekki.

W powszechnej opinii, poprzedni rok, a przynajmniej pierwsze jego miesiące, były marne. Dopiero w ostatnim kwartale pojawiły się przyzwoite dane makro, wraz z optymistycznymi prognozami na rok 2014. Znalazły one odzwierciedlenie w badaniach nastrojów przedsiębiorców.

Rosnący stan zadowolenia naszego biznesu wykazuje np. najnowszy raport banku Pekao SA na temat kondycji małych i mikroprzedsiębiorstw, którego regionalne wyniki zostały zaprezentowane w Łodzi. Badanie zostało wprawdzie ograniczone do najmniejszych podmiotów, ale, jak zaznaczają analitycy banku, małe i mikroprzedsiębiorstwa stanowią aż 99 proc. wszystkich firm działających w Polsce. Zatrudniają 52 proc. polskich pracowników, wytwarzają 37 proc. polskiego PKB. Według rejestru REGON (na koniec 2012 r.) w samej Łodzi jest około 36 tys. mikrofirm (1-9 pracowników) i 1,5 tys. firm małych (10-49 zatrudnionych), niecałe 300 średnich (50-249 osób) i 22 duże (powyżej 250 osób).

Analitycy banku przeprowadzili w całym kraju 7 tys. wywiadów z właścicielami małych i mikrofirm, z czego kilkaset - w Łódzkiem. Istotną część stanowiły pytania o ocenę sytuacji w gospodarce i własnej firmie. Posługiwano się przy tym skalą ocen od 50 do 150 punktów.

Ogólna ocena sytuacji gospodarczej przez łódzkich przedsiębiorców nie jest może oszałamiająca - średnia 90 punktów, to wciąż sporo poniżej neutralnego poziomu 100. Jest to jednak bardzo wyraźny wzrost w porównaniu z rokiem 2012, gdy indeks ten wyniósł ledwie 76. Dlatego analitycy banku mówią o ostrożnym optymizmie wśród łódzkich przedsiębiorców, a z takim zjawiskiem nie mieliśmy do czynienia od lat. Wyraźnie poprawiły się też oceny sytuacji we własnej branży, własnej firmie. Wzrosły wskaźniki oceny przychodów, zysków, czasu oczekiwania na zapłatę za sprzedane towary i usługi, zatrudnienia czy też możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego, np. w banku.

Jednocześnie jednak tylko 29 proc. przedsiębiorców z Łodzi zadeklarowało, że w ciągu najbliższego roku poniesie jakiekolwiek nakłady inwestycyjne. Paradoksalnie, w poprzednich 12 miesiącach, wyraźnie przecież gorszych, wydatki takie poczyniło 44 proc. firm. Ci, którzy będą inwestować, też nie zaszaleją, aż 41 proc. stwierdziło, że zmieści się w przedziale do 10 tys. zł, a 43 pro. - od 10 do 100 tysięcy. Wśród firm zatrudniających do 50 pracowników nie znalazła się ani jedna, która chce wyłożyć więcej niż milion złotych. Aż 85 proc. firm będzie inwestować własne pieniądze, co potwierdza tezę o nagromadzeniu licznych środków na kontach przedsiębiorców w czasie kryzysowego zaciskania pasa. Jednocześnie 25 proc. badanych deklaruje sięgnięcie po kredyt, a 13 proc. - dotację z Unii.

Najmniejsze przedsiębiorstwa nie są oczywiście potentatami w eksporcie, jeśli jednak wyniki raportu traktować jako pewien barometr, to widać, że w rok 2014 przedsiębiorcy również pod tym względem wchodzili z optymizmem. O ile w poprzednim roku swoje wyroby eksportowało 9 proc. ankietowanych z Łodzi, o tyle w najbliższych 12 miesiącach zamierzało to robić 12 proc.

Badani z wyraźną nadzieją patrzyli też na potencjalne przychody z eksportu w roku 2014. O ile indeks ocen za poprzedni rok wyniósł 94,5, o tyle wskaźnik dla nadchodzących 12 miesięcy sięga aż 104,8, a więc jest wyraźnie powyżej poziomu neutralnego (znów posługujemy się przywołaną wyżej skalą ocen od 50 do 150). Aczkolwiek wskaźniki dla Łodzi i tak należały do najniższych w kraju. Zdecydowanie wyższe były przy zachodniej granicy, a także na ścianie wschodniej, we wszystkich województwach graniczących z Ukrainą, Białorusią, Litwą, okręgiem kaliningradzkim.
W tym miejscu dochodzimy do sedna. Badanie przeprowadzono jesienią 2013 roku, a więc na wiele tygodni przed pierwszymi symptomami kryzysu na Ukrainie. Na razie nikt nie wie, jak wydarzenia za wschodnią granicą zrewidują oczekiwania, pewne jednak jest, że ci, którzy utrzymują intensywne relacje ze Wschodem, powodów do radości nie mają.

Goszczący w Łodzi wicepremier Janusz Piechociński uspokajał, że polska gospodarka weszła na dobre tory i niezmiennie zakładamy wzrost gospodarczy na poziomie 3 proc. - mimo wyraźnego załamania relacji handlowych ze Wschodem. Mówił, że w zaistniałej sytuacji potrzebna jest gigantyczna praca nad reorientacją polskiego eksportu na nowe rynki, takie jak Afryka, Ameryka Południowa, Azerbejdżan... Pytanie, jak plany mają się do tego, co realnie może się wydarzyć w gospodarce.

Na razie możemy mówić o tym, co pewne. A pewne jest, że do połowy marca polski eksport do Rosji zmniejszył się o 7,8 proc. względem analogicznego okresu roku 2013. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przypadku rynku ukraińskiego - w pierwszych dwóch miesiącach tego roku wartość eksportu zmniejszyła się o przeszło 12 proc., przy czym, o ile w styczniu zanotowaliśmy spadek 4-procentowy, o tyle w lutym było to już 18 proc. Ogółem Piechociński ocenia, że do końca roku 2014 polski eksport na Ukrainę i do Rosji może się zmniejszyć od 20 do 25 proc., zaś najgłębsze spadki dotyczyć będą handlu produktami rolno-spożywczymi. To wybitnie zły komunikat dla województwa łódzkiego, które jest regionem właśnie rolniczym.

Prof. Stefan Krajewski, ekonomista z UŁ, mówi, że właśnie struktura przemysłu w Łódzkiem sprawi, iż na konflikcie ukraińskim możemy stracić więcej niż inne regiony. Z danych sprzed 3 lat wiadomo, że ogółem około 34 proc. eksportu z Łódzkiego to przemysł elektromaszynowy, 18 - chemiczny, 16 - lekki, 13,5 - rolno-spożywczy. Niestety, GUS nie ma danych na temat struktury geograficznej eksportu z poszczególnych województw, trudno więc precyzyjnie oszacować, jaka część naszych produktów rolnych czy ubrań jest eksportowana akurat na Ukrainę czy do Rosji. O tym, że problem się nasila, mówią jednak sami przedsiębiorcy, i ci wielcy, i ci najmniejsi.

Nasze relacje handlowe ze Wschodem cierpią z różnych powodów, w tym i tak oczywistych jak osłabienie popytu na Ukrainie - w sytuacji ogromnej niepewności jutra Ukraińcy nie mają głowy do konsumpcyjnych szaleństw, a jeżeli już wydają pieniądze, to na dobra pierwszej potrzeby. Ale to niejedyny powód malejących obrotów handlowych z Ukrainą.

Od początku roku nastąpiła bardzo istotna dewaluacja hrywny. Ukraińcy nie chcą brać towaru, bo nie mają pewności, czy będzie im się opłacało go sprzedać. W dodatku ukraińscy kontrahenci za sprawą nowych praktyk w bankach mają duży problem z dostępem do twardych walut i nie jest to jedynie ich problem, ale również nasz - wszelkie transakcje zwykło się rozliczać w dolarach lub euro. Z tego powodu powstają coraz większe zatory płatnicze. Kwestia otrzymania zapłaty za wysłane na Ukrainę towary stała się tak niepewna, że wiele firm woli radykalnie ograniczyć eksport - tak uczyniła między innymi Ceramika Paradyż.

W dodatku firmy zajmujące się ubezpieczaniem eksportu na Ukrainę przestały od stycznia wystawiać polisy. Korzystało z nich wiele łódzkich firm, np. Organika. Miesiąc temu prezes firmy Sylwester Szymalak przyznał, że w zaistniałej sytuacji całkowicie wstrzymał eksport na Ukrainę.

W przypadku rynku rosyjskiego jako główny problem wymienia się ogólne osłabienie tamtejszej gospodarki oraz dewaluację rubla, która zaczęła się już jakiś czas temu, a nasiliła w czasie konfliktu krymskiego. Jak przyznał Adam Kapitańczyk, prokurent łódzkiej spółki Kan, sprzedającej ubrania pod marką Tatuum, czynnik ten utrudnia istotnie działalność na rosyjskim rynku.

Wśród przedsiębiorców z Łódzkiego eksportujących do Rosji dość powszechna jest obawa przed gospodarczą eskalacją konfliktu, zwłaszcza jeśli miałby on przyjąć postać nakładanych obustronnie sankcji. Najsilniejszy oczywiście i najbardziej uzasadniony lęk dotyczy producentów z branży rolnej - Rosja od dawna rozgrywa tę kartę, w środę poinformowano po raz kolejny o nałożeniu embarga na przetwory wieprzowe z Polski oraz Litwy.

Wyraźne obawy widać też wśród kupców w miejscach takich jak CH Ptak, od lat nastawionych na handel z Rosją, Ukrainą, Białorusią. Tu na żywo widać, jak wiele złego w kontaktach ze Wschodem wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Sprzedający ubrania przedsiębiorcy mówią o spadkach obrotów rzędu 20 proc., a nawet znacznie większych, jeśli czyjś portfel klientów składał się głównie z Ukraińców. Panuje niepewność, co dalej, zwłaszcza że przybysze zza wschodniej granicy mają półroczne wizy. Nie wiadomo, czy za kilka miesięcy ich uzyskanie będzie równie łatwe, jak teraz.

Parafrazując słynne hasło wyborcze PO, po pierwszych miesiącach 2014 r. widać, że będzie się żyło lepiej, ale nie wszystkim.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Przedsiebiorca z lodzi

Nikt z polityków nie patrzył co się stanie jak zaczniemy popierać idiotycznie Ukraińców jak debile to teraz będziemy tego zbierać owoce.
Mamy tu w Łodzi Pana Syriusza Wolskiego niech on teraz sprawi abyśmy nie cierpieli przez jego i jego kolesiow wyjazdy na majdan .
Panie Wolski do roboty pomagać nam producentom handlowcom którzy exportowali do Rosji swoje towary PAN się zawinięte i znów ciepła posadka w brukseli

Dodaj ogłoszenie