Politycy PiS zapowiadają wprowadzenie nowego przedmiotu: historii i teraźniejszości

Roman Laudański
Roman Laudański
Minister Przemysław Czarnek chce “odzyskać pokolenia nieświadomych młodych Polaków”.
Minister Przemysław Czarnek chce “odzyskać pokolenia nieświadomych młodych Polaków”. Dariusz Bloch
Udostępnij:
Z wypowiedzi polityków obozu rządzącego wynika, że nowy przedmiot miałby połączyć elementy historii (być może osobno historii powszechnej i historii Polski z elementami wiedzy o historii Polski XX i XXI wieku) oraz wiedzy o społeczeństwie. Jak zapowiadał Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, “chodzi o odzyskiwanie pokoleń nieświadomych młodych Polaków”. O przypomnienie m.in. żołnierzy wyklętych, ruchów niepodległościowych, wydarzeń z 1980 i 1989 roku.

- Staram się być na bieżąco z wszystkimi nowymi pomysłami Ministerstwa Edukacji i Nauki – mówi dr Sławomir Drelich, wicedyrektor I LO im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu, nauczyciel, a także politolog i etyk z UMK. - Nie sądzę, by podstawa programowa obowiązująca w polskiej szkole i jej zawartość wymagała tworzenia jakiegokolwiek nowego przedmiotu, w którym uczylibyśmy historii lub jej wątków. Ogólnikowe pomysły, o których mówił minister Czarnek, można realizować na lekcji historii oraz wiedzy o społeczeństwie w oparciu o aktualną podstawę programową przygotowaną przez specjalistów minister Anny Zalewskiej. .

Kodu kulturowego brak

Nauczyciela historii z 30-letnim stażem (dane do wiadomości redakcji) pytamy o znajomość historii uczniów szkół średnich. - Masakra. Nie mają żadnych kodów kulturowych. W jednej ze szkół uczeń przekonywał, że “Ostatnią wieczerzę” malował Jan Matejko. Rozumiem intencje ministra, który chciałby przywrócenia tego kodu kulturowego. Przecież kiedyś skrajnych obciachem był brak wiedzy o takich rzeczach! A dziś uczniowie mają problem z powiedzeniem jednego zdania o faktach z historii Polski. Od kilku, a może i od dziesięciu lat uważam, że kiedyś w zawodówkach był wyższy poziom niż dziś w liceach.

Jak mówi dr Sławomir Drelich, do inowrocławskiego “Kasprowicza” trafiają uczniowie, którzy zwykle mają już skonkretyzowany plan na życie. Jeśli ktoś wybiera profil z rozszerzoną historią, to myśli o humanistycznej przyszłości czy karierze prawniczej. - Jestem daleki od tego, by powiedzieć, że dzisiejsi uczniowie czy absolwenci mają dużo gorszą wiedzę niż mój rocznik, a kończyłem szkołę 20 lat temu – mówi dr Drelich. - Odnoszę wręcz wrażenie, że dzisiejsza podstawa programowa i programy nauczania są dużo bardziej przeładowane treściami niż podręczniki, z których uczyłem się pod koniec lat 90. Pewnie w wielu innych szkołach poziom wiedzy uczniów jest dziś niższy niż kiedyś. Moim zdaniem problemem jest przeładowanie dzisiejszych podstaw programowych, treści kształcenia. Po postu jest ich tak dużo, że nauczyciel, zamiast przyswajać uczniom podstawy i gruntownie zajmować się nimi, biegnie z realizacją treści, bo np. przygotowuje młodzież do matury. W dzisiejszej szkole, szczególnie po ostatniej reformie, nie ma czasu na dyskusje z młodzieżą, na wspólne obejrzenia filmy, a później jego przedyskutowanie. Tam, gdzie realizuje się programy rozszerzone, po prostu z lekcji na lekcję trzeba robić gigantyczne, bardzo szczegółowe i często akademickie treści. Nie dziwią mnie wypowiedzi rodziców wskazujących na przemęczenie dzieci, które, szczególnie w liceach ogólnokształcących realizujących przedmioty rozszerzone, przebywają w szkole 32, 35 a czasem 36 godzin tygodniowo.

- Czy uczniom potrzeba dodatkowych godzin historii? – zastanawia się nauczyciel z 30-letnim stażem. - Może za dużo trzeba dziś wciskać do głowy uczniom wiedzy z historii powszechnej? Programy zostały minimalnie odchudzone. Należałoby jeszcze bardziej. Może i potrzebna byłaby wiedza o współczesnej historii kosztem minionych wieków? A czy nasi posłowie nie mają koszmarnych wpadek z historii Polski? Też mylą fakty i daty. Uczniowie mają problem z policzeniem, ile lat upłynęło od chrztu Polski do wybuchu II wojny światowej. Niektórzy dukają zamiast płynnie czytać. W zastraszającym tempie rośnie liczba uczniów z dysfunkcjami.

- Na poziomie podstawowym uczniowie mają dwie lekcje historii tygodniowo przez cale liceum i jedną godzinę wiedzy o społeczeństwie w pierwszej i drugiej klasie – przypomina dr Sławomir Drelich. -

Dla poziomu podstawowego to ani za dużo, ani za mało. Bazowe treści, których oczekujemy od Polaka i od Europejczyka można zrealizować w trakcie tych godzin. Nie dodawałbym więcej godzin, a raczej zaproponowałbym obcięcie treści kształcenia, by nie gonić z realizacją tematów. Szkoła nie jest fabryką. Tu nie można dorzucić trzech godzin, a następnie 50. nowych treści. To tak nie działa.

"Lewacy" i "katole"

A co do obaw o próby ideologizowania młodzieży nowym przedmiotem? - Młodzież z takiej szkoły jak nasza lub podobnych, z którymi mamy kontakt, jest bardzo świadoma – mówi wicedyrektor Sławomir Drelich. - Różni ministrowie mogą mieć nowe pomysły w celu kształtowania lub zatrzymywania biegu dziejów, ale to się nie uda. Młodzież ma kontakt ze światem. Szkoła nie jest dla nich jedynym oknem na świat, czasami szkoła odstaje od świata oglądanego przez młodych ludzi przez pryzmat mediów społecznościowych. Pod pewnymi względami szkoła jest dla nich anachronizmem, w niektórych sprawach może być dla nich niewiarygodna. Nawet dziewięć godzin tygodniowo historii tego nie zmieni. Jeśli na siłę ktoś będzie próbował wtłaczać młodzieży wiedzę historyczną, to można przedobrzyć. Doprowadzimy do tego, że zupełnie zohydzimy im historię. A już dziś historia nie jest najczęściej wybieranym przedmiotem na maturze. Niekoniecznie młodzi ludzie pałają miłości do tego przedmiotu.

- Gdyby ten nowy przedmiot miał ideologicznie wpłynąć na uczniów, to nic z tego nie wyjdzie, opancerzą się – mówi historyk z 30-letnim stażem. - Młodzież ma lewicowe poglądy, domaga się szacunku, tolerancji dla LGBT. Teraz, jak ktoś jest “katolem” (katolikiem – przyp. red.), to kładzie uczy po sobie, bo spotka się z falą hejtu.

- Dzisiejsza młodzież jest liberalna, ma bardzo lewicowe przekonania i tego większą liczbą godzin historii nikt nie zmieni – mówi dr Drelich. - Zmienił się świat, co jest widoczne w dużych miastach, ale coraz częściej schodzi do mniejszych. Widać to po coraz częstszych rezygnacjach z lekcji religii.

Kiedy przysłuchuję się dyskusjom nad tym, czy religia powinna być w szkołach czy nie, to te dyskusje są już bez sensu. Religia wyjdzie ze szkół sama. Młodzież wypisze się z religii. Choć oficjalnie nadal będzie religia, to za chwilę ten przedmiot przestanie funkcjonować w szkołach.

- Kiedy słyszę o kolejnych pomysłach ministra Czarnka, to jestem spokojny – mówi dr Sławomir Drelich. - Tych pomysłów mniej lub bardziej absurdalnych było już dużo. I żaden z nich tak właściwie nie został wcielony w życie. Nie wiem, po co politycy sieją taki zamęt w głowach nauczycieli, dyrektorów, ale widoczne mają swoje powody.  

Kobiety i niepodległość - cz. I

Wideo

Materiał oryginalny: Politycy PiS zapowiadają wprowadzenie nowego przedmiotu: historii i teraźniejszości - Gazeta Pomorska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
I jeszcze labolatolium metafizyczne.
H
Hanuka
Taaa, jeden Kaczyński przyjął chrzest Polski a drugi rozgromił Krzyżaków pod Grunwaldem
Dodaj ogłoszenie