Wesołowski: Łódź piękna i brudna jak Barcelona

Redakcja
Kuba Wesołowski na planie filmowym w Manufakturze
Kuba Wesołowski na planie filmowym w Manufakturze Jakub Pokora
Z Kubą Wesołowskim, odtwórcą głównej roli w zrealizowanym w Łodzi serialu "Komisarz Aleks", o Łodzi, samej produkcji i planach - rozmawia Małgorzata Mijas

Jak Ci się pracowało na planie "Komisarza Aleksa"?
Skończyliśmy zdjęcia, ale tak naprawdę jeszcze brakuje perspektywy do pełnych podsumowań. Jak przypominam sobie to, co zamierzaliśmy zrobić, i myślę o tym, co zrealizowaliśmy, to są to dwie różne rzeczy. Wszystko miałem w głowie wymyślone. Z czasem okazało się, że pewne rzeczy wychodzą dobrze, inne wydają się trochę sztuczne.

A komisarz, którego grasz?
Każdy ma swój obraz policjanta. Każdy oglądał tysiące filmów gangsterskich i każdy chciałby, żeby jego policjant był prawdziwy, albo podobny do kogoś, kogo się widziało będąc małym chłopcem. Prawda jest jednak inna, choćby taki nawyk, jak noszenie broni... To zmienia zachowanie... Gdy w przerwie zdjęć szliśmy na jakieś ciastko, to "blacha", kabura, kajdanki powodowały, że ludzie inaczej mnie postrzegali. Dopiero po chwili mówili: "a, to ten aktor". Ale fajne jest to, że atrybuty w postaci broni, czy odznaki, dają ci poczucie bycia kimś zupełnie innym. Każdy mężczyzna chyba gdzieś tam marzy o tym, żeby zagrać policjanta.

"Komisarz Aleks" z założenia miał być serialem kryminalnym, ale poszliście w stronę komedii kryminalnej...
Producent mówił, że w naszym filmie jest dużo humoru. I pewnie tak jest. Jednak my podczas ujęć wszystkiego nie widzimy, na przykład zachowań psa. A pewne rzeczy są naprawdę komiczne i obezwładniające. Od początku mówiłem, że dla mnie porażką byłoby, gdybyśmy na każdym kroku puszczali oko do widza i mówili mu: "to jest śmieszne, więc teraz należy się śmiać". Jeżeli widz się zaśmieje albo rozczuli go pies to super, bo tak miało być.

Czy widziałeś "Komisarza Rexa"?
Nie widziałem nigdy oryginału - to znaczy może jak miałem lat osiem czy dziesięć, to któregoś dnia w telewizji leciał jakiś odcinek, ale teraz nie oglądałem. Po pierwsze, mnie nie kręci powielanie tego, co już było. Wydaje mi się to mniej ciekawe niż szukanie czegoś swojego. Po drugie, trzeba pamiętać o tym, że u nas są zupełnie inne okoliczności, chociażby związane z samą Łodzią, z aktorami. Po trzecie, kino w moim odczuciu bardzo się zmieniło przez te lata. Teraz mamy tyle nowych środków, efektów, możliwości. Oryginał był robiony 20 lat temu i to jest inne kino, inne emocje. Podejrzewam, że dzisiaj nikt nie chciałby czegoś takiego zrobić. Granie się zmieniło, wiele rzeczy musi być bardziej prawdziwych. Łzy nie mogą być "wydmuchane", tylko muszą z czegoś wynikać. Staraliśmy się zrobić dobre kino. To oczywiście kino gatunkowe, więc mamy ramy, w których się poruszamy, ale przy okazji staraliśmy się dobrze bawić.

Jak wspominasz pierwsze dni na planie w Łodzi? Co Ci najbardziej utkwiło w pamięci?
Piękne wysypisko śmieci (śmiech). Tam graliśmy naszą pierwszą scenę, kiedy w ogóle nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po nas, po psie, po ekipie. Pierwsze sceny z psem, którego niosę na rękach po wysypisku śmieci, na pewno zostaną na długo w mojej pamięci.

Czy zawsze wszystko szło tak, jak sobie to zaplanowaliście?
Przez to, że jest pies na planie, pojawia się pierwiastek chaosu. Na przykład gramy do siebie albo udając, że pies poszedł, a on siedzi dosłownie obok nas. Zawsze takie rzeczy jak improwizacja, są siłą takich formatów. Pojawia się coś, co nie było zaplanowane, i ten obraz poszukiwania w oczach jest czymś ciekawym.

Co dla Ciebie było najważniejsze w budowaniu przekazu dla widza?
Najgorszy jest moment, w którym mówisz: "Widz to kupi, a tego nie zobaczy. Tutaj nie przesadzajmy, bo widz tego nie zrozumie". A dlaczego widz ma nie zrozumieć? Jak ja rozumiem, to widz też zrozumie. Chcieliśmy, żeby to nie było całkowicie udawane. Oczywiście, mamy jakąś formę umowy z widzem, ale - mam nadzieję - umowy, która nie przekracza dobrego smaku. Przy takim projekcie, kiedy robisz 13 odcinków z rzędu, przychodzi taki moment, kiedy wszystko ci się plącze. Dlatego za każdym razem przy scenie przesłuchania, których jest w serialu sporo, staraliśmy się, by części informacyjne jakoś urozmaicić.

CZYTAJ TEŻ:
Ekipa serialu "Komisarz Aleks" na Teofilowie [ZDJĘCIA]
Komisarz Aleks na Bałutach [ZDJĘCIA]
Pożegnanie z Aleksem [ZDJĘCIA+FILM]
A jak urozmaicić taką scenę?
Właśnie wtedy pojawia się pies i wystarczy, że położy ci na nodze łapę, albo zabierze długopis ze stołu i nagle scena zawiera coś więcej, jest bardziej dynamiczna.

Czy masz swój ulubiony odcinek?
Jest taki, kiedy giną nam małe dziewczynki. To poważny odcinek. On nie oddaje tego, co jest w większości odcinków, które są zdecydowanie lżejsze. Mamy w nim z Piotrkiem Głowackim i Krzysztofem Pieczyńskim naprawdę dobre sceny, więc one mi zapadły w pamięć. Ale w każdym odcinku miałem swoją ulubioną scenę albo aktora. Ludzie przyjeżdżali z ciekawymi pomysłami i pytaniem: "Jak się pracuje z psem?". Później zaś kończyło się na innym pytaniu: "Czy pies zostanie tak pokochany przez widzów, jak my go tutaj polubiliśmy?".

Przez trzy miesiące mieszkałeś w Łodzi. Co najbardziej Ci się w niej spodobało, co cię urzekło, zadziwiło?
Strasznie dużo u was ludzi do kin chodzi! Dopchać się do kina jest w Łodzi czymś niewiarygodnym. Byliśmy w kinie parę dni po premierze filmu Koterskiego. Nie dało się wejść! Siedzieliśmy chyba w drugim rzędzie. Najpierw była kolejka do biletów, potem kolejka do popcornu, później do sali. To jest fantastyczne. To znaczy, że jest po co to robić, że są ludzie, którzy chcą to oglądać. I z tym mi się będzie najbardziej Łódź kojarzyła, że staliśmy w drzwiach myśląc: "Boże drogi, w Warszawie jest zawsze pusto w kinach".

A miejsca?
Dużo scen robiliśmy na Piotrkowskiej. Piotrkowska, Manufaktura to były miejsca, w których głównie byliśmy. Poznałem też dużo starych fabryk, które podejrzewam, że w obrazku będą wyglądać fantastycznie, bo tego w Warszawie nie ma. Niesamowite ulice, piękne mieszkania, których w Warszawie moim zdaniem jest ogromny deficyt, wysokie piękne kamienice, niektóre mniej zadbane, niektóre bardziej, wąskie ulice- to mi się przede wszystkim kojarzy teraz z Łodzią.

Czyli podoba Ci się miasto?
Tak. Lubię Warszawę, a nawet ją kocham i czuję się częścią Warszawy. Natomiast filmowo jest dla mnie już mocno wyeksploatowana. Wszystkie jej ulice powielają się w kolejnych filmach. A tu ciekawych ulic jest zdecydowanie więcej. One są wszystkie jakieś, one są nawet fajnie brudne. Może to nadużycie, ale Barcelona zawsze mi się wydawała także taka brudna, ale piękna jednocześnie. A tutaj może jest mniej Gaudiego, ale za to życie, które się tu toczy, ma swój urok i klimat.

Mówiłeś, że wstawaliście wcześnie i pracowaliście do późna. Czy miałeś czas na poznanie Łodzi od strony klubowej, koncertowej?
Byliśmy w Łodzi, a nawet nie poszliśmy na koncert Rihanny (śmiech). Nie było na to czasu. Końcówka była bardzo pracowita. Przede wszystkim był wyścig z pogodą, która akurat nam sprzyjała, więc nie ma co narzekać. Na początku grudnia kręciliśmy jeszcze sceny z otwartym dachem w kabriolecie i było super.

Czy będziesz wracał do Łodzi? Prywatnie, zawodowo?
Tak. O tym, że polubiłem Łódź, świadczy dla mnie taki moment, kiedy zacząłem sam jeździć po mieście i nie potrzebowałem mapy, bo wiedziałem, jak dojechać z punktu A do punktu B. To znaczy, że to miasto jest gdzieś po części już moje. Czuje się w nim, może nie jak w domu, ale na pewno dobrze. A podkreślę, że w Łodzi przejechanie od punktu A do punktu B wymaga sporo trudu. Wasze jednokierunkowe ulice są dla mnie jakimś hardcorem (śmiech).

Jak w jednym zdaniu podsumujesz pracę nad pierwszą serią "Komisarza Aleksa"?
Wydaje mi się, że to, co zrobiliśmy na planie, jest na naprawdę dobrym poziomie. To było dla nas ważne, żeby zrobić coś na serio. I tak się stało.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mieszkaniec
W Barcelonie nie widziałem psich kup.Natomiast w Łodzi można je spotkać na każdym kroku a wieczorem nawet butami wejść na nie=pełno ich na chodnikach,trawnikach,parkach w bramach i podwórkach.Tak podobnie zasranego miasta jak Łódż w Hiszpanii nie spotkałem.
s
satanclaus67
bo ma własny obraz jakiegoś miejsca, jest żałosne. Ale co tam, net daje szansę każdemu.
A
Agony
Trzeba być chyba idiotą aby wymyślić takie stwierdzenie: "Łódź piękna i brudna jak Barcelona". Facet gdzie Ty widziałeś Barcelone i kiedy? 30 lat temu? Tam jest tak czysto, że Łódź za 50 lat taka nie będzie.
Dodaj ogłoszenie