MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Szybkość zabija na drodze. Auto staje się niebezpieczną zabawką

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Wypadek na A 1 wstrząsnął Polską
Wypadek na A 1 wstrząsnął Polską Polskie Deogi Zello/Materiały policji
Wystarczyła chwila. Życie straciła trzyosobowa rodzina z Myszkowa, w tym pięcioletni Oliwier. Natomiast 32-letni łodzianin Sebastian M., pędzący z zawrotną prędkością swoim BMW może trafić na długie lata do więzienia. Szybkość nie raz była przyczyną tragedii…

Kierowca bmw zniszczył życie trzyosobowej rodzinie, ale i sobie

O tej tragedii z 16 września tego roku mówi dalej cała Polska. Rozpędzone bmw pędziło lewym pasem autostrady A 1. Mrugając światłami żądało ustąpienia mu miejsca przez jadące przed nim auta. W końcu trafił na Kia. Do Myszkowa wracała nim z wakacji trzyosobowa rodzina. Za kierownicą siedział Patryk B, obok niego żona Martyna. W aucie był jeszcze ich 5-letni synek Oliwier.

Kierowca Kia widząc pędzące z ogromną prędkością bmw zaczął zjeżdżać na lewy pas. Jednak auto kierowane przez Sebastiana M. uderzyło w jego tył. Kia zjechała na lewo. Zatrzymała się na barierach energochłonnych. Rodzina z Myszkowa nie miała żadnych szans. Ich auto stanęło w płomieniach. Rodzina z Myszkowa zginęła. BMW łodzianina Sebastiana M. zatrzymało się około 200 metrów dalej. Kierowcy i jego dwóm pasażerom nic się nie stało.

Jechałem prawym pasem i chciałem wyprzedzić jadące przede mną auto – opowiadał „Auto światu” człowiek, który w tym czasie jechał A 1.- Rozpędziłem się, spojrzałem w lewe lusterko i włączyłem kierunkowskaz. Docisnąłem gaz do 150 km na godz. i zacząłem wyprzedzać, gdy zrównaliśmy się, dostałem kilka razy „długimi”. bmw musiało na chwilę przyhamować. Niemniej musiał pędzić 220-250 km na godz., bo wcześniej go nie widziałem w lusterku, więc musiał być naprawdę daleko.  Kilka minut później mijałem miejsce, gdzie doszło do zdarzenia. Rzeczy pasażerów z Kii były porozrzucane na dystansie 200 metrów. Auto stało na pasie awaryjnym i płonęło. Nie było jak pomóc. Całe stało już w płomieniach. Widziałem też trzy osoby z BMW. Po prostu stały oparte o barierki. Nic więcej nie robiły.

Jedno auto

Początkowo w komunikacie policji pojawiła się informacja o jednym aucie biorącym w zdarzeniu. Podobny komunikat wydali strażacy..Tam występowały dwa samochody...I pewnie dalej mówiono by o jednym aucie biorącym w wypadku, którego kierowca z nieznanych przyczyn stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w bariery energochłonne. Ale do akcji włączyli się kierowcy, którzy jechali tamtędy w chwili wypadku i mieli wideorejestratory. Pojawiły się plotki, że Sebastian M. jest synem lub rodziną wysoko postawionego funkcjonariusza łódzkiej policji. I chciano zatuszować sprawę. Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi wydała kolejny komunikat.

Pragniemy podkreślić, że wbrew fałszywym informacjom, które krążą w internecie, kierowcą BMW nie był funkcjonariusz policji czy też syn funkcjonariusza jakiejkolwiek służby – napisano w komunikacie. - Nie był to również polityk czy inna osoba zajmująca stanowisko publiczne. Działamy w sposób transparentny.

List gończy

Rozpoczęło się śledztwo. Obliczono, że bmw Sebastiana M. poruszało się z prędkością przekraczającą 250 km na godzinę. Wcześniej zostało „podrasowane” w jednym z łódzkich zakładów tuningowych. Po tych przeróbkach auto mogło jeździć z prędkością 300 km na godzinę. Kiedy Sebastianowi M. chciano przedstawić zarzuty okazało się, że nie ma go już w kraju. Zrobiono to zaocznie, a za Sebastianem M. wysłano list gończy. Zarzucono mu, że umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego.

W ten sposób, że prowadził wskazany pojazd z nadmierną prędkością, wynoszącą nie mniej niż 253 km/h w miejscu, gdzie obowiązywała dozwolona prędkość administracyjna 120 km/h, przez co nie dostosował prędkości kierowanego przez siebie pojazdu do panujących warunków ruchu oraz nie zachował odpowiedniej, bezpiecznej odległości od poruszającego się przed nim w tym samym kierunku samochodu osobowego marki KIA PROCEED (...), w wyniku czego uderzył w tył wskazanego pojazdu marki KIA PROCEED, którego kierujący (...) wskutek tego uderzenia zjechał na pas awaryjny i uderzył w bariery ochronne, w wyniku czego w pojeździe marki KIA PROCEED doszło do pożaru, w następstwie którego samochód ten spłonął całkowicie – można przeczytać w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim, która zajmuje się tą sprawą.

Sebastiana M. zatrzymano w Dubaju, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Czeka na ekstradycję. Grozi mu do 8 lat więzienia. Okazało się, że pochodzi z zamożnej rodziny. Ojciec jest biznesmenem, prowadzi w Łodzi dużą hurtownię tkanin i dodatków krawieckich. Sebastian M. jest właścicielem palarni kawy. Ma też dwa obywatelstwa – polskie i niemieckie.

Niestety prędkość, brawura, lekkomyślność często bywają powodem tragedii na drogach. Warto przypomnieć wypadek, który miał miejsce kilka lat temu w Rzgowie. W stronę Łodzi jechało bmw, którym podróżowała czwórka Ukraińców. Małżeństwo i para znajomych. Przed skrzyżowaniem ul. Katowickiej z Pabianicką auto uderzyło w latarnię i rozpadło się na pół.

- Akurat tamtędy przejeżdżałem – opowiadał Wojtek, informatyk z Łodzi. - Jeszcze dziś pamiętam widok tego auta i pewnie długo nie zapomnę. To była masakra. Musieli jechać bardzo szybko.

25-letni Ukrainiec, który prowadzić auto zginął na miejscu. Tak jak 23-letni mężczyzna i 25-letnia kobieta. Przeżyła tylko 25-letnia pasażerka, też pochodząca z Ukrainy. Młodzi ludzie prawdopodobnie wracali z zakupów w Centrum Handlowym „Ptak”. Z nieoficjalnych informacji wynika, że licznik bmw zatrzymał się na 170 kilometrze.. Bmw miało 11 lat. Młody Ukrainiec niedawno je kupił.

Kursy uczą jak zdać egzamin

Maciej Wisławski, znany pilot rajdowy, Mistrz Europy z Krzysztofem Hołowczycem, dziś rzecznik prasowy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi, twierdzi że przyczyn takich tragedii jest wiele. Sam wystąpił z projektem, który pozwalałby doszkalać kierowców w wieku 18-23 lat.

Na kursach prawa jazdy uczy się przede wszystkim jak zadać egzamin – twierdzi Maciej Wisławski. - Problemem są też auta. Wiele osób jeździ samochodami na granicy śmierci technicznej. Ale też jest druga grupa młodych kierowców. Jeżdżą autami swymi ojców, pochodzących z leasingów wartych pół miliona złotych.

Auta te osiągają duże prędkości. Gdy za kierownicą siada niedoświadczony taka „zabawka” może stać się zabójczą bronią.

- Sama szybkość nie zabija – uważa Maciej Wisławski. - Kierowcy jeżdżą za szybko, bo nie mają pojęcia do czego do doprowadza. Zabija ich brak wyobraźni, przewidywania. To sprawia, że część kierowców jeździ za szybko.

Według danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego co roku zbyt szybka jazda powoduje, że dochodzi do 5- 7 tysięcy wypadków, ginie w nich blisko 800 osób, a rannych zostaje około 8 tysięcy.

Jechał prawie 300 km/h

W 2018 roku cała Polska mówiła o 36-letnim mieszkańcu Bełchatowa, który zasiadł za kierownicą mercedesa. Pędził nim po obwodnicy tego miasta z prędkością 297 kilometrów na godzinę. Człowiek ten nagrał moment, gdy swym autem rozwija taką prędkość. Potem pochwalił się tym nagraniem i wrzucił je do Internetu. Nie przewidział, że ktoś prześle film na skrzynkę e-mailową policji w Bełchatowie. Policjanci szybko ustalili dane kierowcy. Stanął przed sądem. Nie przyznawał się, że to on siedział za kierownicą. Sąd jednak wymierzył mu 5 tysięcy złotych grzywny i pożegnał się na trzy miesiące z prawem jazdy. Brakiem wyobraźni popisał się też 52-letni kierowca audi A 6. Pędził nim al. Piłsudskiego w Łodzi. m z prędkością 129 kilometrów na godzinę, choć w tym miejscu nie wolno było przekroczyć 50 kilometrów.

Co jakiś czas organizowane kampanie społeczne, które mają trafić do wyobraźni kierowców. Jedną z nich była „Nie skreślaj życia tak prędko”. Wzięły w niej udział ofiary wypadków spowodowanych szybkością i ich rodziny. Można też było zobaczyć kampanię
„Matka Polka Motocyklistka” . Miała skłaniać motocyklistów do uwagi na drodze. Jej twarzą była 29-letnia Marzena Szulhan ze Szczecina. Spot pokazywał, że motocykliści nie są anonimowymi ludźmi w kaskach, ale są tacy jak inni. Mają rodziny, przyjaciół i marzenia. W tym spocie Marzena jedzie motocyklem i ulega wypadkowi. Wtedy rozlega się telefon, a na jego wyświetlaczu widać napis: Synuś...Niestety mama nie może już odebrać od niego telefonu. Kilka miesięcy później życie dopisało do tego czarny scenariusz. 17 października 2017 roku Marzena sama miała wypadek motocyklowy w Szczecinie i zginęła..Też osierociła syna..

Jeździmy coraz szybciej

Co sprawia, że jeździmy coraz szybciej? Odpowiedź wydaje się prosta. Brakuje nam czasu, ciągle się spieszymy, więc naciskamy pedał gazu, nie myśląc o konsekwencjach. Wyliczenia ekspertów dają jednak powód do refleksji. Jadąc z prędkością 30 kilometrów na godzinę i uderzając w słup, drzewo, murek czy inną tzw. sztywną przeszkodę, efekt jest taki sam jakbyśmy z samochodem spadli się z pierwszego piętra. Gdy zderzenie nastąpi przy 50 kilometrach na godzinę, to tak jakbyśmy spadli z trzeciej kondygnacji, a przy 130 km/h – z... 26 piętra. Najwięcej wypadków samochodowych jest z powodu młodych kierowców do 25 roku życia i starszych, po 65 roku, kiedy u człowieka słabnie refleks i zdolność do szybkiego podejmowania decyzji. Eksperci twierdzą, że w przypadku młodych kierowców powodem jest brak doświadczenia i słabości systemu kształcenia kierowców. Na kursach nauki jazdy za mało jest nauki jazdy w terenie niezabudowanym. Potem na szosie szwankuje brak doświadczenia. Szczególnie młodzi kierowcy nie biorą pod uwagę fatalnego stanu dróg i ryzykują jazdę z bardzo dużą prędkością.

Młodzi kierowcy chcą udowodnić, że świetnie radzą sobie za kierownicą – tłumaczą eksperci. - Mają wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach. Są przekonani, że są sprawni, szybcy i nic im mi stanie.

Policjanci z drogówki widzą jeszcze inne pułapki. Współczesne samochody zapewniają kierowcy duży komfort jazdy, są coraz szybsze, bezpieczniejsze, ale jednocześnie usypiają czujność kierowców, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, że jadą z prędkością 100 – 120 kilometrów na godzinę. Nie czują wtedy szybkości. Budzą się dopiero w szpitalu, albo gdy zatrzyma ich policja. Kiedy jeździliśmy starymi autami zaraz odczuwało się, że na liczniku jest 100 kilometrów.

Reakcja człowieka na zdarzenie wynosi około sekundy. Jadąc wiec z prędkością 50 – 60 km/h nadjeżdżający z przeciwka samochód zobaczymy po 17 metrach, a gdy licznik wskazuje 180 kilometrów jest to 50 metrów!

Szaleńcza jazda

Paweł jest emerytowanym policjantem, który wiele lat przepracował w zespole wypadkowym. Był jednym z pierwszych, który przyjeżdża na miejsce tragedii. Widział wiele nieszczęść na drodze, których przyczyną wielu była prędkość. Pamięta jak przed laty na Teofilowie w Łodzi rozpędzony ford wjechał na czerwonym świetle w bok małego fiata, który prawidłowo pokonywał skrzyżowanie.

Uderzenie było tak potężne, że kierowca i pasażerowie powypadali z „malucha” – wspomina – Świadkowie wypadku opowiadali, że myśleli, że z malucha wypadają worki z kartoflami. Kierowca malucha był w agonalnym stanie. Żebra przebiły mu płuca. Żona miała otwarte złamanie nogi...

Pamięta też szaleńczą jazdę pewnego młodzieńca, który pędził ul. Zgierską, od strony Zgierza z prędkością 150 kilometrów na godzinę. Nie opanował bmw, wjechał na torowisko tramwajowe, a betonowe podkłady urwały mu podwozie. Po drodze „skosił” kilka słupków, dzięki czemu wyhamował. Miał szczęście...Skończyło się na niegroźnych potłuczeniach.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Fala upałów w Polsce. Będzie bardzo gorąco

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki