MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Łodzianka, Katarzyna Zdrojewska-Sturlis, walczy w sądzie z Zarządem Lokali Miejskich o nakłady poniesione na remont lokalu

Liliana Bogusiak-Jóźwiak
Liliana Bogusiak-Jóźwiak
Katarzyna Zdrojewska-Sturlis, stylistka, specjalistka od wizerunku, wynajęła od Zarządu Lokali Miejskich lokal w kamienicy przy ul. Próchnika 1. Chciała w nim urządzić pracownię i organizować pokazy mody. Pomieszczenia wyremontowała na własny koszt, bo urzędnik samorządowy zapewniał ją, że będzie mogła odliczyć poniesione nakłady z czynszu. Gdy w jej życiu zdarzyła się tragedia - mąż został ciężko ranny i przez półtora roku musiała się nim opiekować zamiast pracować, urzędnicy nie mieli wobec niej zrozumienia.

Zarząd Lokali Miejskich przed Sądem Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia domaga się od łodzianki 34 tys. zł za bezumowne korzystanie z lokalu przez dwa i pół roku. Dziś przed sądem zeznawała Katarzyna Zdrojewska-Sturlis, która mówiła o tym, jak w wynajętym lokalu w kamienicy przy ul. Próchnika 1 chciała stworzyć miejsce, które będzie wizytówką Łodzi. Planowała realizować projekt pt.: "Rewitalizacja wizerunku kobiet wchodzących na rynek pracy". ZLM zaproponował jej lokal w amfiladzie, który składał się z czterech pomieszczeń.

Stan lokalu był bardzo zły. Administrator spytał mnie, czy mam pieniądze na remont - zeznawała w sądzie Katarzyna Zdrojewska-Sturlis. - Zapytałam, czy jeśli wyremontuję lokal to Zarząd Lokali Miejskich odda mi poniesione nakłady. Usłyszałam, że tak - w ratach lub odliczą mi z czynszu. Gdybym wiedziała, jak potoczą się sprawy przyszłabym na to spotkanie ze sprzętem do nagrywania.

Lokal, który wynajęto łodziance od 12 lat był nieużytkowany. Za 87 m kw. miała płacić tysiąc złotych miesięcznie. W lokalu nie było prądu ani ogrzewania. Na ścianach były wyłącznie atrapy gniazdek i włączników. Jak się przekonała Katarzyna Zdrojewska lokal nie figurował nawet w spisie lokalu do wynajmu.

Prąd został podłączony dopiero po 6 miesiącach, więc aby fachowiec mógł rozpocząć remont przywiozłam swój agregat - opowiadała. - Nie było ogrzewania, więc nagrzewnicę też przywiozłam.

Utopiła w remoncie wszystkie oszczędności

Jak mówiła łodzianka udało się jej wyremontować trzy izby z czterech. Na własny koszt odrestaurowała zabytkowe wnętrze - bardzo zdobne i zawierające wiele detali sztukaterie, parkiety, mosiężne klamki, duże drewniane drzwi. W 2017 r - jak obliczyła - wydała 55 tys. zł. Lokal nigdy nie został podłączony do ogrzewania, choć urzędnicy zapewniali kobietę, że tak się stanie.
Katarzyna Zdrojewska-Sturlis nie zdążyła w lokalu rozpocząć działalności gospodarczej w remontowanym lokalu gdy zdarzyła się tragedia. Jej mąż został potrącony na przejściu dla pieszych przez samochód jadący z nadmierną prędkością. Przez wiele miesięcy wymagał całodobowej opieki, groziła mu amputacja nogi.

Poinformowałam ZLM o częściowej utracie płynności finansowej, żyliśmy ze świadczenia rehabilitacyjnego męża, i wpłacałam na konto ZLM co miesiąc 400-500 zł - zeznawała w sądzie. - Aby mieć na opłaty sprzedałam za jedną-czwartą ceny maszyny szwalnicze.

ZLM był niewzruszony sytuacją najemcy, który na skutek nieszczęśliwego wypadku musiała zrezygnować z pracy.
- Tłumaczyła, że wszystkie oszczędności zainwestowałam w remont. Prosiłam aby dali mi szansę i pozwolili prowadzić działalność. Usłyszałam od urzędnika, że jestem trzy razy "w" - zeznawała łodzianka. Nim wyjaśniła co się kryje pod trzy "w" sąd poprosił ją aby nie używała wulgarnych słów. Kobieta wyjaśniła, że chodzi o cyt. "wynajmij, wyremontuj i wy....".

Biegły wyceni stiuki

ZLM wypowiedział Katarzynie Zdrojewskiej umowę najmu. Nie oddała kluczy od lokalu (choć z niego nie korzystała), bo chciała odzyskać poniesione nakłady. Planowała oddać klucze do depozytu sądowego - bała się, że pracownicy administracji po złości zniszczą lokal aby obciążyć ją dodatkowymi kosztami. Ale nim doszło do sprawy została eksmitowana.
Dziś sędzia pytał strony o wolę polubownego zakończenia sprawy. Obie takową zadeklarowały. Dał im także 2 tygodnie na złożenie pism procesowych z wnioskami dowodowymi. Jedną z nich będzie opinia biegłego konserwatora zabytków dotycząca wyceny wykonanych prac.

Atrapy zamiast prądu

Dziś wyremontowany lokal stoi pusty i niszczeje. Zarząd Lokali Miejskich nie poczuwa się do zwrotu poniesionych przez łodziankę nakładów.

- Urzędnik samorządowy, a nie osoba prywatna, zapewniał moją klientkę, ze otrzyma ona zwrot nakładów, co jak się później okazało było celowym wprowadzeniem w błąd - podkreśla mecenas Olga Maczasek, która reprezentowała w sądzie Katarzynę Zdrojewską-Sturlis.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Łodzianka, Katarzyna Zdrojewska-Sturlis, walczy w sądzie z Zarządem Lokali Miejskich o nakłady poniesione na remont lokalu - Express Ilustrowany

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki