Pracownicy szkół protestowali w Urzędzie Miasta

Redakcja
Szpaler w Urzędzie Miasta
Szpaler w Urzędzie Miasta Jakub Pokora
Związki zawodowe działające w oświacie mocno pogroziły władzom Łodzi. W środę w szkołach i przedszkolach wyraźnie kogoś brakowało - chociaż nauczyciele prowadzili lekcje, a uczniowie siedzieli w ławkach. Nie było jednak woźnych, kucharek, sekretarek i innych tzw. pracowników niepedagogicznych, którzy na wezwanie oświatowej "Solidarności" wzięli w środę dzień urlopu na żądanie.

- Telefony odbiera pedagog. W portierni dyżurowali matematyk i zastępca dyrektora. Podłogi nie będą umyte. Młodzież, która ma ostatnią lekcję w danej sali, wynosi śmieci pod okiem nauczyciela. Ja jestem dziś swoją sekretarką - opowiada Małgorzata Zaradzka-Cisek, dyrektor łódzkiego XXI Liceum Ogólnokształcącego.

Jej zdaniem, nauczyciele nie narzekali podejmując się nietypowych dla nich zadań. Aż tyle wyrozumiałości nie miała duża część rodziców dzieci z łódzkiego Przedszkola Miejskiego nr 206. Do pracy nie przyszły m.in. kucharki. Dyrekcja zorganizowała zamiast obiadu suchy prowiant. Daniem głównym była parówka.

- Nawet po normalnym obiedzie w przedszkolu, robię w domu dziewczynkom drugi, więc boję się, że parówka im nie wystarczy - narzekała Izabela Walczyńska, odprowadzając rano do przedszkola 3-letnią Malwinkę i 5-letnią Weronikę.

Gdy nauczyciele szykowali parówki i dyżurowali w portierniach, ci którzy robią to zazwyczaj, wykorzystali urlop na zwiedzanie Urzędu Miasta Łodzi. Tam od rana trwała sesja radnych. Związkowcom z "Solidarności" udało się "wyciągnąć" z obrad Hannę Zdanowską, prezydent Łodzi, z którą dyskutowali na tle transparentu z hasłem "Czy chcemy tak wiele? - tylko mięso na niedzielę".

Oprócz ok. 150 "niepedagogicznych" ściągniętych przez "Solidarność" na sesję przyszli też członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego. Utworzyli szpaler, wzdłuż którego w drodze na obrady przeszedł Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za oświatę.

W sporze o podwyżki dla pracowników administracji i obsługi daleko do porozumienia. Miasto chce zacząć przyznawać je z końcem 2011 r. Na 2012 r. jest na ten cel ponad 13 mln zł. 10,2 mln pójdzie z budżetu Łodzi na pokrycie kosztów wzrostu pracy minimalnej. W Polsce w nowym roku ma ona wzrosnąć do 1.500 zł z obecnych 1386 zł brutto. Ok. 120 zł więcej dostaną więc najsłabiej zarabiające w szkołach sprzątaczki.

Związki widzą problem w pensjach pracowników o wyższych umiejętnościach, np. księgowych, które zarządzają finansami szkoły, ale od kilku lat mogły liczyć zwykle na podwyżki sięgające kilku, kilkunastu złotych. Protestujący boją się, że miasto da pieniądze tylko na pokrycie wzrostu pensji minimalnych, ale z tym zdecydowanie nie zgadza się Piątkowski. Wskazuje, że 3 mln zł dyrektorzy szkół mogą rozdysponować między pracowników o wysokich kwalifikacjach.

Prezydent Zdanowska przedstawiła jeszcze inną opinię.
- Władze miasta zaproponowały podwyżki, zanim upomniały się o to związki - stwierdziła prezydent. W związku z tym, według Zdanowskiej, teraz związki muszą udowodnić członkom swoją przydatność i walczą o więcej, choć wiedzą, że na wyższe skoki pensji miasta nie stać.

Związkowi negocjatorzy chcą podwyżek od września 2011 r. i planują kolejne akcje. - Pojawiają się głosy, aby sparaliżować wypłacanie w szkołach pensji - mówił Wiesław Łukawski, przewodniczący oświatowej "S" w dzielnicach Górna i Widzew.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie