Olgierd Annusewicz: Rząd związkom nie ulegnie

    Olgierd Annusewicz: Rząd związkom nie ulegnie

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z dr. Olgierdem Annusewiczem, politologiem, rozmawia Joanna Leszczyńska
    Olgierd Annusewicz

    Olgierd Annusewicz ©Wojciech Gadomski

    Czy czterodniowe protesty związkowców w Warszawie i 100-tysięczna manifestacja otworzyły drogę do ponownych rozmów w Komisji Trójstronnej?
    Gdyby to były protesty, których celem byłoby skłonienie rządu do tego, by rozmawiać w Komisji to teoretycznie tak, ale celem, przynajmniej tym, który padał z tzw. trybuny, było ustąpienie rządu, zmiana jego polityki. Z mediów przebijał się przekaz, że rząd jest chętny, żeby rozmawiać ze związkowcami w ramach Komisji Trójstronnej, tylko związkowcy nie chcą rozmawiać, gdyż uważają, że są tam marginalizowani. W tym sensie nie widzę jakiegoś potencjału do otwarcia drogi do rozmów w tej Komisji.

    Słyszymy wypowiedzi niektórych polityków, że sytuacja gospodarcza się poprawia i sugestie, że są nadzieje na wzrost płacy minimalnej, co można odebrać jako zaproszenie związkowców do przemyślenia swojego stanowiska...
    Ja patrzę na to z innej perspektywy. Ponieważ związki zawodowe bardzo silnie zaangażowały się przeciwko rządowi razem z opozycją, powstała sytuacja, w której rząd kapitulując wobec związków zawodowych, kapitulowałby jednocześnie wobec opozycji. Szczerze mówiąc, nie wierzę w podniesienie płacy minimalnej, a przynajmniej nie w takiej formule, w jakiej sobie życzą związki zawodowe. Nawet jeśli rząd będzie chciał realizować jakiś fragment postulatów zgłaszanych przez związki, to wprowadzi je jednostronnie, jako pomysł rządu. Np., żeby zwalczyć bezrobocie i ulżyć ludziom, a nie jako zgodę na realizację postulatów związkowych. To byłoby korzystniejsze wizerunkowo dla rządu Donalda Tuska.

    Premier skomplementował organizatorów protestu, mówiąc o dobrej organizacji, braku ekscesów, przy okazji chwaląc pracę organów porządkowych. Czy to może wpłynąć na zmiękczenie stanowiska związkowców?
    Nie sądzę. Tego typu wypowiedź premiera nie jest skierowana do związków zawodowych, tylko do opinii publicznej. To ona ma zobaczyć, że związkowcy rzucając petardami, niczego nie załatwili, a premier był do nich sympatycznie nastawiony, bo powiedział, że byli dobrze zorganizowani. W mojej ocenie rów, jaki jest między związkami, a rządem, jest bardzo głęboki.

    Nie do zakopania?
    Ten rów jest cały czas celowo pogłębiany przez obie strony. Obu stronom opłaca się w pewnym sensie tkwić w takim konflikcie. "Solidarności" się opłaca, w szczególności Piotrowi Dudzie, bo on chce w ten sposób budować swoja pozycję jako potencjalnego następcy na fotelu lidera opozycji. Z kolei rządowi jest na rękę związek, który blokuje ulicę, utrudnia ludziom życie, bo w ten sposób związkowcom trudno jest uzyskać społeczne poparcie dla swoich protestów. Proszę zauważyć, że w Polsce jest bardzo niski stopień uzwiązkowienia - jeden z najniższych w Unii. Związki cały czas walczą o swój wizerunek, a w interesie rządu jest, by nie były zbyt silne i niestały się konkurentem do władzy.

    Jakie są szanse na ponowne rozmowy związkowców z rządem?
    Szanse zawsze są. Na dziś ten rów jest obu stronom potrzebny i przez nie pogłębiany. Ale w którymś momencie może się okazać, że związki zawodowe będą chciały się pokazać, że chcą się dogadać z politykami, a politycy będą chcieli się dogadać ze związkami. Wtedy przerzucą kładkę przez ten rów i zaczną ze sobą rozmawiać. Historia funkcjonowania związków zawodowych i Komisji Trójstronnej w Polsce to nie jest historia ostatnich kilku miesięcy, ale ostatnich kilkunastu lat. Tylko że media interesują się związkami wtedy, kiedy są protesty, a nie kiedy jest dialog w ramach Komisji Trójstronnej. To nie jest tak, że normalnością jest konflikt, a dialog jest jakąś aberracją. Wręcz przeciwnie. Kiedy związki zawodowe nie osiągają czego chcą, wykorzystują mechanizmy dalej idące, ale to nie jest nic niezwykłego. Ale nie jest tak, że mamy do czynienia z ogromnym konfliktem między związkowcami a rządem i będzie wielkim wydarzeniem, jak znowu usiądą razem do stołu. Na razie nie usiądą, ale w którymś momencie momencie pojawi się interes polityczny, by to zrobić. Nie robiłbym z tego wielkiego "halo", tak jak nie robię wielkiego "halo" z protestów, jakie miały miejsce. Poza faktem, że one trwały cztery dni, i to było ewenementem, nie było nic nowego w stosunku do tego, co związki mówią w ciągu ostatnich kilku lat.

    Mają rację związkowcy, twierdząc, że są ignorowani przez rząd, że ich postulaty nie są uwzględniane?
    W wielu sytuacjach trudno jest osiągnąć porozumienie w Komisji Trójstronnej, zaakceptowane przez wszystkich. Były sytuacje, w których rząd porozumiewał się ze związkami i Komisja Trójstronna podejmowała decyzje bardzo korzystne dla związków, a nie dla pracodawców. Także z tym rządem osiągali porozumienia, które było dla nich atrakcyjne. Wtedy nie wychodzili na ulicę, by krzyczeć, że rząd jest fajny. W ciągu ostatnich kilku latach wzrastała płaca minimalna i to nie tylko w wyniku waloryzacji. Także pewne elementy reformy emerytalnej zostały zmodyfikowane pod kątem postulatów związków zawodowych. Teraz rzeczywiście ich oczekiwania nie zostały wzięte pod uwagę. Tak się zdarza. Komisja Trójstronna jest ważnym miejscem, ale też nie możemy przyjąć założenia, że jest miejscem, w którym musi być osiągnięty konsensus, bo nie zawsze się on da osiągnąć. Dzisiaj mamy rząd, który będzie sprzyjał idei uelastycznienia rynku pracy, co jest na rękę pracodawcom, a nie związkowcom.

    Rozmawiała Joanna Leszczyńska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo