MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Schrony w Łodzi i regionie z czasów PRL. Mieszkańcy ich szukają, radni chcą remontować lub wynająć. Ale skrywa je tajemnica

Matylda Witkowska
Matylda Witkowska
Przez dziesięciolecia łódzkie schrony traktowane były jako pamiątka po dziwnych czasach zimnej wojny. Śluzy i filtry powietrza niszczały, a ich stan interesował już jedynie hobbystów. To zmieniło się po wybuchu wojny na Ukrainie. Mieszkańcy Łódzkiego doszli do wniosku, że świat nie zawsze musi być bezpieczny. Chcą wiedzieć, gdzie znajdują się schrony i jak o nie zadbać. Najbardziej majętni budują własne obiekty...CZYTAJ DALEJ>>>.
Przez dziesięciolecia łódzkie schrony traktowane były jako pamiątka po dziwnych czasach zimnej wojny. Śluzy i filtry powietrza niszczały, a ich stan interesował już jedynie hobbystów. To zmieniło się po wybuchu wojny na Ukrainie. Mieszkańcy Łódzkiego doszli do wniosku, że świat nie zawsze musi być bezpieczny. Chcą wiedzieć, gdzie znajdują się schrony i jak o nie zadbać. Najbardziej majętni budują własne obiekty...CZYTAJ DALEJ>>>. Grzegorz Gałasiński
Przez dziesięciolecia łódzkie schrony traktowane były jako pamiątka po dziwnych czasach zimnej wojny. Śluzy i filtry powietrza niszczały, a ich stan interesował już jedynie hobbystów. To zmieniło się po wybuchu wojny na Ukrainie. Mieszkańcy Łódzkiego doszli do wniosku, że świat nie zawsze musi być bezpieczny. Chcą wiedzieć, gdzie znajdują się schrony i jak o nie zadbać. Najbardziej majętni budują własne obiekty...

Niepokojące ujęcia mieszkańców Kijowa chowających się w piwnicach i na stacjach metra przed bombardowaniem skłoniły mieszkańców regionu łódzkiego do zainteresowania się schronami.

Decyzję o przeglądzie domowego schronu podjęła właśnie jedna ze wspólnot mieszkaniowych przy ul. Wierzbowej w Łodzi. Część piwnic pod pochodzącym z lat 50-tych budynkiem odcięta jest od reszty podwójnymi, ciężkimi, metalowymi drzwiami z gumowymi uszczelkami i specjalnym zamknięciem. W środku są toalety, zbiorniki na wodę i klapa wywiewna wypuszczająca powietrze tylko w jedną stronę. Jest też system filtrowania i wentylowania powietrza, który wciąż można uruchomić kręcąc ciężką, metalową korbą. Na drzwiach wejściowych czarną farbą namalowane jest złowieszcze słowo „schron”...

Nie wpadamy w panikę. Ale sprawdzamy schrony

Do tej pory piwniczny schron traktowany był przez mieszkańców kamienicy jako niepotrzebne dziwactwo. Utrudniał wchodzenie i wnoszenie rzeczy do piwnicy, bo drzwi były ciężkie, a progi w śluzach wejściowych wysokie. Ale po wybuchu wojny na Ukrainie to się zmieniło. Mieszkańcy postanowili zrobić przegląd schronu, naprawić zniszczone przez wandali toalety i sprawdzić czy działa wyjście ewakuacyjne.

- Nie wpadamy w panikę i raczej nie planujemy używać schronu – zapewniają lokatorzy. - Ale skoro już go mamy, to szkoda, żeby całkiem zniszczał. Na świecie wciąż coś się dzieje, może kiedyś taki schron do czegoś się przyda – wyjaśniają. Są też przekonani, że wydatki na naprawę schronu nie pójdą na marne. - W dzisiejszych czasach schron to wartość dodana. Mieszkanie ze schronem sprzeda się lepiej niż bez niego – oceniają.

Po wybuchu wojny na Ukrainie wiele osób szuka informacji o schronach w swojej okolicy. Wiele zapytań trafiło w ostatnich tygodniach do Mariusza Wasilewskiego z Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, który prowadzi stronę schronywlodzi.pl. Witryna powstała dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i miała podtrzymywać pamięć o historycznych obiektach obrony cywilnej w Łodzi z lat 1939-1989. Jednak niepokojące wieści ze świata sprawiły, że mieszkańcy zaczęli szukać na niej także informacji praktycznych.

„Chciałabym się dowiedzieć czy są jakieś aktywne schrony w okolicach ulicy Próchnika oraz Spornej przy Brackiej? Jeśli tak to gdzie? Gdzie w razie wybuchu wojny mam się kierować z dziećmi? Czy do takich schronów można zabrać zwierzęta?” - to tylko jedna z wielu wiadomości które trafiły w ostatnich tygodniach do Wasilewskiego.

Jego zdaniem mieszkańcy pytają „na wszelki wypadek”, by wzmocnić swoje poczucie bezpieczeństwa. - Chcieliby być pewni, że takie miejsce znajduje się gdzieś koło ich miejsca zamieszania – mówi Wasilewski.

Co krok to schron. Budowano je latami

Teoretycznie ze znalezieniem schronu nie powinno być problemu. Bo tylko w samej Łodzi jest ich co najmniej 600. Schrony budowano bowiem przez dziesięciolecia. Już w 1937 roku powstał najbardziej znany i udostępniany dziś do zwiedzania schron przeciwlotniczy na łódzkim Brusie, który był też magazynem broni. Tuż przed wojną i w trakcie jej trwania wojny w piwnicach kamienic wzmacniano stropy. Okupujący Łódź Niemcy tworzyli w ten sposób „Luftschutzraumy” czyli pomieszczenia ochrony ludności przed nalotami. Pozostałościami po nich są strzałki i litery LSR, które znajdziemy na przykład na kamienicach przy ul. Sienkiewicza 27 i 29.

Jednak najwięcej łódzkich schronów pochodzi z czasów zimnej wojny. Tworzono je masowo w blokach stawianych z cegły w latach 50. i na początku lat 60. Obawiano się wtedy wojny atomowej i ataku nuklearnego ze strony państw NATO. Przeczekanie takiego ataku w schronie miało uratować ludność Łodzi przed śmiercią od napromieniowania. Schrony mają więc domy na Bałutach, pograniczu z Polesiem, Śródmieściu czy na Górnej. Można je znaleźć w rejonie ulicy Gandhiego na Polesiu, ulic Wrocławskiej na Bałutach, Nowym Rokiciu na Górnej, czy w rejonie ronda Solidarności na Śródmieściu. 75 proc. łódzkich schronów pochodzi właśnie z tego okresu.

Potem zaczęto budować w Łodzi osiedla z wielkiej płyty, w których schronów już nie tworzono.
Dlatego na blokowiskach Widzewa, Dąbrowy, Retkini czy Teofilowa trudno dziś znaleźć budynek mieszkalny ze schronem. Są one jednak w budynkach użyteczności publicznej, np. w szkołach czy obiektach przemysłowych. Schrony dla pracowników mają choćby łódzkie elektrociepłownie, takie obiekty istnieją do dziś pod należącymi do Veolii czynnymi obiektami EC3 i EC4.

Nie każdy zmieści się do schronu

W latach 80. zbudowano w Łodzi już tylko dziesięć schronów. Jednak nowe obiekty powstawały jeszcze do lat 90. To dlatego, że kończono wtedy projekty z poprzedniej epoki, które w projekcie miały przewidziane schrony. Na przykład w roku 1993 powstał schron na stacji kolejowej na Olechowie.

Schrony pod blokami mieszkalnymi w Łodzi mają zwykle od kilkudziesięciu do nawet 200 mkw. i mogą pomieścić od 50 do grubo ponad 200 osób. Na przykład w 11 schronach znajdujących się przy ul. Ghandiego może się jednocześnie ukrywać ponad 1,2 tys. mieszkańców Są też schrony pod ważnymi obiektami. Na przykład pod halą sportową MOSiR przy ul. Skorupki 21 zbudowano schron na 134 osoby, przewidziany dla partyjnych dygnitarzy. Była w nim centrala telefoniczna, winda towarowa, łazienka i wyjście ewakuacyjne poza halę. Jednak w całych podziemiach zbudowanej w 1957 roku hali przed atakiem atomowym lub bombardowaniem mogło się schronić kilkanaście razy więcej osób.

Statystycznie Łódź ma więcej schronów niż inne miejsca w kraju. Według danych łódzkiego zarządzania kryzysowego w 2009 roku na terenie Łodzi było 520 schronów. We wszystkich mogło się wtedy schronić ponad 86 tys. osób, czyli 12 proc. ludności Łodzi. To bardzo dobry wynik, bo w całej Polsce schrony i mogą jednocześnie pomieścić niecałe 3 proc. mieszkańców kraju.

Zrobili z nich piwnice, magazyny, warsztaty

Ale schrony nie służą już do obrony cywilnej. Wykorzystywane są jako pomieszczenia gospodarcze, piwnice, składziki. Czasem wynajmowane są na działalność gospodarczą. W dużym schronie na ponad 250 osób przy ul. Konstantynowskiej produkowano plastikowe kwiaty i doniczki. W jednym z bloków przy ul. Ghandiego wspólnota mieszkaniowa zorganizowała miejsce zebrań. Ławki dla ukrywającej się ludności wykorzystano w nowym celu, a schron ten przetrwał w bardzo dobrym stanie.

Zdecydowana większość schronów wygląda jednak znacznie gorzej. Z danych zarządzania kryzysowego już w 2009 roku 93 proc. stanu czyli aż 484 nadawały się tylko do remontu.

- Większość łódzkich schronów jest zaniedbana, opuszczona, zapomniana– mówi Mariusz Wasilewski. Rozszczelnione schrony nie ochronią już nikogo przed atakiem chemicznym czy atomowym, choć ich konstrukcja powinna nadal wytrzymać konwencjonalne bombardowanie. Zwykły mieszkaniec Łodzi nie sprawdzi jednak, czy schron w jego pobliżu spełnia nawet podstawowe wymagania. - Schrony są w rękach prywatnych, zamknięte, a wejście do nich wymaga zgody administracji budynku – mówi.

Po wybuchu wojny na Ukrainie wielu mieszkańców Łodzi stwierdziło jedna, że warto coś z tym zrobić. Z budynków zarządzanych przez łódzka firmę Madar już dwie wspólnoty postanowiły zająć się naprawą schronów. Właściciel firmy Maciej Niewiadomski przyznaje, że do tej pory dla żadnej wspólnoty utrzymanie schronu nie było istotne. - Zamieniano je na komórki, traktowano jako ciekawostkę historyczną lub nawet utrudnienie, bo drzwi mają ciężkie – mówi zarządca.

Elektrociepłownie też odnowią schrony

Szanse na naprawę mają też schrony w instytucjach i zakładach pracy. Przeglądy schronów przeprowadziła niedawno łódzka Veolia.

- Schrony w elektrociepłowniach EC3 i EC4 przeszły przeglądy techniczne, w wyniku których przeprowadzone zostaną prace modernizacyjne infrastruktury i wyposażenia. Po ich zakończeniu schrony będą mogły być wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem jako miejsce schronienia dla pracowników- informuje Sławomir Wieteska, główny specjalista ds. komunikacji Veolii. Nie ćwiczono jednak korzystania ze schronów przez załogę. - Do tej pory nie było potrzeby przeprowadzania ćwiczeń alarmowych połączonych z ewakuacją pracowników do schronów – podkreśla.

Pytania od mieszkańców o schrony otrzymuje też od kilku tygodni Marta Grzeszczyk, łódzka radna niezrzeszona. Uważa, że koniecznie trzeba się nimi zająć.

- Ten temat został zaniedbany w poczuciu, że żyjemy w bezpiecznym świecie – mówi radna. - Nie ma inwentaryzacji schronów, można podejrzewać, że są w stanie katastrofalnym. Mogą być zagrzybione, zalane, mieć zawalone wejścia czy niesprawne przewody wentylacyjne. Z drugiej strony to bardzo wytrzymałe żelbetowe konstrukcje, które prawdopodobnie przeżyją nas wszystkich – podkreśla radna. Jak dodaje sprawą zajmowali się już radni na komisji zdrowia, ale ze względu na zakres ma być on poruszany wspólnie przez komisje zdrowia i ładu społeczno-prawnego.

Sprawą schronów zajmowali się też na ostatniej sesji radni w Wieluniu. Okazało się, że gmina sama nie posiada takich obiektów, ale schron ma na swoim terenie Międzynarodowa Szkoła Złotego Krzyża. 20 lat temu kupiła go od Agencji Mienia Wojskowego. - Czy nie można by było zrobić rozpoznania z różokrzyżowcami, że jeżeli w jakiejś sytuacji, odpukać wojny, czy można by jakąś umowę z nimi zawrzeć? - proponowała radna Maria Zarębska. Na razie to tylko propozycja.

Obrona cywilna. Kto za nią odpowiada?

Schrony są elementem obrony cywilnej. W Polsce jej system jest dość skomplikowany. Dowodzi nią komendant główny Państwowej Straży Pożarnej nadbrygadier Andrzej Bartkowiak, ale strażacy już się nią nie zajmują. Na poziomie województwa odpowiadają za nią wojewodowie, a na niższych szczeblach władze samorządowe: prezydenci i burmistrzowie miast, starostowie, wójtowie. Jednak o schronach władze wszystkich szczebli wypowiadają się ostrożnie.

Marcin Masłowski, rzecznik prasowy odpowiadającej za obronę cywilną na terenie Łodzi prezydent Hanny Zdanowskiej tłumaczy jedynie, że ze względów bezpieczeństwa informacji o schronach nie udziela.

Więcej zdradza łódzki urząd wojewódzki. Jego oddział prasowy uspakaja mieszkańców. „Schronów na terenie województwa łódzkiego jest kilkaset, z czego zdecydowana większość na terenie miasta Łodzi. W przypadku zagrożenia obywatele zostaną poinformowani o jego rodzaju, sposobie zachowania się oraz miejscu, w które ewentualnie należy się udać” - informuje urząd.

To niekoniecznie muszą być schrony. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach za miejsca schronienia się ludności uważa się też podziemne przejścia dla pieszych czy parkingi. Taka sytuacja już się w Łodzi zdarzyła – rok temu podziemny parking pod centrum handlowym Port Łódź został na dwie noce udostępniony bezpłatnie samochodom jako miejsce schronienia przed zapowiadanym gradem.

Także mł. bryg. Jędrzej Pawlak, rzecznik prasowy KW Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi radzi zamiast szukać schronu przeciwlotniczego, przygotować się na bardziej powszechne zagrożenia takie jak pożary, wichury czy duże awarie prądu.

- Warto mieć w domu gaśnicę i apteczkę pierwszej pomocy, turystyczną kuchenkę gazową i zapasowe baterie. Zapisać na kartce ważne numery telefonu i uczestniczyć w kursach pierwszej pomocy – wylicza strażak.

Jednak nie wszystkim to wystarcza. Od czasu wybuchu wojny do specjalizującej się w budowie prywatnych podziemnych schronów typu premium firmy Art-Bud z Sosnowca zgłosiło się już dwóch zainteresowanych klientów z regionu łódzkiego. Jak wyjaśnia prowadzący ją Maciej Żmiejko, cena takiego schronu zależy od wyposażenia, standardu, planowanej głębokości i warunków gruntowych. Jednak firma nie przyjmuje zleceń poniżej 300 tys. zł.

od 12 lat
Wideo

Jak złodzieje oznaczają domy, które chcą okraść?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki