ZOBACZ
    ZDJĘCIA

    Łódź Disco Fest 2019

    Rozwiń
    Tej Łodzi już nie ma, odeszła wraz z wybuchem światowej...

    Tej Łodzi już nie ma, odeszła wraz z wybuchem światowej wojny

    Anna Gronczewska

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Rynek Bałucki
    Rok 1926. Żydowski handlarz na Rynku Bałuckim
    1/5

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©archiwum Muzeum Miasta Łodzi

    Tej Łodzi już nie ma. Skończyła się wraz z wybuchem wojny światowej. Kurt, Lejzorek i Janek nie bawili się już na jednym podwórku. Łodzianie przestali odwiedzać żydowskie sklepy. Nie kupili już w nich śnieżnobiałej chałwy...
    1 września 1939 roku Tadeusz Borowski miał iść do trzeciej klasy szkoły powszechnej. Mieściła się ona przy ul. Sędziowskiej 8/10.

    - Zresztą jej budynek stoi do dziś - wspomina Tadeusz Borowski. - Był duży. Szkoła była podzielona na pół. We wschodniej części uczyli się Polacy, a w zachodniej Niemcy. W tej okolicy mieszkało wielu Niemców. Był to w zasadzie Julianów. Choć lekcje mieliśmy osobno, to z niemieckimi uczniami spotykaliśmy się na szkolnym boisku. Graliśmy w piłkę, bawiliśmy się. Nie było żadnych animozji.

    Tadeusz Borowski mieszkał najpierw na ul. Sierakowskiego. W 1936 roku razem rodzicami i dziadkami przeprowadził się na ul. Konarskiego.

    - Tej ulicy już nie ma - wyjaśnia pan Tadeusz. - Znajdowała się między ul. Murarską i Julianowską. Dziś w tym miejscu stoi długi wieżowiec. Po wojnie mieszkaliśmy na Placu Kościelnym.

    Rodzina pana Tadeusza należała do przeciętnych łódzkich rodzin. Jego ojciec Marian jeździł taksówką. Samochód nie był jego własnością.

    Niezwykła historia niezwykłej rodziny z ulicy Legionów

    - Tata pracował u pana Linkego, z ulicy Sasanek, który był właścicielem kilku taksówek- mówi Tadeusz Borowski.- Mama zajmowała się domem. Taty nie byłoby stać na auto. Taki fiat 508, najpopularniejsze wówczas auto, kosztował, 7.200 złotych, czyli prawdziwy majątek.

    Przed wybuchem II wojny światowej, w 1939 roku Łódź miała 672 tysiące mieszkańców

    Pamięta dobrze tę Łódź, która odeszła. Pomiędzy ul. Julianowską a Murarską znajdował się stacja benzynowa. Podjeżdżały tam auta, a benzynę nabierano starą, ręczną pompą. A między ul. Konarską i Julianowską stało wiele parterowych, drewnianych, czasem murowanych domków.



    - W każdym z nich były po dwa-trzy żydowskie sklepy- opowiada pan Tadeusz. - Gdy dostawałem 50 groszy to biegłem kupić sobie tam chałwę. Była wspaniała, dziś takiej się nie kupi. Idealnie biała, ciągnąca. W okresie międzywojennym w Łodzi było chyba 10 fabryk, które produkowały chałwy.

    Na dzisiejszej ul. Narutowicza, w miejscu gdzie po wojnie był Empik, stał mały, drewniany, pomalowany na zielono domek, a w nim cukiernia. Należała do Turka, który nazywał się Angelewicz. Tam za gablotami można było podziwiać przeróżne czekoladki, ciastka, owoce kandyzowane, orzechy w syropie, najprzeróżniejsze rodzaje przepysznej chałwy.

    - Na rogu ul. Piotrkowskiej i Tuwima znajdował się automat z kanapkami - opowiadała nam urodzona pod koniec lat dwudziestych łodzianka Krystyna Latuszewska, z domu Wróblewska. - Tam posilał się tata, gdy całą rodziną wychodziliśmy na zakupy. A na rogu ul. Piotrkowskiej i Głównej był salon z zabawkami. To było coś przepięknego... Nie zapomnę cudownych laleczek siedzących przy stoliku na którym stały małe filiżanki. Obok stał fortepian, na którym grał pan w surducie. Niestety, zabawki były za drogie, tam rodzice nam ich nie kupowali.

    Rodzina Wróblewskich zaglądała jeszcze do sklepu pani Burskiej, gdzie kupowała chrupiące bułeczki, bryndzę i wędzoną rybę. Potem wsiadali w dorożkę i ul. Piotrkowską wracali na plac Wolności. A stamtąd tramwajem do domu...

    Starsi łodzianie nie zapomną bazaru przy ul. Wolborskiej. Dziś jest tam park, który temu targowisku zawdzięcza swą nazwę. Nazywa się go Parkiem Śledzia.

    - Najlepsze śledzie, może nie tylko w Łodzi, ale i nawet całej Polsce kupowało się u Żydów, na ul. Wolborskiej - wyjaśnia Tadeusz Borowski.

    Żydzi sprzedawali tam ponad dwadzieścia gatunków śledzi, prosto z beczki. Podobno najlepsze były tzw. uliki. To duże, tłuste śledzie, które sprzedawano po 30 groszy za kilka sztuk.

    - Sprzedający je Żyd pytał się czy mają to być śledzie trzepane - opowiada Tadeusz Borowski. - Jeśli tak to wyciągał je i dwa-trzy razy uderzał o beczkę. W ten sposób usuwał grubą sól, a śledzie pakował w papier...

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Pożegnanie z Łodzią

    bencwau (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 6 / 2

    Łódź jak i Polska zakończyły żywot po przejęciu władzy przez solidarnych szeryfów. Teraz to kupa kamieni ze zbiorowiskiem zdemoralizowanych meneli pod rządami zdeprawowanych gangsterów.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Powrót do przeszłości

    O.B. Serwator (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    "Przed wybuchem II wojny światowej, w 1939 roku Łódź miała 672 tysiące mieszkańców".

    A więc około 2021-22 roku osiągnie liczbę ludności z 1939.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo