MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Małgorzata Tomaszewska, córka "tego" Tomaszewskiego, czyli gwiazda telewizji

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Rozmowa z Małgorzatą Tomaszewską, dziennikarką i prezenterką TVP, córką Jana Tomaszewskiego


Marzyła pani o tym, że stanie się znaną i lubianą dziennikarką telewizyjną?

Nigdy, bo bardzo nie lubiłam występować w telewizji. Gdy tata jechał do telewizji, to czasem brał mnie do Warszawy. Mieszkaliśmy wtedy w Łodzi. Pod telewizją zostawałam w samochodzie i czekałam aż tata wróci. Gdy programy były dłuższe to niemal siłą zabierał mnie studia.

Z czego wynikała ta niechęć?

Chyba byłam wstydliwa. Gdy szłam z tatą to wszyscy zwracali na mnie uwagę. Choć może tak mnie się wydawało. Pewnie to tata był w centrum zainteresowań. Ale znajomi pytali jak mam na imię, chcieli chwilę ze mną porozmawiać. Mnie to bardzo zawstydzało. Nie byłam zwykłym dzieckiem, ale córką człowieka za którym za chwilę będzie wywiad, jest gwiazdą danego programu. To mnie stresowało.

A jak jest dzisiaj?

To jest zabawne. Tata zawsze powtarzał, że ma marzenie. By ktoś w pierwszej kolejności rozpoznawał mnie, a nie jego. Były już takie sytuacje, że ktoś mówił tacie: pan jest tatą Małgosi Tomaszewskiej, my ją bardzo lubimy.. Albo spotykamy młodych ludzi, którzy zauważają w pierwszym momencie mnie, a nie tatę. On wtedy jest dumny. Twierdzi, że jemu też coś się w życiu udało. Oczywiście mówi to przewrotnie, bo przecież każdy wie, że jest człowiekiem, który zatrzymał Anglię.

Niektórzy nie kojarzą, że pani jest córką tego Jana Tomaszewskiego...
To prawda. Miałam taki moment w swoim życiu, że musiałam dokonać wyboru. Zająć się pogodą czy sportem. By „odkleić” się od rodziny, która cała była związana ze sportem, wybrałam pogodę. Chciałam pracować na własny rachunek. Dzieci znanych osób mogą pewnie przyznać, że na początku to pomaga. Nosi się znane nazwisko, zwracają na nas uwagę. Mamy wyróżnik w postaci znanej rodziny. Kiedy jednak zaczynamy pracować to ciąży. Trudno się od tego „odkleić”. Mówi się, że coś osiągnęło się nie dzięki ciężkiej pracy, ale zawdzięcza się mamie, tacie. Dziś mi to kompletnie nie przeszkadza. Wręcz cieszę się, gdy jestem zaproszona z tatą, jestem o niego pytana. Jestem z niego dumna i nie mam kompleksu znanego taty.

Jest pani teraz bardziej popularna niż Jan Tomaszewski?

Chyba nigdy nie będę. Tata jest legendą polskiej piłki. Nie śmiałabym się do niego porównywać. To co zrobił z drużyną Orłów Kazimierza Górskiego jest nie do pokonania. Wszyscy życzą sobie, by obecne pokolenie piłkarzy osiągnęło więcej albo tyle samo.

Urodziła pani w Łodzi. Długo tu pani mieszkała?
W Łodzi mieszkałam do 11 roku życia. Ominęły mnie więc tu nastoletnie imprezy. Z sentymentem wspominam Łódź, choć ostatnio zrobiła mi psikusa. Gdy odwiedzałam tatę najechałam na dziurę i pękła mi opona. Ale bardzo lubię to miasto, chętnie tu wracam. Kojarzy mi się z sytuacjami z dzieciństwa.

Fajne było to łódzkie dzieciństwo?

Bardzo! Do przedszkola nie chodziłam, bo zajmowała się mną mama. Mieszkaliśmy blisko lotniska Lublinek i chodziliśmy tam na spacery. Pamiętam, że była tam duża dziura. Ja zawsze wjeżdżałam w nią rowerem. Gdy się dobrze na nią najechało to wyskakiwało się w powietrze. Tata mnie uczył takich chłopięcych rzeczy. Jak szybkiej jazdy rowerem, jazdy na rolkach. Wszystko to kojarzę z lotniskiem na Lublinku.

HOROSKOP 2022

Do której szkoły pani chodziła?
Chodziłam do prywatnej szkoły na Retkini. A wcześniej do podstawówki, której już nie ma. Znajdowała się okolicy ul Falistej, Pienistej. Bardzo ją lubiłam.

Teraz często odwiedza pani Łódź?

Na ile mi czas pozwala. Ostatnio obiecałam sobie, że będę częściej odwiedzać tatę. Rozmawiam z nim codziennie przez telefon. Właściwie po każdym moim programie. Tata jest moim najwierniejszym widzem, ale zarazem największym krytykiem. Pilnie ogląda programy z moim udziałem i dzieli się swoją opinią. Ma czasem uwagi. Tak więc z tatą rozmawiam regularnie, a szkoda mi kontaktu syna z dziadkiem. Postanowiłam, że będę częściej odwiedzała tatę. On jest raptusem. Kiedy przyjeżdża do Warszawy to zdarza się, że jest pół godziny i już wraca do domu. Niedawno byłam u taty w Łodzi. Bawili się moim synkiem,. Ale Enzo jest bardzo żywiołowym dzieckiem i widziałam, że dziadek był już trochę zmęczony zabawą z wnukiem.

Enzo ma sportowe geny?
Oj tak! Jest bardzo ruchliwym dzieckiem, wszędzie go pełno. Zastanawiam się jak po 8 godzinach w przedszkolu nie chce dalej z niego wyjść. Biega przed budynkiem i nigdy nie ma dość zabawy. Nie wiem skąd bierze energię!

Dziadkowie byli sportowcami więc pewnie chcieliby aby wnuk poszedł w ich ślady?
To prawda. Tata patrzy na Enzo i mówi, że jest dynamiczny. To cecha bardzo przydatna w sporcie. Widać, że jest sportową duszą, lubi ruch.

Pani sportowcem nie została, choć ponoć było blisko/

Nie miałam sportowego charakteru. Gdy patrzę jednak na siebie dzisiaj to widzę, że jestem uparta w dążeniu do celu. Oglądam swoje programy, by potem poprawiać błędy. Jestem więc konsekwentna. Jednak w sporcie nie do końca byłam. Trenowałam tenis stołowy. Ten sport uprawiała mama Katarzyna Calińska, babcia i dziadek, czyli Danuta i Zbigniew Calińscy. Jakoś jednak nie do końca mi ten tenis wychodził. Nie mogłam dorównać mamie i dziadkom. Oni byli Mistrzami Polski. Do tej pory nie pobił nikt rekordu babci jeśli chodzi o ilość zdobytych tytułów mistrzowskich. Zawsze byłam w cieniu i pewnie to mnie deprymowało/ Dlatego nie miałam serca do tego sportu. Bardziej chciałam grać w tenisa ziemnego.

Mama Katarzyna Calińska mieszka teraz w Dubaju...

Już od 15 lat. Tam sobie ułożyła życie. Nie zajmuje się tenisem stołowym. Mama mnie odwiedza, spotyka się z wnukiem. My też jeździmy do mamy. Mam wrażenie, że Dubaj to mój drugi dom. Z racji mojej pracy nie jestem w stanie zaplanować urlopu. Czasami mam lukę w grafiku, 10 dni to wsiadam w samolot i lecę do mamy. Mój synek uwielbia ciepłe klimaty i basen. To dla niego też świetny wypoczynek.

Pani swoją telewizyjną karierę rozpoczynała od sportu?
Tata nie wiedział, że staram się o prace w telewizji. Pracowałam w marketingu. Wysłałam CV do telewizji SportKlub. Mój pierwszy szef wiedział, że jestem córką tego Jana Tomaszewskiego. Bardzo się zestresowałam i uznałam, że nie nadaje się do tej pracy. Ale mnie przekonał...

Potem była pogoda w Polsacie, a teraz TVP gdzie jest pani gwiazdą...

Mam wrażenie, że wszystko jest po coś. Wiele nauczyłam się w SportKlubie. Praca pogodynki też uczy. Tam nie ma gościa, jesteśmy sami na antenie. Musimy to udźwignąć. Przygotowało mnie to do późniejszych wyzwań. Na początku prowadziłam „Czerwony dywan” w „Pytaniu na śniadanie”. Potem nagle coś zaskoczyło. Pojawiłam się w benefisie Zenona Martyniuka. Koleżanka, która miała ten koncert prowadzić zachorowała. Ja ją zastąpiłam. Tak to się zaczęło...

Obejrzymy panią w innych programach?

W najbliższej „ramówce” jest m.in. „Pytanie na śniadanie”, studio oprawy. Nie mam na razie nowych produkcji. Prowadziłam program „Dance, dance, dance”. W tym sezonie nie został wznowiony.
Może kiedyś pojawicie się z tatą w jednym programie?
Już wystąpiliśmy. Był to „Kabaret. Super Show Dwójki”. Razem uczyliśmy się roli i potem ją odgrywaliśmy. Jeśli dostaniemy zaproszenie to nie odmówimy Telewizji Polskiej.

Czego pani życzyć?
Zdrowia i spokoju, a także równowagi,. W naszej pracy mamy momenty bardzo intensywnej sprawy, potem możemy odpocząć, ale nie zawsze umiemy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Katastrofa śmigłowca z prezydentem Iranu. Co dalej z tym krajem?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki