Klient uważa, że bank nie dopełnił formalności. Bank podkreśla, że błąd jest po stronie klienta. Spór między nimi trwa już półtora roku.

Pan Jan z Koluszek twierdzi, że przez pracownika banku stracił ponad 2 tysiące złotych i domaga się ich zwrotu. Przedstawiciel odpiera zarzuty, że to klient nie dopełnił formalności. Spór trwa już ponad półtora roku, końca nie widać.

W lipcu 2015 roku pan Jan miał zamiar kupić samochód. Udał się do oddziału Santander Consumer Banku przy ul. Rzgowskiej w Łodzi po 15,8 tys. zł. „Do ręki” otrzymał 11,261 zł, a za pozostałą kwotę spłacił zadłużenie na karcie kredytowej w tym banku. Po czterech dniach postanowił jednak z kredytu zrezygnować.

- Miałem upatrzony samochód, ale okazało się, że brał wcześniej udział w wypadku, dlatego zrezygnowałem z zakupu - mówi pan Jan. - Nie potrzebowałem już pieniędzy, po czterech dniach wróciłem do banku, by odstąpić od kredytu. Pracownica banku powiedziała, że nie mogę tego zrobić i nie przyjęła mojej rezygnacji, gdyż nie mogłem spłacić całości zadłużenia. Tymczasem z ustawy wynika, że oświadczenie o rezygnacji należy złożyć w ciągu 14 dni od podpisania umowy, a pieniądze zwrócić w ciągu 30 dni od złożenia rezygnacji. Bank złamał prawo.

Zobacz też:Łodzianka oszukana przez agencję pośrednictwa finansowego. Prowizja za anulowany kredyt

Pan Jan w dniu wizyty w banku wpłacił 11.800 zł, a pozostałą kwotę oddał w ciągu półtora miesiąca. Podjął wówczas kolejną próbę odstąpienia od umowy, ale poinformowano go, że jest na to za późno. Mężczyzna uważa, że doszło do złamania procedur bankowych, przez co stracił on 2.138 zł, m.in. przez odsetki oraz prowizje. Domaga się zwrotu tych pieniędzy.

Paweł Florkiewicz, rzecznik prasowy Santander Consumer Bank S.A., zaznacza, że pan Jan otrzymał wzór odstąpienia od umowy przy jej podpisaniu.

- Wzór odstąpienia od umowy jest integralną częścią umowy i jest standardowo wydawany każdemu klientowi jako element kompletu dokumentacji przy podpisywaniu umowy - tłumaczy Paweł Florkiewicz. - Ponadto na każde życzenie klienta i w każdym czasie pracownicy oddziałów mają możliwości wydania dodatkowego druku. Jego wzór dostępny jest także na stronie internetowej banku. Każdy klient, który zaciągnął kredyt ma prawo do odstąpienia od umowy kredytowej w ciągu 14 dni od momentu jej podpisania, bez podawania powodów podjęcia takiej decyzji. Odstępując od umowy klient jest ustawowo zobowiązany do zwrotu całej kwoty.

Czytaj:Łódź zaciągnęła 170 mln zł kredytu

Rzecznik potwierdza, że pan Jan po czterech dniach zgłosił w oddziale chęć odstąpienia od umowy, ale klient nie miał wówczas tyle pieniędzy, by zwrócić całą kwotę. Spłacił znaczną część, a resztę oddał w ciągu dwóch kolejnych miesięcy i wówczas znów wystąpił z propozycją odstąpienia od umowy kredytu.

- Ze względu na przekroczony okres 14 dni od czasu zawarcia umowy, doradca w oddziale wyjaśnił, że istnieje możliwość uznania przez bank skuteczności odstąpienia od umowy po terminie, jednak niezbędne jest w tym celu złożenie wniosku uzasadniającego przekroczenie terminu oraz poinformował, że takie wnioski są rozpatrywane indywidualnie - dodaje Paweł Florkiewicz.

Rzecznik zaznacza, że pan Jan nie przedstawił uzasadnienia, na podstawie którego na tym etapie bank mógłby ostatecznie ocenić sytuację i wydać decyzję.

Jak odstąpić od kredytu gotówkowego?

Klient, który wziął kredyt gotówkowy, może się rozmyślić i z niego zrezygnować. Musi to jednak zrobić w ciągu 14 dni.
W takiej sytuacji nie trzeba nawet podawać powodu swojej rezygnacji. Żeby skutecznie pozbyć się kredytu, trzeba złożyć odstąpienie od niego. Taki druk powinien być dołączony do umowy kredytu. Odstąpienie można albo samemu zanieść do oddziału banku, albo je do niego wysłać (wówczas decyduje data stempla pocztowego).

Od daty złożenia rezygnacji klient ma 30 dni, by zwrócić bankowi pieniądze, które od niego pożyczył.

Bank nie może naliczyć od tego prowizji ani innej opłaty, natomiast klient musi się liczyć z tym, że będzie musiał zapłacić odsetki za ten okres, przez który korzystał z kredytu. Bank może też przerzucić na klienta opłaty notarialne.

Klient nie jest jednak na straconej pozycji i jeśli skutecznie zrezygnuje z kredytu, to ma prawo domagać się od banku zwrotu prowizji za jego udzielenie.