Mistrz i Małgorzata. Rockowy teatr na Scenie Monopolis. Mistrzowskie spotkanie teatru oraz mocnego rocka

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Mariusz Saniternik i Daniel Frontczak w scenie z przedstawienia. Pierwszorzędnie łączącego tak odmienne twórcze energie
Mariusz Saniternik i Daniel Frontczak w scenie z przedstawienia. Pierwszorzędnie łączącego tak odmienne twórcze energie Marta Majacz
Udostępnij:
Artyści teatru dramatycznego i żywiołowi rockmani wspólnie podejmujący wyzwanie zmierzenia się z wielką powieścią „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa. Brzmi to jak przepis na czołowe zderzenie z licznymi ofiarami. Tymczasem udało się znakomicie!

Mistrz i Małgorzata. Rockowy teatr” to projekt, z którym jego pomysłodawca, Arkadiusz Pachulski, krążył po Łodzi kilka lat. Nikogo, kto żyje w naszym mieście, nie powinno dziwić, iż zajmujący się kulturą urzędnicy lub publiczne instytucje kultury nie wykazały szczególnego zainteresowania przedsięwzięciem. Ostatecznie spektakl został zaprezentowany w Scenie Monopolis, gdzie oby zagościł na dłużej (najbliższe pokazy 5 i 6 lutego. Ponieważ w dobie dyktatury klikalności, nieczęsto już placówki kultury zajmują się kwestiami tak fundamentalnymi, w tak złożony sposób.

Arkadiusz Pachulski - autor adaptacji książki Michaiła Bułhakowa, poruszających, niebanalnych tekstów piosenek i producent wydarzenia oraz Piotr Pachulski - kompozytor (wespół z Danielem Frontczakiem) mocarnej jak powieść muzyki, a zarazem wokalista i gitarzysta zespołu Normalsi, mają na koncie pamiętny spektakl baletowo-muzyczny „Łajza”, z powodzeniem prezentowany na scenie Teatru Muzycznego w Łodzi. I tym razem twórcy wybrali formułę łączącą odmienne artystyczne światy: teatr dramatyczny oraz bluesrockową operę. Zespolenie tak rozbieżnych energii do momentu spotkania z publicznością stało pod znakiem zapytania - a powiodło się przede wszystkim dlatego, że na teatralnych deskach i za instrumentami stanęli profesjonaliści, którzy nie wpadli na pomysł rywalizowania ze sobą lub wzajemnego ilustrowania swoich działań, tylko spotkali się w punkcie, gdzie eksponując własne umiejętności, mogą je zjednoczyć na rzecz przekazania tak niekonwencjonalnej interpretacji wybitnego literackiego dzieła. Znakomicie dysponowani muzycy grający na żywo z rockową ekspresją i bezkompromisowością (Piotr Pachulski - śpiew, gitary, Przemysław Wyrwas - bas, Adam Marszałkowski - perkusja, Marek Jakub Weigel - śpiew, gitara, Tomasz Struszczyk - śpiew, gitary), bluesową refleksją (Daniel Frontczak - śpiew, gitary) oraz wnoszącą nieco klasycznej stylistyki i powabu wokalistką Agnieszką Nastarowicz umieszczeni zostali na wyniesionej nad estradę konstrukcji. Aktorzy zaś wychodzą na scenę, tuż przed widownię, co nie oznacza, że „odwracają się plecami” do muzyki. Na górze padają pytania o dobro i zło, metafizyczną głębię człowieczeństwa, sens pojawienia się w naszej historii Jeszuy i jego spotkania z Piłatem, Mateuszem Lewitą, Judą; na dole natomiast rozgrywa się doczesna, a przecież jakże obalająca wszelkie stanowiska o zamknięciu naszego istnienia do materialnej przyziemności wizyta Wolanda w Moskwie, a właściwe w każdym mieście. Obie warstwy widowiska nie tyle się uzupełniają, co pierwszorzędnie przenikają, wspierają, dialogując ze sobą, podkreślają najistotniejsze akcenty.

Całość - a przede wszystkim część teatralną - wyreżyserował Marek Kasprzyk, budując czyste, wciągające widza sceny, uwypuklając w wydobytych w spektaklu wątkach finezję powieści Bułhakowa oraz artykułując jej przewrotność. Trafnie przy tym poprowadził aktorów, „obarczając” ich najważniejszymi elementami poszczególnych postaci (które musieli przecież przedstawić przekonująco widzom w ledwie kilku esencjonalnie wydobytych z obfitej powieści sekwencjach) oraz pozostawił przestrzeń do popisu, unikając scenografii, za którą mogliby się „schować”.

W tak intensywnym graniu, dzięki swojemu zachwycającemu magnetyzmowi już pierwszym wejściem może całkowicie zawładnąć uwagą publiczności Mariusz Saniternik (Woland, ale też doktor Strawiński). W stylu mędrca dojrzewający wciąż aktor został stworzony do takich ról, gdzie dobro jest złamane złem, a może zło dobrem. Jest kolosalnie prawdziwy, bliski oglądającemu, a jednocześnie w pełni oddany idei powieści. Objawia kruchą konstrukcję życia człowieka, by demonicznym śmiechem ostrzec przed cieniem czającym się za każdą sekundą trwania.

Żywiołowością i oddaniem roli dorównuje dynamice rocka Radosław Osypiuk, jako poeta Bezdomny; pięknie subtelnością i pewnością miłości obdarza Małgorzatę Maria Gudejko. Silną kreację w roli Berlioza tworzy Marek Lipski, trudno nie wzruszyć się losem (ale i nad nim nie zastanowić) Mistrza w eleganckim wykonaniu Gracjana Kielara. Dzięki mistrzowskiemu spotkaniu rocka i teatru ta inscenizacja skrzy się szczególną żywotnością, a i nabiera nowych znaczeń, także nawiązujących do dzisiejszych zmagań pandemicznego człowieka o zachowanie choć skrawka wolności, miłości i wiary...

„Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” - przywołał Michaił Bułhakow na motto swojej powieści zdanie z wielkiego „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego. W złych czasach trochę nadziei na dobro może dać tylko podanie sobie rąk ponad przeciwnościami. Rock i teatr to już w Łodzi skutecznie poczyniły. A Wy?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie