Tokio 2020. Japoński łącznik #1: Olimpijskie paradoksy [KOMENTARZ Z TOKIO]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Autobus dla dziennikarzy na igrzyskach w Tokio
Autobus dla dziennikarzy na igrzyskach w Tokio Pawel Relikowski / Polska Press
Premier Morawiecki przekonywał niedawno, że Polska idzie ścieżką Japonii, ponieważ chce łączyć nowoczesność z tradycją. Brzmi to nawet względnie sensownie, choć trudno o ludzi z mentalnością tak odmienną od naszej niż Japończycy.

W Tokio spotykamy się z mnóstwem paradoksów. Większość z nich bierze się ze ślepego wręcz wykonywania planów i braku elastyczności. Jednego dnia każdy dziennikarz musiał przyjechać z lotniska do hotelu oddzielną taksówką (nawet ci, którzy lecieli razem czy... mieszkają w jednym pokoju), drugiego nasz autobus do biura prasowego był wypełniony maksymalnie „pod korek”.

Transport olimpijski to zresztą temat rzeka. Kierowca autobusu, który z punktu A do punktu B ma odjeżdżać co 10 minut, nie wyruszy nawet o sekundę wcześniej, choć do środka już nikogo nie wpuszcza, a z kolejki przed drzwiami dobiegają wulgaryzmy w co najmniej kilkunastu różnych językach...

Przez 14 dni od przylotu dziennikarze nie mogą korzystać z transportu publicznego, jedynym wyjściem są więc busy organizatorów, ewentualnie specjalnie oznaczone przez nich taksówki, na które każdy może odebrać 14 voucherów. Czas dotarcia do areny zawodów często można znacznie skrócić... po prostu chodząc. Z punktu A do B idzie się np. 25 minut, ale jedzie prawie 90, bo punktem początkowym bądź końcowym każdej trasy jest medialny "dworzec" nieopodal centrum prasowego.

ZOBACZ TEŻ:

Efekt jest taki, że mnóstwo autokarów na kilkudziesięciu pasażerów kursuje dookoła miasta pustych. Trudno, żeby było inaczej, skoro rozkład przewiduje np. wyjazdy w regularnych odstępach na Stadion Olimpijski nawet wtedy, gdy... nic się tam nie dzieje. Kilka razy zdarzyło mi się też być jedynym pasażerem takiej "limuzyny".

Dla Japończyków liczy się tylko to, że wszystko działa według rozkładu. Są dla nas jednak tak sympatyczni i uczynni, że nie da się mieć im tego za złe.
Tomasz Dębek, Tokio
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach w Tokio?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Piękna i ze złotym sercem. Dziennikarka meksykańskiego oddziału telewizji Fox Sports (i podobno była dziewczyna Ronaldinho) Erica Fernandez kocha nie tylko sport, ale też zwierzęta. Kolumbijka założyła fundację pomagającą psom, namawia też osoby śledzące ją na Instagramie (ponad 725 tys.) do adopcji. Robi to m.in. przez... swoje skąpo ubrane zdjęcia ze zwierzakami oczekującymi na nowy dom. Trudno przejść obok nich obojętnie.Uruchom i przeglądaj galerię klikając ikonę "NASTĘPNE >", strzałką w prawo na klawiaturze lub gestem na ekranie smartfonu

Seksowna dziennikarka sportowa Erika Fernandez rozebrała się...

Rozmowa z Mariuszem Rumakiem po meczu Polska - Ukraina 2:2 U19

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Japoński łącznik #1: Olimpijskie paradoksy [KOMENTARZ Z TOKIO] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie