Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi powstała 75 lat temu. Jaka jest historia filmowej Łodzi?

Anna Gronczewska
Tworzono tu takie rekwizyty jak ten telefon do filmu "Kingsajz"
Tworzono tu takie rekwizyty jak ten telefon do filmu "Kingsajz" archiwum Dziennika Łódzkiego/Łódzkie Centrum Filmowe/Szkoła filmowa
Udostępnij:
75 lat temu powstała Wytwórnia Filmów Fabularnych, była dumą Łodzi. Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi była przez lata wizytówką Łodzi. Kręcono w niej setki polskich filmów, seriali. Mija 75 lat od jej powstania.

75 lat temu powstała Wytwórnia Filmów Fabularnych, była dumą Łodzi

W 1945 roku Warszawa leżała w gruzach, więc w Łodzi zatrzymali się znani przedwojenni aktorzy, twórcy filmowi. Ale pewnie miasto nie stałoby się z czasem stolicą polskiego filmu, gdyby nie przyjechał tu Aleksander Ford. Przed wojną wyreżyserował takie filmy jak „Legion ulicy” czy „Ludzie Wisły”. Potem został żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego. I w jego mundurze przybył do Łodzi. Był już wtedy szefem Czołówki Filmowej Wojska Polskiego, która wędrowała z polską armią i filmowała działania wojenne. W jej skład wchodzili wybitni twórcy kina, jak Jerzy Bossak, Władysław i Adolf Forbertowie. Razem z nimi do Łodzi przyjechał Olgierd Samucewicz, który miał rosyjskie korzenie. Kiedy Ford zadecydował, że tu będzie budował polski przemysł filmowy, stał się jego prawą ręką.

Jak możemy przeczytać w książce „Fabryka snów” Stanisława Zawiślińskiego i Tadeusza Wijaty Poświęconej Wytwórni Filmów Fabularnych, trzeba było znaleźć miejsce, gdzie mogłoby powstać w Łodzi jej atelier. Jedna z wersji mówi, że miejsce przy ul. Łąkowej wybrała Stefania Koprowicz, która potem przez wiele lat pracowała jako księgowa w Wytwórni Filmów Fabularnych. Była żoną znanego dźwiękowca, Józefa Koprowicza, a jej syn Jacek dziś reżyserem filmowym. Jej mąż pracował m.in przy „Zakazanych piosenkach”, „Pożegnaniach” czy „Stawce większej niż życie”. Natomiast Jacek Koprowicz reżyserował takie filmy jak „Medium" czy „Mistyfikacji”.

Pani Stefania opowiadała, że przed wojną pracowała w składnicy harcerskiej – wspominał nam Tadeusz Wijata. - W czasie wojny razem z koleżanką szyła z brezentu mundury, plecaki. Po wyzwoleniu zostało im sporo tego materiału, więc poszła do pałacyku przy ul. Targowej 61, gdzie stacjonowały wojskowe władze Łodzi. Chciały im przekazać ten materiał. W pałacyku spotkały Aleksandra Forda. Ten zapytał łodzianki czy nie znają miejsca, gdzie można by było umieścić filmowe atelier.
Kobiety wskazały przedwojenną halę sportową przy ul. Łąkowej. Ta hala została wybudowana w 1938 roku, a więc niedługo przed wybuchem wojny, z myślą o grach zespołowych.

Inna wersja dotycząca siedziby wytwórni mówi, że w tej hali zorganizowano spotkanie nowych władz z mieszkańcami Łodzi. Na tym spotkaniu miał być Olgierd Samucewicz. Hala mu się bardzo spodobała i powiedział o niej Fordowi. Ten załatwił, że została przeznaczona na potrzeby polskiego filmu.

Łódź stawała się filmowa

Ale zanim powstało atelier Wytwórni Filmów Fabularnych filmowcy stacjonowali w różnych punktach Łodzi. Opowiadał nam o nieżyjący już profesor Edwarda Zajicek, wykładowca łódzkiej Szkoły Filmowej, wcześniej wieloletni kierownik produkcji. Łodzianin, który okupację spędził w Warszawie. Po wyzwoleniu został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego. Do Łodzi wrócił więc w mundurze. Na początku lutego 1945 roku został skierowany do Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego. Profesor wspominał, że w jego rodzinnym mieście pełno było wtedy wolnych mieszkań, przede wszystkim w centrum.

Zwolnili je Niemcy, którzy przed wkroczeniem Armii Czerwonej uciekli z miasta – wyjaśniał profesor Zajicek. - Dom dziadka na Julianowie znów został zajęty. Tym razem na komisariat milicji. Ja zamieszkałem w kamienicy przy ul. Narutowicza 39. Wybrałem sobie mieszkanie na trzecim piętrze. Ponieważ, jak na moje potrzeby było za duże, oddałem je do dyspozycji Wytwórni. Dzieliłem je w rezultacie z rówieśnikami, m.in.: Wojciechem Hasem, Natanem Grossem, Stanisławem Różewiczem, Jerzym Twardowskim, Mieczysławem Verocsym. Były to niezapomniane czasy i przyjaźnie.

Niedaleko, bo w kamienicy przy ul. Narutowicza 90, gdzie potem swą siedzibę miały Łódzkie Zakłady Wytwórcze Kopii Filmowych, urzędował sekretarz generalny Filmu Polskiego (w organizacji) - Jerzy Toeplitz.

Odbyłem z nim sympatyczna, wstępną rozmowę – opowiadał Edward Zajicek. – Ostateczna decyzja należała do Aleksandra Forda. Kierownictwo Wytwórni mieściło się w dawnym pałacyku Oskara Kona, przy ul. Targowej 61 tam gdzie dziś ma siedzibę rektorat Szkoły Filmowej. Major Ford miał gabinet na pierwszym piętrze, tam gdzie obecnie jest sala projekcyjna. Przyjęła mnie bardzo sympatyczna sekretarka, młoda kobieta o zupełnie siwych włosach, pani Sława Górecka. Potem wezwał mnie do siebie Ford. Opinia Toeplitza widocznie była pozytywna. Po krótkiej rozmowie zostałem przyjęty do Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego i skierowany do dyspozycji ówczesnego szefa produkcji Wytworni, porucznika Juliusza Turbowicza, przedwojennego producenta. Jako jego asystent wykonywałem, rozmaite polecenia związane z organizacją zdjęć i produkcją filmów

Ford szukał fachowców

Przyszła wytwórnia miała atelier, ale brakowało specjalistów, którzy potrafiliby je zagospodarować. Aleksander Ford zaczął szukać fachowców. M.in ściągnął do Łodzi Stefana Dękierowskiego, który przed wojną stworzył w Warszawie znaną wytwórnię „Falanga”. To właśnie w niej zrealizowano większość polskich filmów, które powstały w latach trzydziestych minionego wieku. Za nim przybyło do Łodzi wielu ludzi filmu.

Wiąże się z tym pewna historia – opowiadał nam Tadeusz Wijata. - Ludzie ci mieli przyjechać do Łodzi na trzy miesiące. Pomóc przy organizacji wytwórni, atelier i wrócić do stolicy. Ale w Warszawie wprowadzono obowiązek meldunkowy. Nie mogli się już tam zameldować i tak wielu z nich stało się łodzianami.

Kiedy tworzono łódzką wytwórnię ulica Łąkowa wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Był park im .Poniatowskiego, hala i kościół Matki Boskiej Zwycięskiej. Widać to dobrze między innymi na fotosach z filmu „Ulica Graniczna" wyreżyserowanego właśnie przez Aleksandra Forda. Dekoracje do tego filmu zbudowano tak, że sięgają samego parku. Potem były też wykonywane w innych filmach.

Początkowo biura wytwórni mieściły się nadal w centrum Łodzi. Aleksander Ford zajmował na ten cel głównie kamienice przy ul. Narutowicza. Filmowe były te pod numerami: 67, 69 oraz 86/88. Pod tym ostatnim numerem przez lata działały Łódzkie Zakłady Wytwórcze Kopii Filmowych. Natomiast centrala wytwórni mieściła się na początku przy ul.Sienkiewicza 33. Ale Aleksander Ford nie myślał tylko atelier, miał znacznie szersze plany/ Otwarto też zakład produkcji projektorów filmowych. Zdawano sobie bowiem sprawę jak znakomitym narzędziem propagandowym jest film.

"Zakazane piosenki" nie były pierwsze

Oficjalnie pierwszy polskim filmem fabularnym były „Zakazane piosenki”. Jednak profesor Zajicek zapewniał nas, że pierwszym polskim filmem fabularnym, do którego produkcji przystąpiono po wojnie nie były „Orły i sokoły”.

Zdjęcia do „Orłów i sokołów” zostały nakręcone latem 1945 , kiedy „Zakazane piosenki” były dopiero w projekcie - wyjaśniał Edward Zajicek.- „Orły i sokoły”, to socjalistyczna wersja „Janka Muzykanta” według scenariusza Jana Rojewskiego. W czasie wojny, płowowłosy pastuszek pasł krówki. Gdy tak siedział na łące widział przelatujące nad jego głową samoloty, zapragnął zostać pilotem. I któregoś dnia zobaczył na niebie samolot myśliwski z czerwoną gwiazdą na skrzydłach. Ciągnął się za nim pas dymu i ognia. Za sterami samolotu siedział radziecki pilot. Udało się mu szczęśliwie wylądować na pobliskim polu. Chłopak wyciągnął rannego. Później ukrył go w zagrodzie rodziców. Po wojnie nasz bohater wstąpił do szkoły orląt w Dęblinie. Tam młodych pilotów szkolili zarówno polscy lotnicy, którzy powrócili z Anglii podjęli służbę oraz radzieccy instruktor. Wśród nich lotnik, którego uratował chłopak...Grał go zresztą autentyczny pilot-instruktor - lejtnant Sasza Hetmański – Ukrainiec.

Reżyserem filmu „Orły i sokoły” był Janusz Star, przedwojenny filmowiec, drugim reżyserem – Halina Markiewiczowa. Zdjęcia do „Orłów i sokołów” zakończono w terminie. Zmontowany film został przedstawiony jesienią 1945 roku kierownictwu Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego. Po przeglądzie dalsze prace zostały wstrzymane. Reżyser został skierowany do Działu Filmów Oświatowych w Instytucie Filmowym. Negatywy i kopie filmu złożone w laboratoryjnym skarbcu. Kiedy uległy degradacji, naturalną rzeczy koleją trafiły do odsrebrzania....

"Zakazane piosenki", czyli film dokumentalny

Tak więc nigdy nie obejrzeliśmy „Orłów i sokołów”. Widzowie zachwycali się jednak „Zakazanymi piosenkami”. Profesor Jolanta Lemann- Zajicek, historyk filmu z łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, mówiła nam.że z kręceniem tego filmu było więcej afer niż można było sobie wyobrazić. A zaczęły się już zanim nakręcono pierwszą scenę. 4 grudnia 1945 oficjalnie otwierano halę zdjęciową Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi. Na uroczystość przyszli oficjele, przedstawiciele partii, kierujący tworzącą się polską kinematografią.

Kiedy weszli do hali zobaczyli, że kręcone są sceny do pierwszego polskiego filmu – opowiadała prof. Jolanta Lemann – Zajicek.- Na ten film czekał naród. Filmowcy zapewniali, że kręcą ten film. Za kamerą stał Adolf Forbet. Tak naprawdę nie nakręcono nic. W kamerze nie było taśmy.

Powstał za to film dokumentujący wizytę oficjeli na otwarciu hali wytwórni. Obejrzeli go nawet podczas uroczystego obrazu. A film ten pokazywała potem Polska Kronika Filmowa.

Tak naprawdę „Zakazane piosenki” miały być średniometrażowym filmem dokumentalnym. Scenariusz napisał Ludwik Starski. Przed wojną pisał scenariusze do tak znanych filmów jak „Zapomniana melodia”, „Sportowiec mimo woli”, „Paweł i Gaweł" czy „Jadzia”, a pisał też teksty do przedwojennych szlagierów. Był łodzianinem. Jego brat Adam Ochocki był popularnym przed laty dziennikarzem łódzkich gazet. Ludwik Starski to także ojciec Alana, wybitnego scenografa, zdobywcy "Oskara".

Zakazane piosenki miały być filmem przedstawiający zbiór okupacyjnych piosenek - tłumaczyła prof. Lemann – Zajicek. - Pomysł nie odkrywczy, bo już w 1946 roku na rynku pojawiły się liczne wydawnictwa przedstawiające okupację w piosence, anegdocie. Ten film miał właśnie przedstawiać wojenne piosenki, od „Dnia pierwszego września” do „Serca w plecaku”. Nikt początkowo nie myślał o fabule.

Jednak fabuła

Ale czasem pojawił się pomysł na to, by „Zakazane piosenki” stały się jednak filmem fabularnym. I dodano skleconą szybko fabułę. Zdaniem Jolanty Lemann – Zajicek ta dodana pośpiesznie fabuła rozbiła film. Stał się zbiorem kupletów kabaretowych. Wyśmiewanych przez inteligencję.

Reżyserem „Zakazanych piosenek” był Leonard Buczkowski, przedwojenny reżyser, który zasłynął przed wojną takim melodramatami jak „Biały murzyn” czy „Testament profesora Wilczura”. Tę drugą, fabularną wersję „Zakazanych piosenek” Buczkowski nakręcił wiosną i latem 1946 roku. Akcja filmu rozgrywała się od września 1939 roku, do wyzwolenia Warszawy, w 1945 roku.

Uroczysta premiera „Zakazanych piosenek” miała miejsce 8 stycznia 1947 roku w nowo otwartym warszawskim kinie „Paladium”. ale też łódzkiej „Polonii”. Wyprodukowano wielką ilość kopii tego filmu, dzięki temu bardzo szybko został wyświetlany we wszystkich miastach polskich, trafił też do objazdowych kin.

Wśród widzów „Zakazane piosenki” wzbudziły nieprawdopodobny entuzjazm – mówiła prof. Jolanta Lemann - Zajicek. - Zapełniały się sale kinowe. Ludzie, by dostać się do nich wyłamywali nie raz drzwi, wybijali okna. Był to przecież pierwszy polski film nakręcony po wojnie.

Ostra krytyka

Zachwytu widzów nie podzielali jednak krytycy. Pojawiły się zarzuty, że film nie pokazuje prawdziwej okupacji, spłaszcza ją. Ogranicza się do pokazywania głupich Niemców, którzy łatwo dają się wykpić, oszukać. Zarzucano „Zakazanym piosenkom", że nie pokazuje bezeceństw wojny, okupacji, cierpienia ludzi.

Zarzucano też, że film nakręcili ludzie, którzy w czasie okupacji nie byli w Polsce. Tak jak operator Adolf Forbert. Ten zarzut kierowano jednak głównie do ludzi, którzy zarządzali wtedy polską kinematografią. Bo na przykład Leonard Buczkowski w czasie wojny był w Polsce...

Za głównego winowajcę całego zamieszania uważa się Adama Ważyka. To przede wszystkim jego recenzje miały doprowadzić do wstrzymania wyświetlania filmu. W „Kuźnicy” napisał, że twórcy filmu popełnili błąd historyczny. Ukazali bowiem żołnierzy AK jako wyzwolicieli Polski. A to nieprawda, bo Polskę wyzwolili radzieccy żołnierze. Prof, Jolanta Lemann – Zajicek przypominała też, że bojkot filmu zarządził Związek Weteranów Wojennych i Więźniów politycznych. Tymczasem jak wynika z raportów przedstawianych przez prowadzących kina objazdowe, „Zakazane piosenki” cieszyły się niesłabnącą popularnością wśród przeciętnych Polaków. Dalej bardzo emocjonalnie podchodzili do tego filmu, wielu bardzo się podobał. Nie milknęły zarzuty, że schlebia drobnomieszczańskim gustom.

Polityczne zmiany

Ostatecznie, w 1947 roku podkomisja d/s filmu nakazała wstrzymanie rozpowszechniania :Zakazanych piosenek”. Twórcy filmu zaczęli zmieniać jego treść. Roman nie walczył już w AK, tylko w Armii Ludowej. W wersji oryginalnej chłopiec śpiewający piosenkę w tramwaju ucieka. Goni go niemiecki oficer, który krzyczy: Ja rozumie! Ja rozumie! Gnoje to my, Deutsche!. W nowej wersji chłopiec zostaje zastrzelony. Początkowo kolaborantka, Maria Kędziorek, grana przez Zofię Jamry, zostaje zastrzelona przez żołnierzy Podziemia. W nowej wersji jest tylko ostrzyżona na zero. Tak jak pojawia się scena w której granatowy, polski policjant zabija harmonistę.

Zmiany miały głównie charakter polityczny, nie zmieniały istoty filmu, nie wprowadzono nowych bohaterów – zauważała prof. Jolanta Lemann – Zajicek.

Po przeróbkach, trzecia już wersja „Zakazanych piosenek” weszła ekrany 2 listopada 1948 roku. Mimo, że akcja tego filmu rozgrywa się głównie w Warszawie, zdjęcia do niego w całości nakręcono w Łodzi. W „Zakazanych piosenkach” zagrał m.in. park im. Józefa Poniatowskiego. Widać jego część od strony ul.Żeromskiego, z szeroką aleją. Starsi łodzianie pamiętają też, że sceny partyzanckie do „Zakazanych piosenek"”kręcono w Lesie Mania, czyli parku na Zdrowiu. Potem nawet przyjęło się powiedzenie partyzant z Lasu Mania...

Zachwyt widzów

Mimo tych wielu kłopotów, ten pierwszy polski powojenny film fabularny, nakręcony w Łodzi należy do najpopularniejszych polskich produkcji. Tylko w kinach obejrzało go 15 milionów widzów, co jest piątym wynikiem w historii polskiej kinematografii. Nie licząc telewizyjnych projekcji. „Zakazane piosenki” przyniosły też wielką popularność polskim aktorom. Jerzy Duszyński i Danuta Szaflarska, którzy zagrali rodzeństwo, Romana i Danutę Tokarskich, przez lata było naszą najpopularniejszą parą filmową. To w tym filmie oglądamy Hankę Bielicką czy Alinę Janowską...

Łódzki Hollywood

Mijały lata, a Wytwórnia Filmów Fabularnych ugruntowywała swą pozycję. Wybudowano kolejne hale zdjęciowe. W latach sześćdziesiątych było ich już pięć. Powstały na ul. Łąkowej budynki biurowe. A w 1970 roku oddano do użytku ówczesny cud techniki, czyli studio dźwiękowe. Projektował je wybitny dźwiękowiec, Jerzy Błaszyński. A jednym z projektantów zajmującym się akustyką był inżynier Jakub Kirszenstein, ojciec naszej wielokrotnej medalistki olimpijskiej Ireny Szewińskiej. Pracowali tu wybitni fachowcy. Jednym z nich był nieżyjący już Zygmunt Nowak. Został animatorem dźwięku.

Były to czasy, gdy dźwięk, tzw. postsynchrony, muzykę nagrywało się w studiu, po zakończeniu zdjęć do filmu – wyjaśniał nam jego syn Wiesław Nowak. – Plan oświetlany był lampami zasilanymi przez wielkie agregaty, które strasznie hałasowały. Cały dźwięk trzeba było stworzyć w studio. Tym zajmował się imitator.

W najlepszych czasach Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi zatrudniała ponad 1000 osób. Do pracowników na pewno można też zaliczyć kierowników produkcji czy scenografów, którzy byli zatrudnieni przez zespoły filmowe, a tak naprawdę rezydowali przy ul. Łąkowej w Łodzi.

Wraz z transformacją dla Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi nadeszły ciężkie. Pod tą nazwą funkcjonowała do 1993 roku. Wtedy zmieniono ją na Łódzkie Centrum Filmowe, W 1998 roku dodano do niej człon - w likwidacji. W 2005 roku oficjalnie przestało istnieć.

Ruszyła budowa bariery na granicy polsko-białoruskiej

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
am0q

Kolejne osiągnięcie Balcerowicza.

Likwidacja WFF Łódź

Łobuz.

Dodaj ogłoszenie