WARTO PRZECZYTAĆ
    W Dzienniku Łódzkim

    NAUCZYCIEL NA MEDAL

    Rozwiń
    Wybory na prezydenta Łodzi: Kampania już się rozpoczęła

    Wybory na prezydenta Łodzi: Kampania już się rozpoczęła

    Marcin Darda

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    John Godson zapowiedział przeprowadzenie ankiet, których wyniki dadzą mu odpowiedź, czy startować na prezydenta Łodzi, po czym wystąpił z PO
    1/5
    przejdź do galerii

    John Godson zapowiedział przeprowadzenie ankiet, których wyniki dadzą mu odpowiedź, czy startować na prezydenta Łodzi, po czym wystąpił z PO ©Krzysztof Szymczak

    Do wyborów rok i dwa miesiące, a kandydaci na prezydenta Łodzi powoli zaczynają się odkrywać. John Godson, były już poseł PO, który start uzależnia od wyniku swoich ankiet, okazał już ich wyniki, jednak decyzję odłożył do jesieni przyszłego roku. SLD eksponuje billboardy z wizerunkiem łódzkiego lidera Sojuszu, radnego Tomasza Treli, ale tłumaczy, że to nie jego kampania wizerunkowa, lecz kampania obywatelska przeciw podwyżkom opłat i cen biletów w 2014 r. Z kolei 5 października swój start na miejskim zjeździe PO w Łodzi oficjalnie potwierdzi obecna prezydent Hanna Zdanowska.
    Ze startem Zdanowskiej przynajmniej od roku wątpliwości nie ma żadnych, ale to właśnie ją czeka najtrudniejsza kampania w życiu. W 2010 roku przejmowała władzę w sytuacji odwilży po prezydenturze Jerzego Kropiwnickiego i gruntu przygotowywanego przez ekipę komisaryczną, choć przez krótką chwilę wydawało się, że p.o. prezydenta Tomasz Sadzyński ten grunt szykuje pod siebie. To był również czas, gdy Platforma rządziła w sondażach, jedynym zatem pytaniem było kogo Zdanowska pokona w drugiej turze.
    Teraz jest odwrotnie. Sondaże wygrywa PiS, a prezydent będzie zmuszona do walki na rozkopanych i zakorkowanych ulicach mając przeciw sobie wściekłych łodzian i przekonując nie tylko do tego, że niedogodności to tylko kwestia czasu, ale i do samej zasadności inwestycji, które nie mają dobrej prasy. Z kolei to, co osłabia ją, buduje pozycję jej przeciwników, którzy zasadność tych inwestycji poddają w wątpliwość. Widać, że prezydent chce być postrzegana jako bezpartyjna gospodyni miasta, bardziej jako samorządowiec niż polityk, dlatego odsuwa się od twarzy PO. Jednak na szefową partii w Łodzi znów wystartuje, co jest wyjściem nieco schizofrenicznym, ale i tak lepszym. Gdyby zrezygnowała z ubiegania się o przywództwo PO, a partia wysłała komunikat, że poprze ją na prezydenta, jej kontrkandydaci ogłosiliby np., że to farsa, bo skoro nie nadaje się na szefową 1,7 tys. działaczy PO w Łodzi, to jak ma zostać prezydentem Łodzi, "organizacji" prawie 40 razy większej? O ile Zdanowska mogła się spodziewać startu Tomasza Treli, który póki co zaprzecza, o tyle zapowiedź ewentualnego startu Godsona była zaskoczeniem.

    Czarnoskóry poseł PO Zdanowską skrytykował za tempo zmian w mieście, zapowiedział przeprowadzenie ankiet, których wyniki dadzą mu odpowiedź, czy startować na prezydenta Łodzi, po czym wystąpił z PO. Wyniki ponad 2 tys. ankiet przedstawił przed tygodniem, ale decyzji o starcie nie podjął, ogłosiwszy, że potrzebuje kolejnej serii ankiet, które przeprowadzi za rok. Zagrywka zręczna, bo ogłoszenie startu rok przed wyborami, gdy nie jest się urzędującym prezydentem to prosta oferta dla przeciwników i wystawienie się na strzał. Jeżeli dla Godsona te ankiety mają być swego rodzaju alibi na uzasadnienie startu, to te za rok mogą wyjść o niebo lepiej. Platforma będzie wyczerpana ciągłymi atakami, bo miasto stanie, zatem jeśli dziś ponad 50 proc. ankietowanych widzi w Godsonie prezydenta Łodzi, to za rok ten wynik może być wyższy, a być może Godson liczy, że zbliży się nawet do 90 proc. Drugą zręczną zagrywką był ukłon Godsona w stronę Zdanowskiej za mocne zaangażowanie w promocję budżetu obywatelskiego. Rzucił Godson przy tym luźno, że jeśli prezydent nadal będzie tak pracowita, to on w ogóle może nie kandydować. Taki manewr może lekko uśpić Platformę, w szczególności Stowarzyszenie Młodych Demokratów, które publicznie punktuje wszelkie niekonsekwencje Godsona. W każdym razie czarnoskóry poseł już na starcie może wyprzedzać o ćwierć długości resztę stawki, bo to po prostu Godson, czyli najbardziej w tej chwili rozpoznawalny łódzki polityk. A to oznacza, że na kampanię nie będzie potrzebował tylu pieniędzy, co pozostali kandydaci. Zręczność Godsona z odsunięciem decyzji obliczona jest również na podtrzymanie zainteresowania mediów, bo to one są dla niego kluczowe w reklamowaniu siebie samego.

    Odwrotny problem ma Tomasz Trela, szef SLD w Łodzi. Oczywiście dziś nikt oficjalnie nie potwierdzi, że to on będzie kandydatem SLD w wyborach na prezydenta Łodzi. Jednak wskazuje na to logika poczynań. Kandydatem nie będzie Dariusz Joński, bo nie miałby motywacji do zwycięstwa, jego interesuje mandat posła i marsz pół kroku za Leszkiem Millerem oraz wizyty w studiach telewizyjnych. Gdyby SLD zdecydował się na poparcie kandydata niezależnego, spoza Sojuszu, nie inwestowałby pieniędzy na billboardy z samym tylko Trelą, tylko próbowałby wypromować przy okazji kilka innych nazwisk, które otwierałyby potem listy do Rady Miejskiej. W Sojuszu mówi się dziś, że "Tomek zdecydował się na długi marsz programowy, a nie propagandowy", co ma różnić go od kampanii Dariusza Jońskiego sprzed trzech lat. Joński zadanie miał łatwiejsze, wypromowało go referendum przeciw Kropiwnickiemu i wiceprezydentura Łodzi. Trela jest znany garstce, ale Sojusz chce to zmienić - wylansować kandydata i skojarzyć go z akcją przeciw podwyżkom, a tej towarzyszy zbieranie podpisów łodzian, co w wyborach może się zwrócić. Raczej jednak nie wystarczy, zatem Trela i Sojusz będą mocno uderzać w werbelek pod nazwą trasa W-Z.

    Jest też pytanie o konkurencję dla kandydata SLD.

    Dawny baron łódzkiego Sojuszu, czyli Krzysztof Makowski póki co ma związane ręce, bo jego Ruch Palikota jest trakcie przepoczwarzania się. Nową nazwę partii poznamy 6 października, zatem jakiekolwiek akcje piarowskie pod kątem nawet zakamuflowanej promocji wyborczej pod starą nazwą byłyby nonsensem. Ale Makowski w końcu się ujawni, bo partia Palikota nie ma w Łodzi nikogo w miarę znanego poza Makowskim. Poza tym sam Makowski chce wrócić do polityki, ma coś do udowodnienia głównie Jońskiemu i chyba zauważył, że to przysiadanie się na sesjach do swego klubiku w Radzie Miejskiej jest postrzegane jako udawanie radnego. To realista, zapewne więc nie liczy na prezydenturę, ani nawet drugą turę, ale mierzy w stworzenie klubu większego niż ma obecnie i złapanie tylu punktów w wyborach, by liczyć się w grze o wiceprezydenturę, bądź wejście do koalicji rządzącej - albo z SLD, albo z PO lub obiema partiami. Pytanie tylko, czy i ile urwie Tomaszowi Treli, bo choć jest bardziej rozpoznawalny, to Trela ma dziś mocniejszy szyld partyjny. Trzy lata temu lewicowa kontrkandydatka Jońskiego, czyli prof. Zdzisława Janowska urwała kandydatowi SLD aż 7 proc. głosów.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo