reklama

Julianów, czyli najbardziej elegancka część robotniczej Łodzi

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Zaktualizowano 
Jeden z domów osiedla przy ul. Skarbowej. Zaczęto je budować w na początku lat 20. minionego wiekuJulianów zawsze był ekskluzywną częścią Łodzi. Założony przez Juliusza Heinzla, gromadził łódzką inteligencję, bogatszą część społeczeństwa. CZYTAJ DALEJ >>>>Krzysztof Szymczak
Julianów zawsze był ekskluzywną częścią Łodzi. Założony przez Juliusza Heinzla, gromadził łódzką inteligencję, bogatszą część społeczeństwa. A do Łodzi włączyli go w sierpniu 1915 roku niemieccy okupanci. Tak jak Bałuty. Po latach Julianów stał się częścią tej dzielnicy miasta.

Na ul. Biegańskiego, Sowińskiego, Julianowskiej wille wybudowane w latach 30. XX wieku mieszają się z domami, które powstały kilka lub kilkanaście lat temu. Pan Stanisław mieszka tu ponad 30 lat. Mówi, że była to okazja. Mieszkał na Dąbrowie, aż tu nagle usłyszał, że ktoś chce zamienić dom na Julianowie na mieszkanie w blokach.

- Zrobiłem dopłatę, przeprowadziłem się na Julianów i nie żałuję - mówi pan Stanisław.

Julianów swe powstanie i nazwę zawdzięcza łódzkiemu fabrykantowi Juliuszowi Józefowi Heinzlowi. Jego ojciec Jan, przybył do Łodzi w 1834 roku i został tkaczem. Juliusz urodził się więc już nad Łódką. Poszedł w ślady ojca. Jego kariera to spełnienie snu o Ziemi Obiecanej. Kiedy Juliusz Józef Heinzel żenił się z Pauliną z Volkmanów, z umowy intercyzy wynika, że jego majątek wart był 105 rubli, jego żony - 2650. Juliusz Józef był człowiekiem bardzo pracowitym, znakomitym organizatorem, miał też sporo szczęścia i jego majątek szybko się powiększał. Po koniec lat 80. XIX wieku szacowano go na pięć milionów rubli.

Swą karierę Juliusz Józef Heinzel rozpoczynał w tkalni Karola Scheiblera.

- Był między innymi jednym z przywódców buntu tkaczy, który wybuchł w 1861 roku - wyjaśniała nam, Alina Jabłońska, znana przewodniczka po Łodzi. - Tkacze niszczyli maszyny, bo te odbierały im pracę.

Gdy nastąpił kryzys bawełniany, Juliusz Józef Heinzel miał już fabrykę, tyle, że jak się wtedy w Łodzi mówiło, „robił w wełnie”. Szybko nazwano go łódzkim królem wełny. Miał fabrykę przy ul. Piotrkowskiej, razem z Juliuszem Kunitzerem założył Widzewską Manufakturę. Heinzel kupił też folwark, który był pozostałością majątku Radogoszcz. Są to tereny dzisiejszego parku im. Adama Mickiewicza, znanego jako park julianowski. W tym samym czasie Juliusz Heinzel został baronem, a w zasadzie kupił sobie ten tytuł. Podobno zrobił to pod wpływem synów: Juliusza Teodora i Ludwika. Tytuł barona Juliusz Heinzl zdobył dzięki pewnemu fortelowi. Został zaadoptowany przez bezpotomną przedstawicielkę arystokratycznego roku. Tym samym uzyskał tytuł barona i stał się właścicielem zamku Hohenfels w księstwie Sachsen-Coburg-Goth. Oczywiście, za tą „adopcją” kryły się ogromne pieniądze!

- W obecnym parku julianowskim, w miejscu dawnego dworu, Heinzel wybudował okazały pałac - opowiadała nam Alina Jabłońska. - Miał już pałac przy ulicy Piotrkowskiej 104, ale wokół były kominy fabryczne, hałas, a on chciał czego innego. Na Julianowie wybudował swoją reprezentacyjną rezydencję. Przy jej budowie wykorzystał walory naturalnego otoczenia tego terenu. Między innymi przepływającą tam rzekę Sokołówkę, wcześniej znaną jako Brzoza, a także znajdujące się wokół wzniesienia.

Park, rzeka, pałac stanowiły integralną całość. Pałac Heinzlów przypominał pałac w warszawskich Łazienkach. Z wielką starannością zaprojektowano znajdujący się wokół niego park. Z Berlina sprowadzano m.in. okazałe lipy, wybudowano kaskady. Wytyczono aleje, posadzono kwiaty. Obok parku był też ogród warzywny i wspaniały sad. Sam pałac wybudowano w renesansowym stylu, znajdowało się w nim miejsce, gdzie prezentowano kolekcje sztuki. Po znajdujących się tu stawach pływano łódkami.

Po śmierci Juliusza Józefa Heinzla teren ten odziedziczył jego syn Juliusz Teodor. Ale dzieci i bracia Juliusza Teodora nie mieli zacięcia do interesu. Rodzinna firma podupadła. Spolonizowana rodzina Heinzlów jeszcze w 1938 roku sprzedała pałac i park łódzkiemu magistratowi. W pałacu miało powstać muzeum. Wybuch wojny pokrzyżował te plany. W pałacu Heinzlów siedzibę miał sztab Armii Łódź. 6 września 1939 roku budynek ten został zbombardowany. Nalot uszkodził pałac, który został rozebrany przez Niemców. Dziś po pałacu Heinzlów nie ma śladu. W miejscu, gdzie stał, znajduje się rozległa polana oraz głaz poświęcony pamięci sztabu Armii Łódź... Nie ma też okazałej bramy prowadzącej do rezydencji od strony ul. Zgierskiej, kaskad. Pozostały za to stawy. Na jednym z nich jest wyspa.

Jedną z charakterystycznych budowli na Julianowie stanowi wilia, która znajduje się przy ul. Orzeszkowej. Przed wojną była niemieckim domem, który po zakończeniu okupacji upaństwowiono. Przez lata znajdował się tu hotel dla komunistycznych vip-ów. Tu podobno w czasie wizyt w Łodzi nocował towarzysz Edward Gierek. W tym hotelu zatrzymała się podczas łódzkiej wizyty w mieście włókniarzy pierwsza kobieta, która poleciała w kosmos, Walentyna Tiereszkowa. Dziś w tej poniemieckiej willi mieści się łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej, m.in. jego archiwum.

Jedną z części Julianowa jest osiedle przy ul. Kalinowej, Morwowej, Osinowej. 52-letni Piotr Kulawik nieraz wybiera się na ul. Morwową. Patrzy na małe, smutno wyglądające domy ze spadzistymi dachami i przypomina sobie wakacje, które spędzał tu w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

- Mieszkałem wtedy z rodzicami na Pomorzu i na wakacje przyjeżdżałem do babci, właśnie na ulicę Morwową - wspomina Piotr. - Przed domem rosły morwy, biegaliśmy po nich z kolegami. Lubiliśmy też siadać na murze oddzielającym osiedle od szpitala imienia Biegańskiego i przyglądaliśmy się chorym.

Osiedle przy ul. Kalinowej nazywane było „Berlinkiem”. Zostało wybudowane przez Niemców, w latach 1941-1944 i stanowi przykład faszystowskiego budownictwa. Starsi łodzianie opowiadali, że osiedle to zostało zbudowane tak, że z góry wyglądało, jakby tworzyło swastykę. Nie jest to jednak prawdą. Łódź została objęta ustawą, która określała, jak mają wyglądać niemieckie miasta. Normy te wyznaczał Abert Speer, naczelny architekt III Rzeszy.

W 1923 roku, a więc kiedy o „Berlinku” nikt nawet nie śnił, powstał plan, by na Julianowie wybudować osiedle dla pracowników łódzkiej „skarbówki”. Zawiązano spółdzielnię, która zaczęła budować osiedle zwane skarbowym. Według planów miało mieć około 300 domów i ponad 600 mieszkań. Zbudowano je w stylu dworkowym. Wokół były niewielkie ogródki. W domach paliło się w piecu, ale miały one kanalizację, instalację gazową. Tak jak na osiedlu Montwiłła Mireckiego znajdował się tu kocioł gazowy. Mieszkała tu łódzka inteligencja, ludzie wykonujący tzw. wolne zawody oraz pracownicy „skarbówki”. Udało się wybudować 125 mieszkań. Reszta działek została sprzedana jeszcze przed wojną. W latach 30. wybudowano tu luksusowe jak na tamte czasy wille.

Po drugiej stronie ul. Zgierskiej znajduje się szpital im. Biegańskiego. Na początku XX wieku Łódzkie Żydowskie Towarzystwo Dobroczynne uznało, że należy wybudować szpital dla psychicznie chorych, wyznania mojżeszowego. Powołano specjalną komisję, kupiono działkę i w 1910 roku rozpoczęto przy ul. Szpitalnej, bo tak kiedyś nazywała się ul. Biegańskiego, budowę szpitala. Przerwała ją wojna. Budynki, które zdążono postawić, przejął w dzierżawę łódzki magistrat. Zorganizowano tu miejski szpital zakaźny. W okresie międzywojnia jego dyrektorem był Aleksander Margolis. Był on ojcem Alicji Margolis, żony Marka Edelmana, legendarnego przywódcy powstania w gettcie warszawskim. Alicja była pierwowzorem słynnej Ali z elementarza Mariana Falskiego. Losy Aleksandra Margolisa były tragiczne, został on zamordowany na Radogoszczu... We wojnę szpital przejęli Niemcy. Po jej zakończeniu nadano mu imię Władysława Biegańskiego, lekarza i działacza społecznego. W latach pięćdziesiątych wyburzono drewniane pawilony szpitala, wybudowano nowe. Dziś jest tu m.in. nowoczesny oddział kardiologiczny, zakaźny...

Na Julianowie mieszkał Leszek Fabian, były łódzki kolarz, potem trener. Urodził się w kwietniu 1939 roku, w domu przy ul. Skarbowej 28. Budynek wyróżnia się na tle innych domów stojących na Julianowie. To trzyklatkowy dom zamieszkały przez kilkanaście rodzin.

- Miał w nim być dom kultury, ale zmieniono plany i urządzony w nim mieszkania - wyjaśniał nam Leszek Fabian. Dom ten był częścią tzw. osiedla skarbowego.

CZYTAJ INNE ARTYKUŁY

Rodzina Leszka Fabiana wprowadziła się na ul. Skarbową w 1934 roku. Wcześniej mieszkali niedaleko, na rogu ul. Skarbowej i Zgierskiej. W tym domu, w 1933 roku, doszło do tragedii. 8-letni Janusz, starszy brat Leszka, wyszedł do ogrodu. Ktoś spuścił na dół przewód elektryczny. Chłopiec nie zauważył go i został śmiertelnie porażony. Państwo Fabianowie nie chcieli mieszkać w domu, który kojarzył się z takim dramatem. Przeprowadzili się na ul. Skarbową 28. Mieszkania były ładne. To należące do Fabianów miało 78 metrów kwadratowych powierzchni, łazienkę, dębowy parkiet. Dom ma do dziś 150-metrową studnię głębinową.

Leszek Fabian wyjaśnia, że lokatorzy mieszkali tylko w dwóch skrajnych klatkach. Przez środkową wchodziło się do pomieszczeń gospodarczych i pięknej, wyłożonej parkietem sali gimnastycznej. Przed wojną spotykali się tam m.in. członkowie łódzkiego „Strzelca”. Po wojnie była tu m.in. sekcja kolarska klubu „Świt”. Dziś swoje pomieszczenia ma tu jedna z działających w Łodzi fundacji.

W domu tym mieszkali m.in. urzędnicy łódzkiej „skarbówki”. Jak na przykład pan Torbus, który przed i po wojnie pracował w „akcyzie”. Na parterze mieszkali państwo Baranowscy. Leszek Fabian mówi, że w czasie wojny Niemcy aresztowali pana Baranowskiego, który zginął potem w Dachau. Na pierwszym piętrze mieszkała pani Frania Bobińska. Przed wojną i po jej zakończeniu pracowała w księgowości szpitala im. Biegańskiego, znajdującego się przy ul. Kniaziewicza. W prawej klatce mieszkała Henryka Janas z mężem Piotrem. Na pierwszym piętrze po lewej stronie lokal zajmowała pani Budrewicz, nauczycielka matematyki. A na parterze mieszkała pani Bronia Grabska, która prowadziła cukiernię na ul. Zgierskiej. W środkowej klatce, tej z salą gimnastyczną, na dole mieszkanie miał dozorca Janiszewski, z żoną i trojgiem dzieci. Na parterze, w klatce Fabianów, mieszkała też Joanna Śniegocka, magister farmacji. Pochodziła ze starej, polskiej rodziny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przyjechała do Łodzi z Odessy.

Jan Władysław Fabian, ojciec Leszka, skończył farmację w Kazaniu, a urodził się w Petersburgu, w polskiej rodzinie. Do Polski dotarł przez Finlandię, Estonię. Po przybyciu do Łodzi pracował w łódzkich aptekach. W Łodzi poznał swoją żonę, Zofię z Otorowskich. Jej rodzina od lat była związana z Łodzią. Jej rodzice mieszkali w domu przy ul. Wysokiej, który stoi do dziś.

Gdy wybuchła wojna, mieszkańcy osiedla „skarbowego” zostali wysiedleni przez Niemców. W grudniu 1939 roku wkroczyli do ich mieszkań żołnierze i dali kilkanaście minut na wyprowadzkę. Pojawili się też w domu przy ul. Skarbowej 28. Leszek Fabian opowiada, że mama była wtedy sama z nim w domu.

- Ja miałem kilka miesięcy - wspomina Leszek Fabian, który zna tę historię z opowieści mamy. - Kiedy weszli do nas Niemcy, mama powiedziała, że jestem chory. Hitlerowcy kazali pokazać jakieś zaświadczenie. Mama pobiegła wtedy do mieszkającego na rogu ulicy Skarbowej doktora Probsta. Wypisał zaświadczenie. A Niemcy zostawili nas w tym domu. Oczywiście na jakiś czas.

Wykorzystali to sąsiedzi, którzy musieli opuścić dom. Przychodzili tu po swoje rzeczy. Przy pomocy Fabianów przez okno w łazience dostawali się do swoich mieszkań, a potem wynosili meble.

- Niemcy plombowali mieszkania, które kazali opuścić lokatorom - tłumaczy Leszek Fabian. - Naklejali na nim papier. Ale moczyło się ten papier, odklejało, a potem znów przyklejało.

Rodzina Fabianów musiała wreszcie wyprowadzić się z domu przy ul. Skarbowej 28 i zamieszkała w kamienicy przy ul. Kilińskiego 116.

Jan Władysław Fabian zmarł w marcu 1944 roku w dziwnych okolicznościach. Pracował w aptece znajdującej się na rogu ul. Radwańskiej i Piotrkowskiej - istnieje zresztą ona do dziś. Był tam jedynym Polakiem. 16 marca wkroczyło do apteki kilka osób.

- Ojcu jako jedynemu Polakowi kazali się zaszczepić - wspomina Leszek Faboan. - Dali mu zastrzyk... Po tym tata umarł. Już sztywnego przyniesiono go do domu... Miał 46 lat.

Niedługo po tym Zofii Fabian kazano zgłosić się z synem do urzędu zajmującego się sprawami rasowymi.

- Kazali mamie mnie tam zostawić, ale udało się jej jakość ich przekonać, żeby z tym poczekali - wspomina Leszek Fabian. - Wypuścili mnie. Mama zaraz wywiozła mnie do Kazimierza. Zamieszkałem u państwa Olejniczaków, rodziny sąsiadów z ulicy Skarbowej. Tam byłem do końca wojny.

Zaraz po wyzwoleniu Leszek Fabian wrócił z mamą na ul. Skarbową. Matce za słoninę i spirytus udało się wynająć furmankę, na którą zapakowali meble. Gdy pojawili się w końcu w drzwiach swego dawnego mieszkania ujrzeli przerażający widok. Na żyrandolu wisiała Niemka, druga była odcięta ze sznurem.

- Była to matka i dorosła córka - tłumaczy Leszek Fabian. - Nie miały prawdopodobnie jak uciec z Łodzi, więc się powiesiły. Potem Rosjanie zabrali ich zwłoki i rzucili koło domu. Pamiętam, że leżały na śniegu. Nie wiem, co potem stało się z tymi zwłokami.

Fabianowie nie zamieszkali już w tym mieszkaniu. Przenieśli się piętro wyżej. Zajęli lokal po sąsiadach, którzy nie wrócili z wojny.

Powoli wracali przedwojenni lokatorzy kamienicy. Całą wojnę przeżył w niej dozorca Janiszewski. Gdy Łódź opuścili Niemcy, zaryglował drzwi i nie wpuszczał szabrowników. Po wojnie umarła jego najstarsza córka Irena. On potem z rodziną przeprowadził się do bloków. Do domu wróciła Joanna Śniegocka, rodzina Baranowskich, pani Frania Bobińska, która wojnę przeżyła w okolicach Widawy. Wrócili Torbusowie, Janasowie. Pojawili się też nowi lokatorzy, jak Wacław Ogłaza, który pracował na wysokim stanowisku w urzędzie miasta, czyli jak się wtedy mówiło - Radzie Narodowej. Zamieszkała pani Michalak, ciotka Leszka Fabiana. Do budynku wróciło życie i gwar.

Leszek Fabian pamięta, że gdy po wojnie wrócił na ul. Skarbową, w mieszkaniach pozostały bluzy mundurów i czapki żandarmów, tzw. koguty. W domu pojawili się żołnierze radzieccy. Sztab Armii Czerwonej mieścił się na ul. Julianowskiej. Żołnierze zamieszkali w pomieszczeniach koło sali gimnastycznej. Pan Leszek pamięta, że wyświetlali w niej filmy. Chodził je oglądać. Żołnierze brali go na ramiona, by lepiej widział. Dwóch oficerów radzieckich wynajęło pokój u państwa Torbusów.

- Byli to kulturalni panowie - twierdzi Leszek Fabian.- W mieszkaniu Tobusów był pokój z dwoma tapczanami, więc zapytali, czy mogą się tam zatrzymać.

Leszek Fabian zapamiętał dwie wizyty Rosjan w jego domu. Raz przyszli pożyczyć kozetkę, której już nie oddali. Potem pojawiła się dwu czy trzyosobowa ekipa Rosjan. Spojrzeli na tapczan i wycięli z niego kawałek materiału.

- Na suknię potrzebne, bo Natasza idzie do teatru - wytłumaczyli i po prostu odeszli. A w tapczanie pozostała wielka dziura...

Ale Leszek Fabian pamięta, że za domem, na placu, rozstawili kuchnię polową. Ile razy się tam pojawił, to dostawał od nich coś do jedzenia dla siebie i mamy.

- Przypuszczam, że mieszkał u nas oddział NKWD - mówi Leszek Fabian. - Twierdzili, że idą na Berlin. I wraz z frontem odeszli.

Leszek Fabian mieszkał na Julianowie do 1975 roku. Pracował w EC III w Łodzi, budował elektrownię w Adamowie. Potem skończył specjalizację kolarską na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Sam uprawiał kolarstwo, a potem był trenerem w klubach, m.in. w łódzkim Włókniarzu, Widzewie. Społem. Teraz na Julianowie, w domu przy ul. Skarbowej mieszkają jego dzieci...

CZYTAJ INNE ARTYKUŁY

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Maciej.G

Urodzilem sie na Julianowie [ Berlinku ] w 70r.Do przedszkola chodzilem przy ul. Osinowej.Cale lata 70-te oraz czesc lat 80-tych tam spedzilem . bawiac sie z moimi kolezankami i kolegami.Wiekszosc opisanych w artykule miejsc i faktow doskonale pamietam. badz znam z opowiesci moich Dziadkow lub literatury . Dluuuugo by opowiadac ! Mieszkajac w innej czesci miasta. czasami Tam zagladam. Magiczne miejsca oraz czasy.Powiecie pewnie ze to byla mlodosc ! Pewnie tak.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3