Prezes ZNP: Bronimy oświaty przed manipulacjami polityków

    Prezes ZNP: Bronimy oświaty przed manipulacjami polityków

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Joanna Leszczyńska.
    Sławomir Broniarz

    Sławomir Broniarz ©Krzysztof Szymczak

    Politycy PiS, PJN i SLD domagają się likwidacji gimnazjów. Czy ZNP sekunduje im w tych dążeniach?
    Nie, bo to jest sprawa, która, po pierwsze, w najmniejszym stopniu powinna zajmować polityków. Po drugie, wydaje się, że gimnazja z punktu widzenia merytorycznego bronią się same. Są natomiast w tych szkołach ogromne problemy wychowawcze.

    Dyrektorzy szkół twierdzą, że system gimnazjalny się nie sprawdził, że dawny system: ośmioletnia szkoła podstawowa i czteroletnie liceum był znacznie lepszy...
    Znam argumenty środowiska szkolnego. Jedyną instytucją, która ma tytuł do tego, żeby się na ten temat wypowiadać, jest właśnie ZNP, ponieważ nasz związek był przeciwny reformie strukturalnej oświaty, w tym gimnazjom.
    W 1998 roku związek mówił wyraźnie do pana ministra Handkego: najpierw zmieńmy podstawę programową, przeprowadźmy remanent tej podstawy, zainteresujmy się nowoczesnością tematyki nauczania. Ponadto zmieńmy też sposób przygotowania zawodowego nauczycieli, wyposażmy ich w szersze spektrum kompetencji, żeby ci ludzie byli jak najbardziej użyteczni na rynku pracy szeroko rozumianej edukacji. Dopiero wówczas zastanówmy się, czy nam jest potrzebna reforma strukturalna. To właśnie ZNP zebrał 230 tysięcy podpisów w proteście przeciwko reformie strukturalnej, prosząc ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o zawetowanie tej ustawy. Kiedy dziś słyszę i czytam wypowiedzi niektórych polityków, także naukowców, to myślę sobie, że trzeba będzie przeprowadzić kwerendę w zasobach archiwalnych, jakie stanowisko mieli piętnaście lat temu. Tak na marginesie, choć daleki jestem od przypinania łatki moim kolegom związkowcom, ale reforma edukacji Handkego miała parasol Solidarności. A dzisiaj Solidarność ma na sztandarach napisane: "Zlikwidować gimnazja".

    Jednak sam Pan przyznał na początku, że pod pewnym względem gimnazja się sprawdziły...
    W badaniach PISA kompetencji piętnastolatków (testy przeprowadzane w krajach OECD - przyp. red.) między 1998 a 2013 rokiem jest diametralna różnica. Polska należy do krajów, które za każdym razem w tych badaniach mają jedne z najlepszych wyników. W Polsce występuje najmniejsze zróżnicowanie między wynikami najlepszymi i najgorszymi. Bez wątpienia jednak w gimnazjach występują poważne problemy wychowawcze. I myśmy 15 lat temu to podnosili. Po pierwsze, wyrywamy dzieci z ich naturalnego środowiska, tworząc anonimowy zbiór osób. Te dzieci już nie funkcjonują w swojej lokalnej społeczności. Dłużej przebywają poza domem, mają mniejszy kontakt z rodzicami. W swojej grupie rówieśniczej występują jako anonimowe osoby i walczą o to, by w tej grupie się zaznaczyć. To skutkuje agresją. Myśmy wszystkie te argumenty podnosili, ale Handke był najmądrzejszy. Potem okazało się, że rozwalono wtedy także system szkolnictwa zawodowego i szkół specjalnych.

    Na jednej szali stawia Pan wyniki w nauce, na drugiej kłopoty wychowawcze. Do jakich wniosków to skłania?
    Do tego, że wszelkie działania związane z funkcjonowaniem oświaty wymagają naprawdę głębokich przemyśleń i bardzo wnikliwych analiz, a nie takiego hurra działania i pobrzękiwania szabelką, bo sondaże pokazują to czy to... W 2010 roku zachęcaliśmy prezydenta Komorowskiego, by jego kancelaria objęła patronat nad radą do spraw edukacji, która mogłaby się m.in. zająć oceną funkcjonowania reformy 1998 roku. Gdyby pan prezydent wówczas podjął naszą propozycję, dziś bez wątpienia mielibyśmy poważny materiał analityczny, który dałby podstawę do podjęcia decyzji, czy likwidujemy gimnazja, czy je utrzymujemy. ZNP mówi wyraźnie: 15 lat temu byliśmy przeciwni gimnazjom. Dzisiaj mówimy spokojniej, bardziej rozważnie, co wcale nie znaczy, że jeżeli w debacie merytorycznej okaże się, że gimnazja się nie sprawdzają, to nie podtrzymamy negatywnego stanowiska wobec tych szkół. To nie jest tak, że dziś jesteśmy obrońcami gimnazjów, ale bronimy oświaty przed manipulacjami polityków w systemie oświaty, doraźnym wchodzeniem do niej z butami. Jest jeszcze jeden element, o którym nie wolno zapominać: co stanie się z nauczycielami tych gimnazjów, z budynkami? Oczywiście, być może dla społeczeństwa nie stanowi to problemu, ale dla związku zawodowego - tak. Gminy zainwestowały w gimnazja ogromne pieniądze. Mamy w nich kilkudziesięciotysięczną rzeszę nauczycieli. Bez wątpienia oni nie znajdą pracy ani w ośmioletniej szkole podstawowej, ani w czteroletnim liceum. Na razie jednak nie widzę takiej debaty, a szkoda. Powinna się ona odbyć w gronie osób, które wiedzą, co mówią. Dopiero potem można podjąć decyzję, co dalej.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo