Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Teatr Nowy w Łodzi - recenzja: Teatr według kiepskich pomysłów

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Miało być zabawnie, wyszło grubiańsko - scena z „Hamleta we wsi Głucha Dolna” w Teatrze Nowym w Łodzi
Miało być zabawnie, wyszło grubiańsko - scena z „Hamleta we wsi Głucha Dolna” w Teatrze Nowym w Łodzi Hawa
Robert Talarczyk realizując „Hamleta we wsi Głucha Dolna” w Teatrze Nowym im. K. Dejmka w Łodzi podkreślał aktualność tego tekstu. Okazało się jednak, iż dostrzegł w nim aktualność „Świata według Kiepskich”.

Inscenizacja „Hamleta we wsi Głucha Dolna” Ivo Brešana na Dużej Scenie łódzkiego Teatru Nowego im. K. Dejmka, popełniona przez Roberta Talarczyka, to nonszalancki przejaw klasizmu. Oto tak zwana inteligencja, reprezentanci grupy oświeconej, wykształconej, obytej, dokonującej jedynych właściwych wyborów zasiadają na widowni, aby ponaśmiewać się z prostaków, by nie powiedzieć chamów, którzy chlają bimber, zagryzając kiełbasą, nie wyrośli z gumiaków i co kilka zdań rzucają „mięsem”, kompletnie przy tym bez wdzięku. Ustawia się ten obraz z takim zapamiętaniem, iż ów akt staje się chamstwem, z którego kpi. Zniuansowaną, energetyczną sztukę chorwackiego autora reżyser wraz z odpowiedzialnym za adaptację tekstu i dramaturgię Miłoszem Markiewiczem odzierają z niedopowiedzeń, stwarzając wyłącznie dosadną okoliczność do wytykania bohaterów spektaklu palcami: tak, tak, to oni słuchają disco polo i głosują na jedyną słuszną partię. Nie to, co my! Rycząca ze śmiechu, przy co bardziej grubiańskich pomysłach twórców, spora część premierowej widowni udowodniła jednak, iż takie myślenie padło na podatny grunt. Lecz niewiele ma to wspólnego z teatrem - tym bardziej, jak to przedstawia siebie dzisiaj „Nowy”, społecznym, zaangażowanym. Realizatorzy roz...bili bowiem w drobny mak lustro, które przed odbiorcami postawił w swoim dramacie Brešan. I to w stylu rodzimych kabaretów, nawet bez wyciągania zwierciadła z pokrowca.

Ściągając przewrotną sztukę Brešana z uniwersalnego uniesienia na ziemię, a właściwie na glebę, reżyser odebrał tej opowieści siłę rażenia. Demoralizacja, którą sprowadza władza na swoich wykonawców, nie jest podszyta grozą, ale co najwyżej mało estetyczna, pijana i plugawa w obyciu. Manipulacja niewinnością i miłością, której dopuszczają się poseł i wójt, zdaje się być raczej igraszką ciekawskich wujków, którzy zbyt wcześnie wstali od stołu, niż prowadzącą do szaleństwa i ruiny ideałów opresją. Bunt Jocy (tutaj przysposobionego na Jaśka) przeciw hipokryzji oraz jego determinacja w walce o prawdę przestają być metaforą drogi wyzwolenia z zakłamania i brudnych powiązań, przemieniając się w nocne pohukiwania pod „Biedrą”. W myślowej konstrukcji przedstawienia jedynym sprawiedliwym ma być raczej nauczyciel Kunca - bo inteligent, a musi męczyć się na prowincji z głupkami. Cóż to jednak za przewodnik, skoro jego jedyną filozofią jest nie wtrącać się?

W świat wykreowany przez twórców przedstawienia nie przenoszą się również dojmująco ponadczasowe, niestety wieczne (jeszcze) jak ludzkość mechanizmy deprawacji, wydobywania zbrodniczej natury i wypychania jednostek poza nawias opisane przez Szekspira. Nakładanie się charakterów wykonawców „Hamleta” na zawarte w dziele postaci nie jest niebezpieczne, ale rubaszne. Wybrzmiewa, liczę, że niezamierzony, pastisz. Połączenie wzniosłości oryginału z trywialnością jego bezgranicznie amatorskiej realizacji, u Brešana potęguje wymowne efekty satyryczne. W Nowym mamy kabaret skeczów iście męczących.

W powodzi scenicznej oczywistości bronią się - wykorzystująca obficie wodę - scenografia Justyny Łagowskiej, także kostiumy autorstwa tej projektantki. Podpisanie zaś Miuoshem autorstwa muzyki do spektaklu należy uznać za zabieg marketingowy - to raczej wykorzystanie utworu niż teatralna kompozycja.

Aktorski zespół „Nowego” sprawnie dostosowuje się do poziomu inscenizacji. Można odnieść wrażenie, iż niektórym aktorom zdaje się podobać to, w czym grają, inni prezentują się tak, jakby chcieli uznać to za „ciekawe doświadczenie”. Cała grupa jednak pozostawia z myślą: przecież wiemy, że stać ich na więcej. Należy docenić aktorską werwę i zaangażowanie Tomasza Kubiatowicza; poszukiwanie przez Michała Kruka złożoności postaci pośród stylistyki TV Silesia narzuconej przez reżysera. Zawsze dobrze jest widzieć na scenie Paulinę Walendziak - nawet taką, jakiej jej wcześniej nie widzieliśmy i pewnie ona sama też. Nieco dystansu do inscenizacyjnych bachanaliów, a także aktorską szlachetność wprowadza Dariusz Kowalski.

Wyjątkowo szkoda potencjału krytycznego, zawartego w tekście Brešana. Szansy na rzeczywistą refleksję o tym, gdzie i z kim jesteśmy, jak łatwo władza psuje, niezależnie od dźwiganych sztandarów, którędy przebiegają najdotkliwsze rozdziały pomiędzy „elitami” a „dołem” i czy da się jeszcze coś z tym zrobić. Robert Talarczyk pozostawił odczucie, że należy do drużyny, która właśnie nie bardzo by chciała zasypywać rowy. A „Nowy”dostał kolejne przedstawienie dla umoszczonych we własnej bańce. Z której tak zabawnie jest popatrzeć, ale żeby się wychylać i jeszcze wtrącać?

Ba, w dodatku pojawił się też zastanawiający kontekst łódzki. Zapowiadając spektakl, Robert Talarczyk mówił: - Mieliśmy nawet pomysł, żeby przenieść akcję na łódzkie Bałuty... Cóż, mogę podziękować, że tak się ostatecznie nie stało. Ale zarazem ów tor rozumowania to przyczynek do refleksji, jak wciąż Łódź jest postrzegana poza Łodzią.

„Hamlet we wsi głucha dolna” Iva Brešana, reż. Robert Talarczyk, Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki