MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Urszulanki wróciły do Polski po 59 latach z Kanady pachnącej wolnością ZDJĘCIA

Dariusz Piekarczyk
Dariusz Piekarczyk
Siostry urszulanki wróciły do Polski po 59 latach z Kanady pachnącej wolnością
Siostry urszulanki wróciły do Polski po 59 latach z Kanady pachnącej wolnością Fot. Dariusz Piekarczyk
Po 59 latach posługi wśród kanadyjskiej Polonii do Polski powróciły siostry urszulanki Luiza Stachoń oraz Samuela Klimczak. Przebywają w sieradzkim klasztorze swojego zgromadzenia.

W roku 1965 dziesięć sióstr urszulanek z Polski wyjechało do kanadyjskiego miasta Windsor w prowincji Ontario, hrabstwie Essex. Obecnie w mieście graniczącym z Detroit w USA zamieszkuje ponad 200 tysięcy ludzi. Zakonnice trafiły do rzymsko-katolickiej parafii pod wezwaniem Trójcy Świętej, założonej w roku 1916 przez polskich emigrantów. Wśród sióstr, które 59 lat temu wyjechały do Kanady, aby założyć tam nową urszulańską wspólnotę były: pochodząca z Jezior pod Sieradzem s. Samuela Klimczak oraz s. Luiza Stachoń z Podegrodzia koło Starego Sącza.

– Od młodych lat myślałam o klasztorze i tak Pan Bóg mnie prowadził, że w wieku 22 lat przyszłam do urszulanek, tu w Sieradzu - mówi siostra Samuela. - Byłam tu dwa lata, potem wyjechałam do nowicjatu, do Pniew. Jak trafiłyśmy do Kanady? Ze Zgromadzeniem Sióstr Urszulanek skontaktował się ksiądz Wawrzyniec Wnuk, któremu bardzo zależało na tym, by do Kanady, do pracy wśród tamtejszej Polonii, przyjechały polskie siostry. Kapłan ten przeżył obóz koncentracyjny w Buchenwaldzie, a po jego wyzwoleniu, przez dwa lub trzy lata przebywał w amerykańskim Detroit, skąd trafił do Windsor w Kanadzie. Nie chciał wracać do komunistycznej Polski. W Windsor ks. Wnuk z wielkim rozmachem organizował parafię, polską szkołę, szukał nauczycieli. Pomagał mu Paul Martin, pochodzący z Windsor, członek ówczesnego rządu kanadyjskiego. W wyniku tych starań 10 urszulanek wyjechało na placówkę do Kanady. Tylko jedna z nas mówiła po angielsku i jedna po francusku. Potem, już na miejscu, księża bazylianie zaczynali nas uczyć języka. Skończyłyśmy też kursy wieczorowe.

Dwie msze po polsku, jedna po angielsku
Parafia św. Trójcy w połowie lat sześćdziesiątych, jak mówi siostra Samuela, była bardzo żywa. - Tak zresztą jest do dziś - twierdzi zakonnica. - Myślę, że skupia jakieś sześć tysięcy Polaków. W niedzielę są trzy msze święte - dwie po polsku, jedna po angielsku. Wszystkie święta katolickie oraz narodowe obchodzone są tam bardzo podniośle. Chyba nawet są bardziej celebrowane niż w kraju. Przed polskimi domami powiewa nasza flaga. Do Pierwszej Komunii Świętej przystępuje z reguły około 60 dzieci. Z kolei na bierzmowanie przyjeżdża biskup z London, bo tam jest siedziba naszej diecezji. W jej skład wchodzi też polski kościół w Chatham, to jakieś 100 kilometrów od Windsor. Tam jest mniejsza parafia Matki Bożej Zwycięskiej. Z siostrą Luizą również tam posługiwałyśmy. Obok naszej parafii jest też Polski Dom Ludowy, gdzie odbywają się między innymi uroczystości patriotyczne. Tam cały czas na maszcie powiewa nasza biało-czerwona.
Reklama

Dzieci syberyjskich zesłańców
Siostra dodaje, że w Windsor są świątynie wielu wyznań. Z polskim kościołem sąsiaduje luterański, nieopodal jest ukraiński oraz grekokatolicki. Jest także meczet.- Wszystkie wyznania żyją z sobą zgodnie, otaczają się szacunkiem - mówi. - Jak jest taka potrzeba pomagają sobie nawzajem.
- Szkoła wraz z naszym przybyciem zaczęła się rozrastać – dodaje siostra. – Było tam około 300 dzieci polskich. W większości ich rodzice mieli za sobą gehennę zesłania na Syberię. Ci ludzie opowiadali nieprawdopodobne historie, mieli za sobą pobyt w obozach dla uchodźców w Persji, obecnym Iranie. Inni spędzili wojnę w Afryce, Palestynie. Właśnie kilkuset tych dzieci trafiło do Kanady i osiedlili się w Windsor, tu założyli rodziny. Dla nich parafia, szkoła polska, były i są ostoją polskości. Rodzice bardzo pilnowali, żeby z kolei ich dzieci uczyły się naszego języka. Zresztą nie trzeba było pilnować, bo dzieciaki były chętne do nauki, grzeczne. Uczyłyśmy też historii, geografii. Zajęcia prowadziłyśmy z reguły w sobotę. Podręczniki sprowadzałyśmy z Polski. Jak raz na dwa lata przylatywałyśmy do kraju, to zawsze przywoziłyśmy jedną walizkę pełną książek. Wciągu tygodnia dzieci chodziły do miejscowych szkół. Dodam, że prowadziłyśmy też przedszkole. Tam pracowały trzy siostry.

Siostry mówią, że często spotykały się w Windsor z oznakami sympatii ze strony mieszkańców.

– Mile nas wszędzie witano. Ani raz nie spotkałyśmy się z oznakami niechęci. Kiedyś zajechałam na rynek chcę płacić, a tu pani wzięła wózek i mówi, że ona ureguluje rachunek. W markecie z kolei chłopak z Iraku, który tam pracował, jak mnie zobaczył, też regulował rachunek. Nie dał się przekonać, żeby było inaczej. Nawet czasami się wstydziłam.

Zakonnice dodają, że prowadziły w Kanadzie niezwykle intensywne i pracowite życie. Dzień zaczynał się o godzinie szóstej adoracją Najświętszego Sakramentu, potem była msza święta i rozchodziły się każda do swojej pracy. O 17 spotykały się na wspólnym obiedzie. Spać kładły się między 22, a 23. Wolny czas? Często siostry spotykały się ze starszymi ludźmi, łaknącymi z nimi kontaktu. Przyjaźniły się choćby z mającą 90 lat panią Idzińską, która jest wdową.

Wiadomości o tym, co dzieje się w Ojczyźnie czerpały z TV Polonia. Z tej stacji dowiedziały się także o napaści Rosji na Ukrainę. - To dla wszystkich, nie tylko dla nas, ale i Kanadyjczyków, był szok - mówi s. Luiza, która wstąpiła do klasztoru w wieku 14 lat. - Jak tu napaść na kogoś? Wszyscy jednoznacznie opowiedzieli się po stronie Ukrainy.

Jaka jest obecna Polonia w Windsor? Jak mówią siostry najwięcej ludzi pochodzi z Podhala. Z naszego regiony spotkały jedynie panią z Łasku. Najbardziej wyrazistym działaczem jest tam Jerzy Barycki, współzałożycie i prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej, sternik Stowarzyszenia Kombatantów Polskich, ale także działacz wielu innych organizacji. Członkiem kanadyjskiego rządu jest natomiast Ireneusz Kuśmierczyk, którego rodzice nadal mieszkają w Windsor. Państwo Kuśmierczyk często wspominają, że jak przyjechali do Windsor, to pierwszy obiad zjedli w parafii. On do nas też przyjeżdża, odwiedza. W mieście działa też Liga Katolicka, skupiająca głównie kobiety. Swoją organizację mają także weterani.
Reklama

Polacy bardziej pracowici niż w kraju
Jak nasi rodacy są tam postrzegani? - Nie trzeba się za nich wstydzić - mówi siostra Luiza. - Pilnują pracę, są punktualni, pracują rzetelnie. Oni są bardziej pracowici niż w Polsce. W Windsor są nawet dwa polskie sklepy - praktycznie wszystko z kraju można kupić. Przy jednym z nich wyrabiają nawet wędlinę według receptur z kraju. Za to chleb niby polski, ale taki kanadyjski. Wędliny natomiast są wywożone nawet do Detroit, Toronto. Kupują je również Kanadyjczycy. W marketach widywałam polskie produkty, choć nie za dużo, najczęściej słodycze. Nasi rodacy ładnie utrzymują domy, mają eleganckie ogródki. Biorą czynny udział w życiu politycznym.

Siostra dodaje, że w ostatnich latach emigracja z Polski wyhamowała, jeśli już to przyjeżdżają głównie lekarze, pielęgniarki. Kłopotów ze znalezieniem pracy tam nie ma.

- Po przyjeździe do Polski mamy takie poczucie, że jesteśmy tu chwilowo i będziemy wracać do Domu w Kanadzie - zamyśla się nasza rozmówczyni. - Tłumaczymy sobie, że jednak wracać nie musimy. Czy tęsknimy? Tak! Przecież spędziłyśmy tam prawie całe nasze życie. Przed samym wyjazdem do Polski podeszłam do auta, którym jeździłam, a mam od 55 lat kanadyjskie prawo jazdy, poklepałam go po masce i mówię: Żegnaj, pewnie się już nie zobaczymy.

- Jak siostry widzą obecną Polskę?

- Nie ma porównania z tą z połowy lat sześćdziesiątych - mówi siostra Samuela. - Widać, że ludziom lepiej się powodzi. Sceptycznie podchodzimy natomiast do młodzieży, która odchodzi od religii. Jest mniej powołań, w naszym zgromadzeniu też. Młodych ludzi trzeba wychować po katolicku, bez Boga ani do proga.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki