MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Łódź może być rajem dla wyłudzaczy

Piotr Brzózka
Piotr Brzózka
Kamienice wyłudza się fałszując stare dokumenty. Można też kupić akcje przedwojennej spółki, która miała nieruchomości. Czy to się udaje - mówi wiceprezydent Łodzi, Ireneusz Jabłoński.

Władze Miasta pochwaliły się uratowaniem pięknej kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 86 przed próbą wyłudzenia, ale w świetle głośnych wydarzeń w Warszawie, wyglądało to na zabieg marketingowy, ucieczkę do przodu przed próbami porównań, takimi jak słowa Pawła Kukiza o 300 wyłudzonych kamienicach w Łodzi. Czy Łodzi nie grozi podobna afera reprywatyzacyjna, jak w stolicy?

Nie, z kilku powodów. Do najważniejszych należy formalny: Łódź ma inny ustrój, niż Warszawa. W stolicy jest dwuszczeblowość. Dzielnice mają samodzielność, a władze stołeczne są niejako drugą instancją dla dzielnic. Natomiast w Łodzi ani prezydent miasta, ani tym bardziej urzędnicy, nie podejmują samodzielnie decyzji. Wszystkie sprawy dotyczące zwrotów są rozstrzygane na dwóch ścieżkach. Albo na drodze cywilnej - wtedy jest wiążące orzeczenie sądu dwuinstancyjnego.

Albo na drodze administracyjnej, wtedy wiążąca jest decyzja innego organu administracyjnego niż Prezydent Miasta Łodzi działający jako Starosta - tym organem są wyznaczane przez Wojewodę Łódzkiego inne starostwa. Drugi powód, który sprawia że nie grozi nam powtórka z Warszawy jest taki, że przyjęliśmy inną politykę. Porządkujemy stany własności uzyskując tytuły dla gminy lub Skarbu Państwa, a następnie sprzedajemy nieruchomości w drodze przetargu, czyli w jedynej uczciwej formie zbycia. W przypadku Łodzi znaczna liczba nieruchomości nie posiada właścicieli z uwagi na to, że stracili oni życie w czasie drugiej wojny światowej - dotyczy to zwłaszcza obywateli polskich narodowości żydowskiej.

I w tych sytuacjach konieczne jest przeprowadzenie postępowań sądowych, w szczególności spadkowych czy zasiedzeń. Warto wspomnieć również o drugiej społeczności, której część niegodnie zachowała się w czasie II wojny światowej, dlatego z mocy ustaw o mieniu porzuconym i mieniu poniemieckim, utraciła trwale prawo dysponowania tym majątkiem. W tych wypadkach tryb pozyskiwania praw do nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa jest prostszy. Podkreślić należy, iż jesteśmy jedynym miastem na obszarze starej Rzeczpospolitej, które w tak istotnym stopniu straciło dawnych właścicieli. W praktyce oznacza to, że jest znacznie mniej, niż w innych miastach, potencjalnych roszczeń związanych z odzyskiwaniem nieruchomości przez byłych właścicieli lub ich spadkobierców.

PRL-owskie uchwały o mieniu porzuconym i poniemieckim mają moc prawną?

Oczywiście, przecież do dziś obowiązują nawet niektóre ustawy z okresu międzywojennego. Jeżeli osoby zostały właściwie zinterpretowane jako „zdrajcy narodu”, albo kolaboranci, to ich potomkowie nie mają praw do nieruchomości. Chyba, że tamta decyzja była podejmowana w oparciu o fałszywe przesłanki, albo zwykłą niesprawiedliwość, co też miewało miejsce, zważywszy na praktyki komunistów, którzy bałaganiarsko prowadzili nawet grabież majątku.

Mamy i taki przypadek. Nie chcę podawać adresu, ale to jest ważna nieruchomość w Śródmieściu, która została przejęta na mocy tych ustaw przez rząd PRL. Ale okazało się, że wtedy, jednemu ze współwłaścicieli udowodniono podpisanie volkslisty w czasie wojny, a w przypadku drugiego, który był jego bratem i był w identycznej sytuacji, nie przeprowadzono takiego postępowania. I opierając się na tych względach formalnych, spadkobiercy tego drugiego usiłują teraz wzruszyć akty własności Skarbu Państwa, przekonując, że nie przeprowadzono właściwej procedury potwierdzającej niegodne zachowanie tego współwłaściciela w czasie wojny.

A wracając do Pawła Kukiza, który mówił o docierających do niego sygnałach o wyłudzeniu 300 kamienic w Łodzi. Wiedział, o czym mówi?

Przy całej sympatii dla pana Pawła, którego mam przyjemność znać osobiście, myślę, że opierał się na jakiś starych anonsach medialnych, a liczbę rzuconą kiedyś w eter, zwartościował negatywnie. Te słowa to raczej konsekwencja mało precyzyjnej publicystycznej, ewentualnie politycznej wypowiedzi pana Pawła.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE...

Czy Łódź, ze względu na skomplikowaną historię, można nazwać rajem dla wyłudzaczy?

Nasze miasto, niestety, może być postrzegane jako takie miejsce. Ze względu na skalę dramatu, który odegrał się w czasie wojny, a dla niektórych mieszkańców również bezpośrednio po jej formalnym zakończeniu, oraz zważywszy na fakt, że Łódź była dużym skupiskiem bogatego mieszczaństwa, obszar dla potencjalnych nieuczciwych działań jest relatywnie duży. To, czemu przeciwdziałamy, m.in. poprzez utworzony w tym celu wydział, jest demaskowanie oszustów, którzy próbują żerować na ludzkim nieszczęściu, braku kontynuacji prawnej i pełnej dokumentacji. Postępowanie takie jest nie tylko niezgodne z prawem, ale i odrażające moralnie.

Rozumiem, że mówiąc o „obronie kamienic”, władze wyraźnie odcedzają oszustów od prawowitych właścicieli i spadkobierców?

Tak jest. Ja i moje środowisko, czyli Centrum im. Adama Smitha, jesteśmy od zawsze za przywróceniem własności prawowitym właścicielom. Dlatego od dawna wspieraliśmy, w poszukiwaniu możliwych, praktycznych rozwiązań środowisko byłych właścicieli, zarówno mieszczańskie, jak i ziemiańskie. Uważamy, że w pierwszej kolejności należy zwrócić mienie dawnym właścicielom, w naturze lub ekwiwalentnej formie, a w następnym kroku trzeba wreszcie uporządkować stany prawne tego mienia, które ze względu na wydarzenia wojenne i powojenne zostało bez prawowitych właścicieli. Postępując w ten sposób uda nam się ożywić, tzw. martwy kapitał, o którym pisał prof. Hernando de Soto.

Czy da się nakreślić jakiś rys społeczny, zawodowy, narodowościowy, osób, które usiłują wyłudzać kamienice w Łodzi?

Są to działania grup zorganizowanych o różnej proweniencji, ze środowisk prawniczych, również z grup przestępczych, zapewne też ze środowisk byłych służb specjalnych, które są dobrze przygotowane do tego typu działań. Mamy też do czynienia z „wolnymi strzelcami”. Ze względu na strukturę etniczną dawnej Łodzi, geografia fałszywych roszczeń jest dość jednoznaczna. Większość spraw dotyczy działań po obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego, mniejsza liczba - niemieckiego. Nie spotkałem się z próbami wyłudzeń dotyczącymi spadkobierców Polaków.

Zgłaszacie spawy wyłudzeń do prokuratury?

Tak. W tej chwil bieg został nadany 10 sprawom, noszącym wyraźne znamiona próby wyłudzenia, dotyczą one w sumie 35 nieruchomości. Kolejne sprawy są w przygotowaniu, analizowany jest casus kilkudziesięciu nieruchomości. Należy się liczyć z następnymi zgłoszeniami do prokuratury. Ten proces będzie ciągły, do czasu, aż uporządkujemy większą część stanów prawnych nieruchomości w Łodzi.

W jaki sposób najczęściej dokonuje się prób wyłudzeń?

Schemat zazwyczaj jest podobny. Fałszowane jest tożsamość potencjalnych spadkobierców, czasami fałszowane są testamenty, innym razem akty notarialne. Z tymi fałszywymi dokumentami i/lub fałszywie uwiarygodnionymi przez różnego rodzaju instytucje (głównie zagraniczne) decyzjami, ludzie ci przychodzą do nas. Przedstawiają te dokumenty, próbują wzruszać prawa własności, albo tam, gdzie nie są one precyzyjnie określone, zgłaszają wnioski o wpisy do ksiąg wieczystych.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE...

Czyli ordynarne fałszerstwa?

Na ogół tak, choć zdarzają takie niezrozumiałe sytuacje, gdy dowodem jest potwierdzone przez sąd zeznanie świadka, któremu się przypomniało po kilkudziesięciu latach, że w 1945 roku ojciec człowieka, który teraz stoi obok niego, był właścicielem jakiejś nieruchomości. Czasem, ku naszemu zdziwieniu, takie stwierdzenia zyskują rangę materiału dowodowego i są podstawą rozstrzygnięć sądowych. I wtedy trzeba udowadniać, że takie zdarzenia nie miały miejsca. To jest benedyktyńska praca przy analizie dokumentów archiwalnych, również z wykorzystaniem pomocy prawnej z zagranicy, żeby przeprowadzić dowód oszustwa.

A na co stać najbardziej pomysłowych oszustów?

Zdarzało się, że testamenty były fałszowane na papierze z epoki, atramentem z epoki, czyli sprzed kilkudziesięciu lat. Na szczęście popełniono błędy z danymi personalnymi, które pozwoliły wychwycić fałszerstwo. Ten przykład pokazuje, jak wiele trudu są w stanie sobie zadać wyłudzacze, żeby uwiarygodnić fałszywe roszczenia. Była też ciekawa historia z próbą wskrzeszenia przedwojennej spółki Łódzkie Towarzystwo Elektryczne SA. Pewna grupa znanych osób, zaczęła skupować akcje tej firmy.

Dysponując minimalną liczbą tych akcji, usiłowano reaktywować spółkę poprzez przepisanie jej do KRS, tym samym - potwierdzić jej istnienie, ciągłość jej działalności i prawa do aktywów. A największym aktywem były duże nieruchomości w Nowym Centrum Łodzi. Wskutek naszych badań okazało się, że jest to działalność nakierowana nie na chęć prowadzenia działalności gospodarczej, tylko przygotowanie do próby wyłudzenia. A później w czasie dalszych badań dotarliśmy do dokumentów, w których był wyraźny dowód wykreślenia tej spółki z rejestrów, ze względu na zakończenia jej działalności.

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 22-28 sierpnia 2016 roku

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki