MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Łódź literacka wychodzi z cienia? W kraju już to wiedzą, a w Łodzi...

Łukasz Kaczyński
Łukasz Kaczyński
Literaturze mało co i kto sprzyja. Najłatwiej na niej oszczędzać, gdy tnie się wydatki. Najtańsza, ale zdaniem wielu kluczowa dla człowieka, jest poezja. Ta z łódzkim stemplem ma w kraju rosnące noty

Łódź literacka? Łódzka literatura? To brzmi jak oksymoron, to się wzajemnie wyklucza. Takie myślenie upowszechniło się wiele lat temu i trwało wystarczająco długo, by stać się niemal obowiązującym prawem, na wzór np. praw fizyki. Owoc uwalniając się z gałęzi nigdy nie poleci w górę, kanapka zawsze spadnie masłem do dołu, w Łodzi nie może powstać dobra, ważna, doceniana poza Łodzią literatura. Otóż właśnie kilka owoców obrało inny kierunek niż trawa, a kanapka nadaje się do zjedzenia. O poezji z łódzkim stemplem mówi się coraz więcej i lepiej. I chyba, jak zwykle (lub: jak zwykle w Łodzi) dotychczasowa opinia na końcu będzie musiała zmienić się w samym mieście.

10 września 2016 roku to data, która może zapisać się (zdaniem wielu - zapisze się) jako jeden z najważniejszych momentów we współczesnej łódzkiej literaturze. Wtedy poznamy laureatów Nagrody Literackiej „Gdynia”, jednej z bardziej prestiżowych w kraju. I jednej z ostatnich, o których sądzi się, że mają jeszcze znaczenie, bo nie są narzędziem środowiskowych i ideowych (ideologicznych) rozgrywek lub narzędziem czysto marketingowym. Oczywiście będzie to przede wszystkim osobisty sukces Kacpra Bartczaka (na zdjęciu), łodzianina, poety, anglisty, tłumacza poezji amerykańskiej i krytyka literackiego. Jego „Wiersze organiczne” znalazły się w finałowej piątce w kategorii Poezja. Na stronie internetowej nagrody obok tytułu tomu dumnie stoi nazwa wydawcy: Dom Literatury w Łodzi. Stoi i, brzydko mówiąc, reklamuje się. Nawet jeśli sam Bartczak „Gdyni” nie dostanie, to dostajemy potwierdzenie, że coś się w Łodzi z literaturą zadziało.

DL nie tylko w dużej mierze ogniskuje literacką działalność miasta. Jest on największym (nie jedynym) wydawcą poezji w Łodzi! I ma potencjał, by konkurować z czołowymi ośrodkami, np. Wrocławiem. A ma też, o czym się przekonujemy, rękę do poetów. „Wiersze...” Bartczaka niemal równolegle nominowane były do „Gdyni” i Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”. To także ważny adres. A w tym roku, gdy Wrocław skupia uwagę jako Europejska Stolica Kultury, tym ważniejszy. Tym radośniej przyjąć trzeba skok poezji z DL na listę nominowanych do Książek roku. Z Bartczakiem aspirowały do tego tytułu „Majtki w górę, majtki w dół” Pawła Marcinkiewicza i „Apokalipsa. After party” Piotra Przybyły. Czwartym poetą na liście był wykładowca anglistyki i krytyk literacki Jerzy Jarniewicz z tomem „Woda na Marsie” (wydało go wrocławskie Biuro Literackie).

Ale nominacje do ważnych nagród to mimo wszystko nie nowość. To umacniająca się tendencja ostatnich lat. Przypomnijmy kilka wydanych w Łodzi tytułów. „Zapaść” Joanny Lech z Krakowa (rok wydania: 2009): nominacja do „Silesiusa”, laureatka Nagrody specjalnej za debiut w X. Konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek i III. nagrody w konkursie na najlepszy debiut roku Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego na kutnowskim Festiwalu „Złoty Środek Poezji”. „Rdzenni mieszkańcy” Urszuli Kulbackiej z Warszawy (2012): nominacja do Nagrody Nike, Nagrody Poetyckiej im. K. I. Gałczyńskiego „Orfeusz”; dostała II. nagrodę na „Złotym Środku Poezji”. „Rozmowy z głuchym psem” Darka Foksa ze Skierniewic (2013), którą DL zapoczątkował serię „Białe kruki - czarne owce”: Nagroda „Silesius” za całokształt twórczości, nominacja do „Nike” i „Gdyni”. „Obecność / Presence” Tomasza Mielcarka z Londynu (2014) dostała I. nagrodę za debiut na „Złotym Środku Poezji” i ukazała się w wersji angielsko-bułgarskiej. „Apokalipsa” Przybyły zgarnęła Nagrodę „Warto” w kategorii literatura i Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut. Dodajmy, że książki te wcześniej były laureatkami Ogólnopolskiego Konkursu im. Jacka Bierezina, organizowanego od ponad 20 lat w Łodzi.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Ale przecież to tylko fragment działalności DL, który przede wszystkim jest instytucją kultury, organizatorem festiwali, spotkań, koordynatorem wydawania pism „Tygiel Kultury” i „Arterie”.

Dziś to widzimy: decyzja ówczesnej wiceprezydent Agnieszki Nowak, której wówczas podlegała kultura, by zamienić Środmiejskie Forum Kultury, dom kultury, na co dzień dość niemrawy, w sprofilowaną instytucję była trafiona. Decyzja podjęta po usilnych staraniach Zdzisława Jaskuły, wspieranego przez poetę Andrzeja Strąka, któremu uformowanie Domu powierzono. Jeśli dziś mówi się w kraju o łódzkiej poezji, to jego w tym zasługa i kilku poetów, którymi się otoczył.

Ale poezję w Łodzi wydaje nie tylko DL. Drugim mocnym ośrodkiem stało się Wydawnictwo Kwadratura, przez poetę i dziennikarza Piotra Groblińskiego uruchomione w 2008 r. w Łódzkim Domu Kultury. Dotąd w serii I. wyszło 30 książek. Wydanych z dużą starannością i odświeżającym, podnoszącym ich atrakcyjność zabiegiem łączenia wierszy danego poety z twórczością oryginalnych artystów plastyków. Ukazały się już dwa tomy w serii II. i postępuje redakcja nad książką trzecią. Kwadratura też chwali się nominacjami i nagrodami. Kacper Płusa, łodzianin z Pabianic, za tom „Ze skraju i ze światła” dostał nominację do „Gdyni” i Nagrodę im. Iłłakowiczówny. Przemysław Owczarek (od lipca nowy dyrektor Domu Literatury) za prozy poetyckie „Cyklist” nominowany był do „Gdyni” i dostał Nagrodę Towarzystwa Wydawców Książek. „Ę” Krzysztofa Kleszcza, nauczyciela historii z Tomaszowa Mazowieckiego, dostał nominację jako najlepszy debiut na „Złotym Środku Poezji”. W kuluarach można usłyszeć, że poważną kandydatką do „Gdyni” i „Orfeusza” była Izabela Kawczyńska i jej „Chłopcy dla Hekate”. Zdecydować miały, jeśli wierzyć opiniom, jeden punkt od jurorów lub kwestie całkiem pozaartystyczne. Nad kilkoma konkursami i nagrodami w kraju ciąży zresztą piętno ulegania źle rozumianej poprawności politycznej i stosowanie zasady parytetu (by nie narazić się na zarzut „seksizmu”), co może eliminować wartościową poezję.

Opinie pozaartystyczne i niezgoda pewnej jurorki miały też utrącić z ważnego konkursu tom „Hotel Jahwe” Szymona Domagały-Jakucia z 2013 r., łodzianina, bohatera jednego z najgorętszych sporów literackich ostatnich lat. Odbył się on w 2015 r. na łamach wrocławskiego pisma „Odra”, a dokładnie jego dodatku poetyckiego „Arkusz Ósmy”, gdzie o poetę spierali się m.in. Anna Kałuża, Rafał Gawin, Jacek Łukasiewicz, Joanna Orska. Wulgarny, obrazoburczy, nawiedzony - taki to ma być poeta. Inni dodawali: to najlepszy debiut ostatnich pięciu lat w Polsce. Z kolei ambasadorem poezji Piotra Przybyły z tomu „Apokalipsa” stał się wrocławski krytyk Paweł Kaczmarski. Poezja z Łodzi (jak widać wcale nie jest to tylko poezja łodzian) jest obiektem dyskusji, omówień, sporów. Łódzcy poeci są mocno reprezentowani w omówieniach Anny Kałuży dla Instytutu Książki za lata 2014 i 2015, zaś poznańskie pismo „Czas kultury” poświęcił Kacprowi Bartczakowi 30 stron artykułów - już w 2014 r.

Krajobrazu literackiego Łodzi dopełniają poeci wydający książki w cenionych krajowych oficynach i ośrodkach. Maciej Robert, filmoznawca, krytyk literacki, od kilku lat pracownik DL, który za wydaną w Poznaniu „Księgę meldunkową” dostał nominację do Nagrody im. Szymborskiej (200 tys. zł). Jesienią ukaże się (już nam udostępniony) jego poemat „Nautilus”, o którym Jakub Skurtys napisał właśnie na portalu Artpapier.pl. że mógłby on w kanonie zastąpić np. poemat Tomasza Różyckiego „Dwanaście stacji”. Wśród „autsajderów” mamy też literaturoznawcę i wykładowcę UŁ Przemysława Dakowicza, laureata m.in. „Orfeusza 2014”, Nagrody im. ks. Twardowskiego i przyznanych przez Bibliotekę Narodową „Skrzydeł Ikara” w tym roku. Pozycję zdobywa też Tomasz Bąk, urodzony w Tomaszowie, mieszkający najpierw we Wrocławiu, teraz w Łodzi laureat „Silesiusa”, doceniony na „Złotym Środku Poezji”.

A przecież poezja to tylko fragment literackiego krajobrazu, gdzie od lat zadomowieni są tak cenieni tłumacze jak Sława Lisiecka, Jerzy Jarniewicz, Maciej Świerkocki czy zmarły niemal rok temu Zdzisław Jaskuła. Ten ostatni zaś zawsze postulował, że powojenna Łódź zawsze miała dobrych pisarzy, tylko brakowało im tzw. krytyków towarzyszących, którzy jakość tej twórczości nagłośniliby. Teraz ma ich poza Łodzią. Przy przeżywającym kryzys Biurze Literackim, Łódź ze swoimi atutami ma okazję wysforować się na czoło. W przeciwieństwie do niego nie stawiała na źle rozumianą „elitarność”, a otwierała się na młodych. Na horyzoncie jest już ich kolejne pokolenie.

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 1-7 sierpnia 2016 r.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki