Łódzki ''Zygmunt'' wróci

Wiesław Pierzchała
Historia katedry sięga 1895 roku, gdy powstał Komitet Budowy, któremu przewodził baron Juliusz Heinzel
Historia katedry sięga 1895 roku, gdy powstał Komitet Budowy, któremu przewodził baron Juliusz Heinzel fot. Grzegorz Gałasiński
Pojawił się na wieży katedry w 1911 roku na fali uczuć patriotycznych i religijnych łodzian, którzy postanowili zebrać pieniądze na coś, co będzie symbolem i znakiem tożsamości miasta. Odlano okazały, kunsztownie ozdobiony dzwon, który stał się dumą miasta. Wkrótce zostanie przywrócony.

Zostanie odtworzony słynny dzwon zwany ''łódzkim Zygmuntem'', który wisiał na wieży katedry św. Stanisława Kostki i został zniszczony przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. Bardziej okazały był jedynie krakowski dzwon Zygmunta na Wawelu. Po odtworzeniu ''łódzki Zymunt'' będzie jednym z symboli Łodzi świadczącym o tożsamości miasta i jego mieszkańców.

Powstała już tzw. grupa robocza, która wkrótce przekształci się w Komitet Organizacyjny i prace wokół dzwonu ruszą pełną parą. Akcja organizowana jest pod hasłem ''Skradzione serce Łodzi''. Grupę inicjatywną tworzą: ksiądz prałat Ireneusz Kulesza, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, Marek Cieślak, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i Krzysztof Dudek, dyrektor Narodowego Centrum Kultury w Warszawie. Skąd wziął się ten niezwykły pomysł?

- Trzy lata temu postanowiliśmy wydać ''Antologię komiksu'' zawierającą 11 opowiadań z historii Polski - wspomina Krzysztof Dudek. - Jedno z nich przedstawia niezwykłą historię dzwonu, który został ufundowany przez łódzkich rzemieślników, fabrykantów i zwykłych mieszkańców różnych wyznań.

- Komiksowa historia kończy się pytaniem narratora skierowanym do łodzian: czy nie warto odnowić wspaniałego dzwonu będącego symbolem religijnym i patriotycznym? - dodaje Marek Cieślak. - Ta scena z komiksu zainspirowała nas, żeby zrobić wszystko, aby dzwon znów zabrzmiał z wieży katedry. Mamy nadzieję, że łodzianie nie zawiodą, tak jak nie zawiedli gromadząc pieniądze na odlanie dzwonu i broniąc go przed Niemcami podczas pierwszej wojny światowej.

Na razie nie wiadomo, jak będzie nazywał się nowy odlew. Być może nazwa zostanie wybrana w drodze konkursu. Czy nowy dzwon będzie wiernym odbiciem starego?

- Nie chcemy wiernej repliki, chcemy jedynie nawiązać do słynnego dzwonu - wyjaśnia ksiądz Ireneusz Kulesza. - Oryginalny, historyczny dzwon zdobiły m.in.: herb Łodzi, oko Bożej Opatrzności, godła cechowe, i liczne inskrypcje, jak ''Szczęść Boże pracy ludzkiej''. Wiele cechów już nie istnieje, dlatego na nowym dzwonie zabraknie części dawnych ozdób i napisów.

Wkrótce ruszy zbiórka pieniędzy, tak aby nowy dzwon można było odsłonić i poświęcić 25 czerwca 2011 - dokładnie w setną rocznicę jego zawieszenia na wieży katedry. Trzeba będzie zebrać 400 tys. zł. Organizatorzy liczą na zwykłych łodzian i biznesmenów, którzy wspierając projekt nawiązaliby do świetnych dokonań dawnych fabrykantów łożących znaczne sumy na rozwój miasta. Akcja promująca projekt odbudowy dzwonu ruszy w połowie maja br., gdy ukażą się wydawnictwa poświęcone dzwonowi, a w lokalnej telewizji specjalny reportaż na jego temat. Wykonanie dzwonu zostanie powierzone ludwisarni znanej rodziny Felsztyńskich w Przemyślu.
Pierwotny, spiżowy dzwon został odlany w znanej fabryce odlewów żelaznych Józefa Johna przy ul. Piotrkowskiej w centrum Łodzi (po ostatniej wojnie były to zakłady Strzelczyka). Był to ewenement, bowiem fabrykant zgodził się za darmo wykonać potężny i bogato zdobiony dzwon i było to jedyne tego typu przedsięwzięcie w dziejach tej firmy. Dlatego kierownik działu odlewniczego, Władysław Wagner, specjalnie wyjechał do Włoch, Francji i Szwajcarii, aby w kościołach zapoznać się ze stylowymi dzwonami, a w zakładach odlewniczych z techniką wykonania.

Jego misja zakończyła się pełnym powodzeniem, bowiem dzwon odlany w fabryce Józefa Johna okazał się prawdziwym arcydziełem. Jego ornamenty utrzymane były w tonacji gotyckiej nawiązując w ten sposób do stylu katedry. Dzwon ważył 6180 kg. Miał 1,7 metra wysokości, zaś jego średnica u podstawy wynosiła dwa metry.

Oprócz wspomnianych przez księdza Ireneusza Kuleszę ozdób i napisów, dzwon zawierał wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Stanisława Kostki, serce, krzyż i kotwicę jako godła wiary, nadziei i miłości, a także inskrypcję: ''Począłem istnieć 14 maja 1911 roku za zarządu parafią przez ks. prałata Wincentego Tymienieckiego, szambelana dworu papieskiego''.

Uroczystości związane z zawieszeniem i odsłonięciem dzwonu, na które przybyło około 60 tys. wiernych, zaczęły się 25 czerwca 1911 roku o godz. 9, kiedy od fabryki Józefa Johna ruszyła pod katedrę procesja.

Po raz pierwszy czarne chmury nad ''łódzkim Zygmuntem'' zgromadziły się w końcu I wojny światowej, gdy niemieccy okupanci chcieli zdjąć go i przetopić na armaty. Mieszkańcy nawet słyszeć nie chcieli o zabraniu dzwonu. Szczelnie otoczyli katedrę i tak długo tam trwali, aż Niemcy zrezygnowali z grabieży dzwonu i zgodzili się, aby w zamian łodzianie zgromadzili tyle miedzi, ołowiu, mosiądzu i innych metali, ile ważył dzwon. I tak się stało. Dzwon ocalał. Został zagrabiony przez Niemców dopiero w czasie II wojny światowej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie