ZOBACZ
    ZDJĘCIA

    Wystawa Kotów w Łodzi.

    Rozwiń
    "Czarownice z Salem" w reżyserii Mariusza Grzegorzka...

    "Czarownice z Salem" w reżyserii Mariusza Grzegorzka [RECENZJA]

    Róża Augustyniak

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    „Czarownice z Salem” Arthura Millera w reż. Mariusza Grzegorzka w Teatrze im. S. Jaracza. Mocne, lekko psychodeliczne przedstawienie z fantastycznymi aktorami łódzkiej sceny.
    "Czarownice z Salem" w reżyserii Mariusza Grzegorzka [RECENZJA]

    ©Teatr Jaracza

    „Czarownice z Salem” Arthura Millera w inscenizacji Mariusza Grzegorzka niemo zapowiada ubrana w garnitur postać kłaniająca się widzom. Za nią faluje las - tajemniczy, mroczny i intrygujący. Zwykle amatorsko wyglądające ostatnio projekcje w „Jaraczu”, zastąpiły nareszcie ciekawie skomponowane obrazy, stanowiące zdecydowanie walor spektaklu. Są one dziełem reżysera, podobnie jak równie udane kostiumy. Te noszone przez sędziego i kleryków przywodzą na myśl współczesne kolekcje z pokazów mody (np. ODIO X Pieczarkowski). Poplamione farbą mogą też wywoływać skojarzenia z estetyką plemienną. Projekcje wyświetlane na kawałkach materiałów świetnie uzupełniają się z grą świateł, za którą odpowiada Jolanta Dylewska.

    Zobacz też:RECENZJA: Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej [ZWIASTUN]

    Pierwszy akt, a zwłaszcza pierwsze jego sceny to prawdziwa laurka dla Wydziału Aktorskiego łódzkiej Szkoły Filmowej. Grane przez świetnie przygotowane studentki dziewczęta, uczestniczą w rytuale prowadzonym przez czarnoskórą Titubę (Carine Jokam). Wraz z nimi targana namiętnościami bliskimi szaleństwa Abigail Williams, interpretowana przez śliczną i utalentowaną Agnieszkę Więdłochę. Dziewczęta śpiewają w oparach kadzidła, wiją się transowo wokół paleniska, a nawet wykonują układy ruchowe w rytm disco polo. Ta teledyskowa niemalże scena to prawdziwy popis wszechstronnego warsztatu aktorek. Z ich grona najlepsze kreacje, oprócz mającej już duże doświadczenie sceniczne Więdłochy, stworzyły Izabela Dudziak w przejmującej roli Mary i Paulina Walendziak jako tracąca zmysły córka pastora, Betty.

    Po świetnym wstępie, serii wciągających sekwencji, które kręcą się wokół „opętanej” Betty i schadzce Abigail z Johnem Proctorem (Ireneusz Czop), reżyser zabiera nas do domu państwa Proctor. I nic już nie będzie takie jak przedtem - Czop z fantastyczną Matyldą Paszczenko stanowią przejmujący duet.

    Czytaj:RECENZJA: "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" [ZWIASTUN]

    Skromniej w porównaniu z efektownym początkiem wypada drugi akt, który wypełniają sąd nad „czarownicami” i walka o prawdę, do której w czasach, w których rozgrywał się dramat w Salem, nie było łatwo dotrzeć, choćby z powodów technicznych - w XVII wieku nie można było w sądzie przedstawić dowodów w postaci zdjęć czy nagrań, dzięki którym prawda miałaby szansę się obronić. Samo poszukiwanie prawdy zastępuje tez rozpinana przed naszymi oczami odrażająca struktura manipulacji.

    W wyświetlanych wizualizacjach poza sceneriami i obrazami sakralnymi, pojawiają się m.in. ziemniaki z wyrastającymi pędami, które jako jeden z symboli „szaleństwa” głównej bohaterki użył Roman Polański w filmie „Wstręt”. Są też papierki, które nasącza się LSD oraz sporysz, czyli trujący grzyb osadzający się na zbożu, z którego pozyskuje się ten narkotyk. Mógł on podtruwać mieszkańców Salem, powodując konwulsje i halucynacje, przywodzące na myśl opętanie. Kreując psychodeliczną atmosferę reżyser mruga do widza okiem, podszeptując, że przyczyną osobliwych zachowań tamtej społeczności, mogły być zmieniające stan świadomości substancje. To dodatkowy, podszyty ironią, przejmujący element przedstawienia o polowaniach na czarownice, które zdarzały się przez lata w wielu miejscach na świecie i zdarzają się do dziś. „Czarownice…” niosą ze sobą zatem boleśnie uniwersalny przekaz. Zwracający uwagę, że przed szaleństwem, manipulacją, potrzebą kontrolowania społeczeństwa nawet w najbardziej intymnych sferach, nie chronią rozwinięte cywilizacje i współczesne demokracje.

    Zobacz:RECENZJA: „Jackie” [ZWIASTUN]

    „Daj się opętać” - zachęcają twórcy łódzkiego spektaklu. Warto skonfrontować się z lekko psychodelicznym światem kreowanym przez Mariusza Grzegorzka i wyjść opętanym, zakochanym lub nawet dać się porwać histerii.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo