Kobieta zginęła na pielgrzymce. Co się stało z panią Kazimierą z Bełchatowa? Tajemnicze zaginięcie w czasie pielgrzymki

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Archiwum policji/archiwum rodzinne
Niedługo minie 10 lat gdy zniknęła bez śladu Kazimiera Zaremba. Mieszkanka Bełchatowa pojechała na pielgrzymkę do Wilna i z niej nie wróciła. Dziś miałaby 89 lat.

10 lat temu Kazimiera Zaremba z Bełchatowa pojechała na pielgrzymkę

Zbigniew Mizera jest mężem wnuczki Kazimiery Zaremby. Mimo, że od jej zniknięcia minie niedługo 10 lat rodzina nie może się z tym pogodzić.

Może żyje tam gdzieś za granicą? - zastanawia się Zbigniew. - Była zdrowa, na nic nie narzekała. Dziś ma 89 lat. Może jeszcze żyć…

Kazimiera Zaremba mieszkała na jednym z bełchatowskich osiedli. Należała do parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Bełchatowie. Była bardzo religijną osobą. Codziennie chodziła do kościoła, bywała w nim nawet dwa – trzy razy dziennie. Zaprzyjaźniła się z młodym wtedy wikarym pracującym w parafii, księdzem Piotrem.

Była bardzo z nim zżyta, traktowała go jak syna – twierdzi Zbigniew Mizera. - Bardzo często odwiedzał ją w domu.

Kiedy we wrześniu 2012 roku parafia organizowała pielgrzymkę do Wilna, do Matki Boskiej Ostrobramskiej pani Kazimiera była jedną z pierwszych, która się zapisała. To miała być jej pierwsza zagraniczna podróż. Marzyła, by zobaczyć cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej i pomodlić się przed nim o zdrowie oraz pomyślność dla rodziny.

Babcia nie była za granicą, ale jeździła na krajowe pielgrzymki – wyjaśnia Zbigniew. - To była jej siódma pielgrzymka.

Kazimiera Zaremba pielgrzymowała do Lichenia, Częstochowy. Rodzina nie była jednak zadowolona, że mama i babcia chce jechać do Wilna. Córki prosiły, by dała sobie spokój z takim wyjazdem. Ona się uparła.

Ale babcia była osobą samodzielną, nie ubezwłasnowolnioną – twierdzi jej wnuczek. - Nikt nie mógł jej zabronić wyjazdu

.

Tym bardziej, że ks. Piotr bardzo namawiał ją na wyjazd. Do Wilna miała jechać też sąsiadka z ulicy, znajomi z parafialnego Kółka Różańcowego, które tą pielgrzymkę organizowało. No i przede zaprzyjaźniony ksiądz...

Na pielgrzymkę z parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Bełchatowie do Wilna wyjechało 55 osób. Rano 28 września 2012 roku wsiedli do autokaru, który zajechał przed kościół. Po drodze zatrzymali się w Augustowie. Tam mieli nocleg. Rano ruszyli do Wilna. Po drodze zwiedzali Troki. Klasyczny program pielgrzymek do Wilna.

Kazimiera Zaremba nocowała w pokoju z sąsiadką z ulicy. Dobrze znała popularną Dziudzię. Tak bowiem nazywano Kazimierę. Potem sąsiadka opowiadała, że jej współlokatorka podczas tego pierwszego noclegu zachowywała się dziwnie.

Była pobudzona, chodziła po pokoju – mówiła po powrocie z Wilna. - Ubrała się, chciała wychodzić z pokoju…

Rodzina Kazimiery była zdziwiona tymi opowieściami o zachowaniu zaginionej kobiety.

Jeżeli rzeczywiście coś takiego się działo to mogli zadzwonić do rodziny, mieli telefon – jeszcze dziś denerwuje się Zbigniew. - Byśmy wsiedli w samochód i pojechali po babcię!

Potem pielgrzymi szeptali, że Kazimiera Zaremba miała Alzheimera. Rodzina temu zaprzecza. Nikt nie stwierdził u ich mamy i babci takiej choroby.

Ten pierwszy wyjazd za granicę, jeszcze do Ostrej Bramy musiał na niej zrobić wrażenie – uważa rodzina pani Kazimiery. - Bardzo na tę pielgrzymkę czekała. Wizyta u Matki Boskiej Ostrobramskiej była jej wielkim marzeniem! Dlatego ten wyjazd tak przeżywała. Była to przecież starsza osoba. Może stąd to zachowanie na które zwrócili uwagę pielgrzymi?

Trzeba realizować program!

W sobotę, 29 września koło południa pielgrzymi z Bełchatowa byli w Wilnie. Mieli umówioną mszę świętą w Ostrej Bramie. Kazimiera Zaremba brała w niej udział w mszy świętej Tu widziano ją ostatni raz. Po zakończeniu mszy świętej okazało się, że Kazimiery Zaremby nie ma…

Tu pojawia się kilka wersji wydarzeń. Jedna mówi, że Dziudzia poszła do kiosku kupić widokówki. Nie było jednak znaczków, więc poszła dalej, by ich poszukać. Inni twierdzili, że kobieta poszła szukać toalety…

Czas mijał, a kobiety nie było. Tu znów pojawia się inne wersje dotyczące poszukiwań Kazimiery Zaremby. Część pielgrzymów mówi, że czekano na nią 15 minut. Kolejni, że było to 30, a nawet 40 minut. Podobno kilka osób poszło szukać Kazimiery. Inni się denerwowali.

Przyjechaliśmy po to, żeby zwiedzać, a nie kogoś szukać! - krzyczeli.

Ks. Piotr zadzwonił na komórkę do Dziudzi. Usłyszał głos córki. Okazało się, że Kazimiera zapomniała ze sobą zabrać telefonu.

Może gdyby wzięła komórkę to teraz byłaby z nami? - zastanawia się rodzina zagubionej kobiety.

Uczestnicy pielgrzymki nie poczekali na Kazimierę. Pojechali bez niej realizować program pielgrzymki. A potem wrócili do Bełchatowa. Jedno miejsce w autokarze było wolne.

Zbigniew Mizera twierdzi, że w tej sprawie jest wiele niewiadomych. Zaraz po zaginięciu nikt nie zgłosił sprawy do Polskiej ambasady, nie obdzwoniono szpitali. Kobieta zaginęła w sobotę, a polska ambasada dowiedziała się o tym niedzielę.

- To ja powiadomiłem o tym ambasadę! - mówi Zbigniew Mizera. - Tak naprawdę nikt babci nie szukał. Nie znała adresu hotelu w którym mieli mieszkać uczestnicy pielgrzymki.

Dla Zbigniewa Mizery od początku ta sprawa jest dla niego bardzo dziwna.

Mam wrażenie, że coś jest przed nami ukrywane – mówi. - Sąsiadka, która mieszkała z babcią w pokoju nagle przestała z nami rozmawiać.

Rodzinie pani Kazimiery nie udało się ustalić organizatora pielgrzymki. Ks. Piotr twierdził, że był tylko opiekunem duchowym. Pieniądze na wyjazd zbierał szef parafialnego Kółka Różańcowego. Pojechali autokarem wynajętym w okolicznej firmie.

A pielgrzymi byli ubezpieczani już po przyjeździe do Polski! - twierdzi Zbigniew Mizera. - To udało się nam ustalić!

Rodzinę wzburzyło to, że już po dwóch tygodniach umorzono śledztwo w tej sprawie zaniedbań organizatorów pielgrzymki.... Ich zdaniem sprawa została zamieciona pod dywan.

Jest na nagraniach

Potem okazało się, że Kazimierę nagrały kamery monitoringu. Najpierw przez 4 godziny krążyła po parkingu na którym zaparkowano autokar. Widać jak Kazimiera Zaremba chodzi po parkingu i łapie za klamki samochodów. Pojawiła się tam godzinę po tym jak odjechał autokar z pielgrzymami.

Nocleg mieli 80 metrów od tego miejsca! - oburza się wnuk zaginionej. - Do dziś nie możemy zrozumieć co się stało. Nie chodzi nam o ukaranie kogoś, ale wyjaśnienie sprawy.

Monitoring uchwycił ją na stacji benzynowej, w innej dzielnicy, przy osiedlu mieszkaniowym. To kilka kilometrów od Ostrej Bramy. Tam ślad się urwał. Była to niedziela 30 września 2012 roku o godzinie 9.20.

- Według mnie ktoś ją tam podwiózł mamę, chyba nie dałaby rady przejść tak dużej odległości – mówiła po zaginięciu jej córka,,
Wileńska policja ustaliła, ze Kazimiera Zaremba weszła na stację benzynową. Tam zapytała czy może kupić rumianek.

Sprzedawczyni mówiła po polsku. Wytłumaczyła starszej kobiecie, że na stacji benzynowej rumianku nie kupi. Musi iść do apteki. Kazimiera odeszła…

Kiedy ostatni raz nagrały ją kamery znajdowała się na ul. Kalwaryjskiej, była bez płaszcza i torebki. Potem jeszcze chwilę rozmawiała z miejscowym dozorcą.

Jest mi zimno! - miała powiedzieć…

Rodzina jest bardzo rozczarowana zachowaniem ks. Piotra, opiekuna duchowego pielgrzymki, który dziś jest proboszczem w Milejowie. Długo nie przychodził do rodziny Kazimiery. W końcu pojawił się z właścicielem firmy, która wynajmowała autokar.

Zaginęła na własne życzenie! - miał powiedzieć do rodziny uśmiechnięty ks. Piotr. - Nie musiała jechać na pielgrzymkę!

Potem rodzina zgłosiła się do księdza po rzeczy, które Kazimiera Zaremba zostawiła w autokarze. Torbę przekazał im organista. Dziś ks. Piotr nie chce rozmawiać o tej sprawie.

Nie ma śladu!

Po zaginięciu rodzina Kazimiery pojechała do Wilna. Przeszli śladami babci. Rozmawiali z proboszczem z Ostrej Bramy.

- Nie wiedziałem, że ktoś zaginął podczas pielgrzymki – mówił zszokowany litewski ksiądz.

Kazimierę Zarembę szukała policja, harcerze, wojsko. Rodzina odwiedziła wszystkie polskie instytucje w Wilnie…Wynajęła detektywa.

- Teściowa odwiedzała różnych jasnowidzów – mówi Zbigniew Mizera. - Także tego najsłynniejszego z Człuchowa. Jeden mówił, że babcia żyje w okolicach Wilna. Kolejny powiedział, że umarła..

Sprawdzili wszystkie domy pomocy społecznej, noclegownie. Oglądali zdjęcia niezidentyfikowanych zwłok. Wileńska policja ma ich DNA. Choć mija 10 lat nikt nie wie co stało się z Kazimierą, która tak chciała zobaczyć Ostrą Bramę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Mówiąc wprost: to rodzina wypuściła staruszkę, która ewidentnie miała już kłopoty z głową. To oni nie zadbali, aby wzięła komórkę i żadne z nich nie pojechało dla opieki A na koniec usiłują ubarwiać rzeczywistość i zganiać na innych, że się nie opiekowali ich matką.

Skoro ta matka nie miała Alzheimera i nie była ubezwłasnowolniona, to miała prawo opuścić wycieczkę, prawda?Słabe to.

Co się stało?

Albo staruszka gdzieś mieszka bez pamięci, w jakimś DPSie, albo umarła. Jest prawdopodobne, że zmarła gdzieś na uboczu i jej ciała nikt nie odnalazł.
G
Gość
Podrywacze są wszędzie.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie