Paweł Poncyliusz: Brakuje ludzi do obsługi systemu fotoradarowego [WYWIAD]

rozm. Joanna Leszczyńska
Paweł Poncyliusz
Paweł Poncyliusz Bartek Syta
Udostępnij:
Rozmowa z Pawłem Poncyljuszem, byłym wiceministrem gospodarki.

Ministerstwo Finansów przyznało, że jego prognozy co do tegorocznych wpływów z fotoradarów okazały się "mocno przeszacowane." Prognozowano 1,5 mld wpływów, a będzie ich niewiele ponad 80 mln, czyli siedemnastokrotnie mniej...

To kompromitacja, że ktoś w budżecie wpisuje takie pieniądze, a jednocześnie wie o tym - bo wszystkie instytucje w Polsce to wiedziały, włącznie z Ministerstwem Finansów - że aby zrealizować takie wpływy do budżetu, będzie to wymagało zmiany przepisów prawnych. To jest wiadome od dwóch, trzech lat. Niestety, system prawny nie został poprawiony i dostosowany do systemu fotoradarów, a to najbardziej przeszkadza w skutecznym nakładaniu mandatów i egzekwowaniu pieniędzy za przekroczoną prędkość. Resort transportu był w pełni świadomy, że nie uda się zebrać owego 1,5 miliarda, jeżeli nie zastosuje się prostej zasady, jaką jest nakładanie mandatów i kar pieniężnych na właścicieli samochodów, którzy przekroczyli prędkość. Tymczasem u nas wciąż obowiązuje system, że może być ukarany tylko i wyłącznie kierowca. I za każdym razem zaczyna się korowód, kto był faktycznie kierowcą w momencie przekroczenia prędkości.

Kierowcy szybko znaleźli sposób na obejście systemu...

Tak jest. Odpisywano, że to nie ja kierowałem, tylko Zenek, a Zenek, że to Marek, a Marek, że to jego teściowa. Nie mówiąc już o tym, że może być sytuacja, w której osoba, do której przyszło pismo ze zdjęciem albo nie odpowiada, albo nie odbiera tego pisma. Wtedy zaczyna się jeszcze bardziej skomplikowany korowód. W wielu krajach jest tak, że mandat płaci właściciel samochodu, który łamie przepisy, a właściciel sam już sobie dochodzi, kto danego dnia kierował pojazdem i z tą osobą się rozlicza. Dokąd będziemy ustawiać tę procedurę w ten sposób, że trzeba ustalić faktycznego sprawcę zdarzenia, będą trudności z wyegzekwowaniem należności za przekroczenie prędkości. Ale u nas wszyscy liczyli, że jakoś to będzie. Po 9 miesiącach to polskie "jakoś tam będzie" nie spełniło pokładanych nadziei. Ale jak kilka lat temu rząd Donalda Tuska wymyślił taki system stanowienia prawa w Radzie Ministrów, że od pomysłu do założeń ustawy mija rok, a od założeń do projektu, który wpływa do Sejmu, upływa kolejny rok, to mamy tak, jak mamy.

Ale obciążanie właściciela samochodu za przekroczenie prędkości, który wówczas nie kierował pojazdem, budzi wątpliwości natury prawnej. Na takie rozwiązanie nie zgodziło się Ministerstwo Sprawiedliwości i Prokuratura Generalna...

Takie rozwiązanie przyjęto w wielu krajach, ale u nas dzieli się włos na czworo. Argumentowano, że przecież jak ktoś bierze siekierę i zabija człowieka, to nie możemy mieć pretensji do właściciela siekiery, tylko do tego, kto trzymał ją w ręku. Ale na Zachodzie sobie z tym prawnym problemem poradzono bardzo prosto. A u nas jakoś nie. A może komuś nie zależy na tym, żeby można było skutecznie egzekwować mandaty z fotoradarów? Mamy wszak problem "świętych krów", czyli wszystkich tych, którzy są objęci immunitetem: prokuratorów, sędziów, posłów i senatorów. Na nich mandaty nie mogą być nakładane w taki prosty sposób...

Zdaniem rzecznika Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, fotoradarów jest zdecydowanie więcej, ale robią kierowcom o wiele mniej zdjęć. Jeszcze półtora roku temu jeden fotoradar wykonywał 60 zdjęć na dobę, a dziś 20. To świadczy, że kierowcy częściej zdejmują nogę z gazu, co poprawia stan bezpieczeństwa. Zatem ci, którzy zimą namawiali do narodowej walki z fotoradarami, nie mieli racji?

Z mojej wiedzy wynika, że Główny Inspektorat trochę się "zatkał". W rezerwie budżetowej wpisano sto etatów dla Inspekcji Transportu Drogowego na potrzeby obsługi systemu fotoradarowego, ale niestety, minister finansów nie zwolnił tej rezerwy i nie przydzielił tych stu etatów. A przecież ktoś musi ściągnąć zdjęcie z komputera, nakleić znaczek, wydrukować pismo, podpisać się i zawieźć na pocztę. A skoro tych ludzi brakuje, to inspektorat robi tyle, ile może. A wracając do antyradarowej histerii z początku roku - kiedy poustawiano fotoradary, wiele osób wylewało na nie kubły pomyj, a prawda jest taka, że dzięki fotoradarom częściej zdejmuje się nogę z gazu. Wiem to po sobie. Jak człowiek ma informację na drodze, że za 300 metrów będzie fotoradar, to z natury rzeczy zwalnia. Tylko jest pytanie, czy po ominięciu fotoradaru, kierowca dalej jedzie z szybkością porównywalną do tej, z którą przejeżdżał koło fotoradarów, czy szybciej? Dla mnie, jako kierowcy, największym problemem są "lotne brygady" policji, łapiące kierowców na niewielkim przekroczeniu prędkości w miejscu, w którym nie ma zagrożenia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
I bardzo dobrze! Nie powinni nic zarobić! Zawsze szukają dziury w całym. Jeżdże z iCoyotem i mam spokój bo mnie żaden radar nie złapie, zawsze przy nich przepisowo :)
s
sklave
Zdawałoby się że jest to ze wszech miar słuszne i naturalne przecież powinno chodzić o bezpieczeństwo a nie o finanse.
Niestety nie w Polsce gdzie fotoradary mają zarobić dla budżetu aż 1,5 miliarda złotych.
Od stycznia urządzenia nazywane zakładem fotograficznym Rostowskiego wyciągnęły z kierowców zaledwie kilkadziesiąt milionów złotych.
Czy to oznacza, że jeździmy zgodnie z przepisami? Niekoniecznie.
Szukać pieniędzy można wszędzie. Przed wiekami myto pobierano a na rozstajnych drogach stali zbójcy.
Teraz postawiono fotoradary i wdrożono elektroniczny system poboru opłat za korzystanie z wybranej infrastruktury drogowej. Poluje na nas 551 fotoradarów.
Projekt PO zakłada, że wszelkie środki uzyskane z fotomandatów wystawianych przez inspekcję drogową, trafiać będą do budżetu Krajowego Funduszu Drogowego na poprawę bezpieczeństwa. Znakomity pomysł, ale jak to będzie wyglądało? Kto zdecyduje, co to znaczy bezpieczeństwo?
Kto będzie definiował, które rozwiązanie, czy działanie, będzie wpływało na bezpieczeństwo i dlatego damy na to pieniądze?
Mniejsze wpływy z fotoradarów i już jest pomysł wprowadzenia na terenie zabudowanym ograniczenia prędkości do 30 km/h. dla całej Unii Europejskiej?
Według pomysłodawców ma to zachęcić mieszkańców miast, aby przesiedli się na rowery lub chodzili pieszo.
Najważniejszym przecież powodem jest nasze bezpieczeństwo na drogach.
Zatem w niedługim czasie fotoradary urządzą sobie polowanko na rowerzystów i pieszych. Wcale ale wcale nie jest to takie śmieszne
bywały już takie przypadki kiedy rowerzystów fotoradary namierzały.
Mamy nawet bezprecedensową sprawa w skali kraju. Po raz pierwszy przed sądem stanął kierowca pojazdu napędzanego siłą własnych mięśni.
Zwykłą damką jechał po osiedlowej drodze 46 kilometrów na godzinę. Straż Miejska chciała ukarać go mandatem, twierdząc, że w tym miejscu było
ograniczenie prędkości do 30 km. Rowerzysta z tym się nie zgadza i dlatego strony spotkały się w sądzie.
Zatem czy nadchodzi epoka w której samochody będą dla "wybrańców narodu" tak jak kiedyś były lektyki później karoce.....
Bogów wszak żadne przepisy, prawa nie obowiązują. Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę faktu że ponad 40 procentom z nas nie starcza do pierwszego.
Dlatego biegamy, jesteśmy rozkojarzeni ..... a to ma przede wszystkim decydujący wpływ na ilość wypadków.
Pamiętam kiedy w mieście można było jechać 70 km/h i były też miejsca gdzie tą prędkość podwyższano do 90 km/h.
Powie ktoś było mniej samochodów.
Zgadza się ale i ulice były bardzo wąskie co na jedno wychodzi.
Czy absurd może być jeszcze bardziej absurdalny???
Gdzie jest jakaś granica absurdu??? 
Foto:
Głupiej już nie może być.
The Three Stooges
sklave.manifo.com/smieszne-zdjecia
s
sklave
Zdawałoby się że jest to ze wszech miar słuszne i naturalne przecież powinno chodzić o bezpieczeństwo a nie o finanse.
Niestety nie w Polsce gdzie fotoradary mają zarobić dla budżetu aż 1,5 miliarda złotych.
Od stycznia urządzenia nazywane zakładem fotograficznym Rostowskiego wyciągnęły z kierowców zaledwie kilkadziesiąt milionów złotych.
Czy to oznacza, że jeździmy zgodnie z przepisami? Niekoniecznie.
Szukać pieniędzy można wszędzie. Przed wiekami myto pobierano a na rozstajnych drogach stali zbójcy.
Teraz postawiono fotoradary i wdrożono elektroniczny system poboru opłat za korzystanie z wybranej infrastruktury drogowej. Poluje na nas 551 fotoradarów.
Projekt PO zakłada, że wszelkie środki uzyskane z fotomandatów wystawianych przez inspekcję drogową, trafiać będą do budżetu Krajowego Funduszu Drogowego na poprawę bezpieczeństwa. Znakomity pomysł, ale jak to będzie wyglądało? Kto zdecyduje, co to znaczy bezpieczeństwo?
Kto będzie definiował, które rozwiązanie, czy działanie, będzie wpływało na bezpieczeństwo i dlatego damy na to pieniądze?
Mniejsze wpływy z fotoradarów i już jest pomysł wprowadzenia na terenie zabudowanym ograniczenia prędkości do 30 km/h. dla całej Unii Europejskiej?
Według pomysłodawców ma to zachęcić mieszkańców miast, aby przesiedli się na rowery lub chodzili pieszo.
Najważniejszym przecież powodem jest nasze bezpieczeństwo na drogach.
Zatem w niedługim czasie fotoradary urządzą sobie polowanko na rowerzystów i pieszych. Wcale ale wcale nie jest to takie śmieszne bywały już takie przypadki kiedy rowerzystów fotoradary namierzały.
Mamy nawet bezprecedensową sprawa w skali kraju. Po raz pierwszy przed sądem stanął kierowca pojazdu napędzanego siłą własnych mięśni.
Zwykłą damką jechał po osiedlowej drodze 46 kilometrów na godzinę. Straż Miejska chciała ukarać go mandatem, twierdząc, że w tym miejscu było ograniczenie prędkości do 30 km. Rowerzysta z tym się nie zgadza i dlatego strony spotkały się w sądzie.
Zatem czy nadchodzi epoka w której samochody będą dla "wybrańców narodu" tak jak kiedyś były lektyki później karoce.....
Bogów wszak żadne przepisy, prawa nie obowiązują. Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę faktu że ponad 40 procentom z nas nie starcza do pierwszego.
Dlatego biegamy, jesteśmy rozkojarzeni ..... a to ma przede wszystkim decydujący wpływ na ilość wypadków.
Pamiętam kiedy w mieście można było jechać 70 km/h i były też miejsca gdzie tą prędkość podwyższano do 90 km/h.
Powie ktoś było mniej samochodów.
Zgadza się ale i ulice były bardzo wąskie co na jedno wychodzi.
Czy absurd może być jeszcze bardziej absurdalny???
Gdzie jest jakaś granica absurdu??? 
Foto:
Głupiej już nie może być.
The Three Stooges
sklave.manifo.com/smieszne-zdjecia
P
Poncjusz
Poncyliusz, a kto to jest? Czy to ten facet co z tą panią, którą Zarzeczny ocenił, że nadaje się do robienia pierogów, założył kanapową partię PJN czyli Poncyliusz Jest Najważniejszy? Czy to ten co został wiceministrem nie mając ukończonych studiów? Co zawinili czytelnicy, że publikuje się wywiady z tego typu osobami?
P
Poncjusz
Poncyliusz, a kto to jest? Czy to ten facet co z tą panią, którą Zarzeczny ocenił, że nadaje się do robienia pierogów, założył kanapową partię PJN czyli Poncyliusz Jest Najważniejszy? Czy to ten co został wiceministrem nie mając ukończonych studiów? Co zawinili czytelnicy, że publikuje się wywiady z tego typu osobami?
P
Poncjusz
Poncyliusz, a kto to jest? Czy to ten facet co z tą panią, którą Zarzeczny ocenił, że nadaje się do robienia pierogów, założył kanapową partię PJN czyli Poncyliusz Jest Najważniejszy? Czy to ten co został wiceministrem nie mając ukończonych studiów? Co zawinili czytelnicy, że publikuje się wywiady z tego typu osobami?
Dodaj ogłoszenie