Przemysław Faryś: gdyby stare suknie umiały mówić......

    Przemysław Faryś: gdyby stare suknie umiały mówić... [ZDJĘCIA]

    Paweł Patora

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Spódnica z bluzką, ok. 1910 r.
    1/10

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©materiały promocyjne

    postanowiłem zdobywaną na studiach wiedzę z zakresu wzornictwa oraz inżynierii włókiennictwa połączyć ze swoim zamiłowaniem do historii. W ramach moich dwóch prac dyplomowych, zajmowałem się analizą wzorniczą dawnych tekstyliów. Chciałem prowadzić badania nad dawnymi tkaninami i strojami. Zapragnąłem obcować z obiektami dawnej mody, dlatego w ramach prac nad dyplomami odbyłem kilka kwerend naukowo-badawczych między innymi w Muzeum Narodowym w Warszawie i Krakowie, podczas których mogłem mieć bezpośredni kontakt z zabytkowymi tekstyliami. Zafascynowały mnie badane tam obiekty i miałem coraz większą ochotę, żeby samemu spróbować kolekcjonowania podobnych rzeczy. One były takie piękne! - Przemysław Faryś ma nietypowe hobby. Kolekcjonuje suknie, spódnice i bluzki z minionych wieków, poznaje szczegóły ich wytwarzania i modę panującą w dawnych czasach.
    Dlaczego postanowił Pan kolekcjonować starą, zabytkową odzież?

    Zawsze interesowała mnie historia. Z tego powodu po ukończeniu podstawówki w moim rodzinnym Tomaszowie, rozpocząłem naukę w istniejącym wówczas w tym mieście Liceum Konserwacji Zabytków Architektury. Po maturze podjąłem studia na kierunku "wzornictwo" na Politechnice Łódzkiej.

    I był Pan pierwszym w historii tej uczelni absolwentem studiów magisterskich na tym kierunku…

    Tak. Ponieważ miałem indywidualny tok studiów i pracę magisterską obroniłem wcześniej, w grudniu 2008 roku.

    I właśnie podczas studiów zainteresował się Pan odzieżą noszoną w poprzednich wiekach?


    Tak. Wtedy postanowiłem zdobywaną na studiach wiedzę z zakresu wzornictwa oraz inżynierii włókiennictwa połączyć ze swoim zamiłowaniem do historii. W ramach moich dwóch prac dyplomowych, zajmowałem się analizą wzorniczą dawnych tekstyliów. Chciałem prowadzić badania nad dawnymi tkaninami i strojami. Zapragnąłem obcować z obiektami dawnej mody, dlatego w ramach prac nad dyplomami odbyłem kilka kwerend naukowo-badawczych między innymi w Muzeum Narodowym w Warszawie i Krakowie, podczas których mogłem mieć bezpośredni kontakt z zabytkowymi tekstyliami. Zafascynowały mnie badane tam obiekty i miałem coraz większą ochotę, żeby samemu spróbować kolekcjonowania podobnych rzeczy. One były takie piękne!

    Co może być pięknego w starych, często wyblakłych sukniach, bluzkach lub spódnicach? Co Pana w nich urzeka?

    Zagadkowość. Zawsze, gdy patrzę na taki strój, zadaję sobie pytanie, kto w nim chodził i co ten strój by mi opowiedział, gdyby umiał mówić. Fascynuje mnie też, że te często delikatne rzeczy, na przykład tkaniny jedwabne czy bluzki z gazy, muślinu lub batystu, pochodzące na przykład z XIX wieku, przetrwały tak wielką próbę czasu, podczas gdy tamten świat przestał już istnieć. Piękno starych strojów polega też na tym, że są one zupełnie inne niż dzisiejsze i były wykonywane technologiami, których już się nie stosuje. Badanie takich obiektów jest fascynujące. Jako doktorant, nadal kontynuuję badania nad wieloma aspektami budowy i cech użytkowych dawnych wyrobów włókienniczych, a mój zbiór pomaga mi w pogłębianiu tych badań.

    Czym różnią się stroje zabytkowe od współczesnych?

    Różnic jest tak wiele, że wymienię tylko kilka spośród najważniejszych. Przede wszystkim do czasów wynalezienia maszyny do szycia, ubrania szyto ręcznie. Każdy egzemplarz był inny, niepowtarzalny. Dawne stroje były często bardzo dopasowane do ciała, zniekształconego przez sztywne gorsety. Materiały, z których wówczas szyto stroje, były wykonywane z wykorzystaniem często już niestosowanych obecnie technik. Nie można również zapominać o konstrukcji. Na przykład moda epoki secesji wykształciła stroje o tak wyrafinowanych formach, że dziś mogą one zachwycać okazałością, a jednocześnie szczegóły ich budowy mogą budzić grozę. Nienaturalne formowanie kobiecej sylwetki musiało się odbijać na komforcie noszenia. Nic więc dziwnego, że kobiety często pociły się w takich strojach. Dlatego stosowano tzw. antypotniki czyli wymienne poduszeczki wszywane pod pachy bluzek, które wchłaniały pot. Nie było bowiem antyperspirantów, a okazanie, że kobieta się poci, było nie do przyjęcia w ówczesnej etykiecie.

    Jakie były początki tworzenia Pana prywatnej kolekcji?

    Bardzo trudne. Zaczęło się od wielkiego rozczarowania, bo dostrzegłem, że w Polsce rynek antykwaryczny ukierunkowany na dawne tekstylia odzieżowe praktycznie nie istnieje. Zacząłem więc szukać za granicą. Okazało się, że poza Polską funkcjonują antykwariaty, które proponują dawne stroje.

    Wyjeżdża Pan na te zakupy, czy kupuje Pan przez internet?

    Czasem kupuję przez internet.

    Nie jest to zbyt ryzykowne?

    Pewne ryzyko istnieje, bo zanim kupię strój w ten sposób, widzę go jedynie na zdjęciach. Konieczna jest więc wiedza i doświadczenie z zakresu dawnych technologii, co pozwala na wychwycenie w stroju elementów świadczących o jego oryginalności i przypisujących obiekt do danej epoki. Największe antykwariaty prowadzą zwykle pasjonaci lub specjaliści, którzy potrafią sami stwierdzić, czy dany obiekt jest autentyczny. Na rynku antykwarycznym zdarzają się falsyfikaty, ale ja jeszcze nigdy nie nabyłem stroju, który okazał się kopią.

    Ile sztuk dawnej odzieży ma Pan w swojej kolekcji?

    Szczerze mówiąc, nie policzyłem wszystkich, ale myślę że niecałe sto, licząc osobno każdą część stroju, np. spódnicę, żakiet i bluzkę.

    Czy dodatki do odzieży też Pan liczy osobno?

    W ogóle nie zbieram dodatków. Mam zaledwie kilka dawnych torebek. Nie mogę gromadzić wszystkiego. Chociażby z braku miejsca.

    Przechowuje Pan swą kolekcję w domu?

    Tak, dlatego tylko najcenniejsze stroje trzymam w osobnych pudełkach. Pozostałe kładę jedne na drugich. Najcięższe na spód, potem przekładam papierem, na nim kładę strój lżejszy i tak dalej. Niektóre składam, prawie tak jak w sklepie. To wszystko z braku miejsca…

    Jeśli Pana zbiór będzie szybko się powiększał, będzie Pan musiał zmienić mieszkanie…

    Raczej pomyślę o zdeponowaniu części kolekcji na wiele lat w jakimś muzeum, aby obiekty mogły być stale wystawiane. Teraz niektóre z nich można obejrzeć na wystawie dostępnej do 31 lipca w Galerii BiblioArt PŁ (ul. Wólczańska 223) w godz. 8.00 - 15.30 (pon. do 17.00).

    Czym się Pan kierował, wybierając eksponaty na tę wystawę?

    O kryteriach wyboru przesądził temat wystawy: "Kobieta naukowiec i jej strój ok. 1900 roku". Eksponowane są zatem stroje noszone wówczas przez całą ulicę, a tym samym przez kobiety, które w owym czasie, na skutek fali emancypacji, po raz pierwszy pojawiły się na wyższych uczelniach, jako studentki i wykładowczynie. Eksponatom towarzyszą opisy. Każdy z obiektów mojej kolekcji, szczegółowo badam i sporządzam jego opis.

    To jest pierwsza wystawa eksponatów z Pana kolekcji?

    Nie. Miałem dotychczas już 5 lub 6 wystaw. Największą - wiosną ubiegłego roku w Sandomierzu. Zorganizowałem ją wspólnie z tamtejszym muzeum i zaprezentowałem ok. 30 obiektów. Bardzo lubię przygotowywać wystawy. Dobieranie strojów na wystawę, a przede wszystkim właściwe ich wyeksponowanie jest fascynującym wyzwaniem.

    Wyeksponowanie także?

    Tak, ponieważ dawne stroje dużo trudniej jest prezentować niż współczesne. Po pierwsze, tkaniny stają się z upływem dziesięcioleci coraz mniej wytrzymałe. Szczególnie wtedy, gdy strój jest w złym stanie i ma na przykład dziury, plamy lub pęknięcia. Nawet niewielka, niewidoczna plama, z czasem powoduje uszkodzenie tkaniny, którą po upływie kilkudziesięciu lat łatwo jest w tym miejscu uszkodzić. Dużą trudność stanowi prezentowanie na manekinach strojów damskich sprzed stu lat i z czasów wcześniejszych. Wtedy kobiety miały zupełnie inaczej profilowaną przez strój figurę niż obecnie. Ich ciała były deformowane przez gorsety, dlatego stroje z tamtej epoki są niezwykle wąskie w pasie. Nie należy zapominać także, że ludzie byli dawniej drobniejsi. Żadna, nawet szczupła współczesna kobieta nie zmieściłaby się w sukni, bluzce lub spódnicy z przełomu XIX i XX wieku. Dlatego manekiny, na których prezentujemy stroje z tamtych lat, musimy mocno przycinać. Z zabytkowymi strojami trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie. Gdy jeszcze nie miałem doświadczenia, zdarzyło się, że chcąc dopiąć bluzkę gorsetową na manekinie, naciągnąłem ją zbyt mocno i bluzka pękła tak, że trzeba było usunąć ją z wystawy. Wystawa jest opowieścią, w której bohaterami są wystawiane obiekty, a akcją wprawiająca wszystko w ruch - scenografia. Odpowiednie oświetlenie, kształt scenografii, czy nawet podpisy pod obiektami, to wszystko ma ogromne znaczenie w trakcie projektowania wystawy, która ma poruszać dane zagadnienie.

    Od czego zależy wartość zabytkowego stroju?

    Od wielu czynników. Między innymi z którego wieku pochodzi, od tego, jak rzadki jest to model, czy był modny przez kilkanaście lat, czy tylko przez rok, a także od przeznaczenia. Na przykład damskie stroje do uprawiania sportu z przełomu XIX i XX wieku są bardzo cenne, bo tylko nieliczne kobiety uprawiały wówczas sport. Stroje balowe czy wizytowe również są cenne.

    Czy podczas gromadzenia kolekcji zdarzyła się Panu jakaś wyjątkowa okazja?

    Tak, kiedyś w "ciucholandzie" przy ulicy Piotrkowskiej wygrzebałem z dna kosza wieczorową suknię w stylu Art Deco pochodzącą z lat trzydziestych XX wieku. Zapłaciłem za nią półtora złotego! Zdarza się bowiem, że ludzie, którzy pozbywają się starej odzieży, nie zdając sobie sprawy z jej historycznej wartości, wyrzucają ją na śmietnik. Apeluję więc o to, żeby każdy, kto nie jest pewien, czy stara odzież lub tkanina, która zalega w szafie, ma wartość historyczną, skonsultował się z fachowcami z muzeum.

    Mgr Przemysław Krystian Faryś jest doktorantem w Katedrze Materiałoznawstwa, Towaroznawstwa i Metrologii Włókienniczej Politechniki Łódzkiej. Tematem jego pracy doktorskiej, są "Badania odzieży naruszającej prawa własności intelektualnej w aspekcie obrotu na polskim rynku i właściwości użytkowych".

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Mój reporter

    Zadaj pytanie swojemu reporterowi!

    Chcesz wiedzieć co wydarzyło się przed chwilą na Twojej ulicy?
    Zastanawiasz się gdzie zjesz w Łodzi najsmaczniejsze lody?
    Szukasz miejsc parkingowych w centrum?
    Chcesz wiedzieć ile zarabia prezydent?
    A może masz inne pytanie związane z naszym miastem?
    Zadaj je, a nasz reporter poszuka odpowiedzi!

    Dane kontaktowe

    Dziękujemy za przesłanie pytania, prosimy o cierpliwość. Opublikujemy je na stronie Mojego_reportera kiedy redakcja rozpocznie prace nad odpowiedzią.

    Oświadczenia:

    Użytkownik, który podał w powyższym formularzu dane osobowe klikając przycisk "WYŚLIJ" potwierdza, że: (czytaj dalej)
    • został poinformowany, że podanie danych osobowych jest dobrowolne, jednak konieczne do publikacji przekazanych materiałów
    • został poinformowany, że jego dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie przy ul. Domaniewskiej 45, dla celów korzystania i publikacji przekazanych materiałów w internecie i prasie drukowanej, oznaczenia ich imieniem i nazwiskiem / nazwą autora oraz kontaktu z Użytkownikiem i korzystania przez Operatora z udzielonej mu na podstawie Regulaminu przez Użytkownika licencji
    • został poinformowany, że Polska Press Sp. z o.o. jest administratorem danych osobowych. Właściciel danych ma prawo wglądu do swoich danych oraz ich poprawiania siedzibie spółki. Nadto ma prawo w każdym czasie wyrazić sprzeciw oraz cofnąć zgodę na przetwarzanie przez Spółkę danych w zakresie przewidzianym przez przepisy. Oświadczenia woli o w/w treści powinny by ze względów bezpieczeństwa wyrażone na piśmie.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo